Epidemia rozlała się po całym kraju. Czerwona strefa? Niektóre powiaty wręcz purpurowe [WYKRES DNIA]

O ile wiosną i latem - a w zasadzie jeszcze kilka tygodni temu - koronawirus roznosił się głównie w ogniskach zakażeń, o tyle teraz epidemia rozlała się dosłownie po całym kraju. Gdyby wciąż istniał podział na żółte i czerwone strefy, w tej pierwszej znalazłyby się jedynie cztery powiaty.

Od soboty 24 października cała Polska jest tzw. czerwoną strefą pod względem wprowadzanych obostrzeń. Już tydzień temu pisaliśmy, że i bez tej decyzji rządu de facto tylko kilkadziesiąt powiatów (spośród 380 w całej Polsce) nie należałoby do niej.

Teraz sytuacja jest jeszcze - dalece - poważniejsza. Z wyliczeń Piotra Tarnowskiego, który na bieżąco analizuje sytuację w powiatach w Polsce, wynika, że tylko cztery z nich nie spełniają jeszcze przesłanki, którymi kierował się rząd, ustalając czerwone strefy. To powiaty: kamieński i myśliborski (województwo zachodniopomorskie), braniecki (warmińsko-mazurskie) i sierpecki (mazowieckie).

We wszystkich czterech sytuacja epidemiczna jest jednak na tyle poważna, że byłyby one żółtymi strefami. Nie ma obecnie w Polsce powiatu, który można by przy tych założeniach uznać za zieloną, bezpieczną strefę. Jeszcze tydzień temu było ich kilkanaście.

Czerwone strefy? Wiele jest wręcz purpurowych

Przypomnijmy, że zgodnie z założeniami sprzed trzech miesięcy Ministerstwo Zdrowia ogłaszało dany powiat czerwoną strefą, jeśli w ciągu ostatnich 14 dni było tam ponad 12 nowych zakażeń na 10 tys. mieszkańców (a dodatkowym warunkiem była liczba zakażeń w ostatnich trzech dniach). Do żółtej strefy kwalifikowały się powiaty, które miały pomiędzy 6 a 12 zakażeń na 10 tys. mieszkańców w ostatnich 14 dniach. Gdy zakażeń było mniej niż 6 na 10 tys. mieszkańców, region był zielony.

Obecnie przy tych założeniach nie tylko nie byłoby w Polsce żadnej zielonej strefy i tylko cztery żółte, ale wręcz w bardzo wielu regionach te czerwień byłaby niezwykle intensywna, wręcz purpurowa. W ponad 50 powiatach w całej Polsce liczba zakażeń w ostatnich 14 dniach w przeliczeniu na 10 tys. mieszkańców przekroczyła 60, czyli była ponad pięciokrotnie wyższa niż dolna granica dla czerwonej strefy.

W najbardziej dotkniętych obecnie epidemią powiatach wskaźnik ten przekracza 90. Innymi słowy - tutaj tylko w ostatnich 14 dniach zakażenie koronawirusem stwierdzono u 9-10 osób na każdy tysiąc. Niemal (albo dokładnie) jedna na sto. Są to powiaty: łosicki i garwoliński (województwo mazowieckie), gostyński (woj. wielkopolskie), strzelecki (woj. opolskie), suski (woj. małopolskie), m. Toruń (woj. kujawsko-pomorskie), m. Skierniewice (woj. łódzkie) i m. Przemyśl (woj. podkarpackie).

embed

Koronawirusem w zasadzie można zarazić się wszędzie

Co pokazują te dane? Rzecz jasna, są miejsca w Polsce, gdzie epidemia rozwija się w szybszym lub wolniejszym tempie. Niemniej skoro w zasadzie każdy powiat w kraju przekracza stany alarmowe ustalone jeszcze niespełna trzy miesiące temu, to widać wyraźnie, że epidemia de facto rozlała się po całym kraju. Nie ma już takiego charakteru, jak w poprzednich miesiącach, gdy mieliśmy do czynienia z dużymi ogniskami np. w kopalniach, zakładach produkcyjnych, DPS-ach czy po weselach. Jakkolwiek dramatycznie to zabrzmi - teraz koronawirusem można zarazić się właściwie wszędzie. Aktualnie w większości wywiadów epidemicznych z zakażonymi osobami okazuje się, że źródło zakażenia jest nieznane.

Ministerstwo Zdrowia już od kilku tygodni mówi, że epidemia ma charakter rozproszony, nie ogniskowy. A to oznacza, że bardzo trudno ją "kontrolować" i "dławić", tak jak robiono to m.in. na Śląsku masowymi testami wśród górników i ich rodzin. Dziś właściwie należałoby przesiewowo testować wszystkich Polaków, a przynajmniej tych kilka milionów, którzy mieszkają w kilkudziesięciu powiatach z najgorszymi danymi. 

Większość ww. danych pochodzi ze zbioru danych (podawanych m.in. przez Ministerstwo Zdrowia) prowadzonego skrupulatnie przez Michała Rogalskiego, oraz z map Piotra Tarnowskiego.

Zobacz wideo Paweł Borys: Mamy częściowy lockdown. Strategia rządu polega na tym, żeby nie doprowadzić do pełnego