Premier zapowiada czerwoną strefę w całym kraju. I bez tego mało który powiat byłby żółty [WYKRES DNIA]

W czwartek 22 października powinny zapaść nowe decyzje co do czerwonych i żółtych stref w Polsce. Po środowej wypowiedzi premiera Mateusza Morawieckiego jest już niemal pewne, że czerwoną strefą będzie cały kraj.

Aktualnie - od soboty 17 października - czerwonymi strefami są 152 powiaty w całej Polski, w tym 11 miast wojewódzkich. W środę minister zdrowia Adam Niedzielski mówił, że ich liczba dochodzi już do 300, przy liczbie powiatów wynoszącej 380 (konkretnie - mamy w Polsce 314 powiatów oraz 66 miast na prawach powiatu). Cała reszta kraju należy do strefy żółtej. Niemal na 100 proc. zmieni się to już w sobotę, bo premier Mateusz Morawiecki zapowiedział w środę wieczorem w Polsat News, że podczas posiedzenia sztabu kryzysowego związanego z epidemią koronawirusa, będzie rekomendował, aby od 24 października cała Polska znalazła się w czerwonej strefie. Zmiany mają też dotyczyć wyższych klas szkół podstawowych, które mają przejść w tryb nauczania hybrydowego w "wyższych klasach" szkoły podstawowej. 

Z wyliczeń Piotra Tarnowskiego, który na bieżąco analizuje sytuację w powiatach w Polsce, wynika, że obecnie do strefy czerwonej kwalifikuje się 279 powiatów, w których łącznie mieszka ponad 31 mln osób. Zauważa też, że czerwonymi strefami mogłyby zostać trzy całe województwa - małopolskie, opolskie i kujawsko-pomorskie. 

embed

Wygląda więc na to, że właściwie tylko nieliczne powiaty w Polsce mogłyby utrzymać status żółtej strefy. Warto przypomnieć, że dwa tygodnie temu, gdy żółtą strefą miało być około 100 powiatów, rząd zdecydował, że nie ma się co "cackać" i ogłosił nią cały kraj (poza 38 powiatami, które wówczas otrzymały status czerwonej strefy). 

Tarnowski pokazał na Twitterze, jak wygląda obecny podział na żółte i czerwone strefy, a jak może wyglądać po aktualizacji - jeśli rząd zdecyduje jednak zostawić żółte strefy.

Będą nowe obostrzenia?

De facto jednak nie to jest najważniejsze, ile powiatów będzie czerwonymi strefami, ale - jakie restrykcje będą w nich (oraz w ewentualnych żółtych strefach) obowiązywać. A pewne jest to, że zostaną one zaostrzone - mówi o tym otwarcie premier Mateusz Morawiecki, minister zdrowia i inni politycy. Tym bardziej że statystyki zakażeń cały czas mkną w górę - w środę po raz pierwszy mieliśmy ponad 10 tys. nowych przypadków w ciągu doby. 

Spekulacji jest wiele. Jak podaje RMF FM, rozważane jest całkowite zamknięcie kin, teatrów, domów kultury itd. Dziś - zarówno w żółtych, jak i czerwonych strefach - może wejść do nich 25 proc. publiczności, ale w praktyce te miejsca i tak świecą pustkami.

Możliwe jest także zaostrzenie limitów klientów w sklepach oraz restauracjach i barach. Rząd planuje też wprowadzenie zakazu wesel w całym kraju - choć i tu restrykcje już są daleko posunięte, bo żadne imprezy okolicznościowe nie mogą się odbywać w czerwonych strefach, zaś w żółtych może w nich brać udział do 20 osób (a zabawy taneczne są zakazane).

Prawdopodobne jest także, że na zdalny tryb nauczania przejdą uczniowie najstarszych klas szkół podstawowych w strefach czerwonych - a niewykluczone są i dalej idące decyzje. Obecnie wyłącznie uczniowie szkół ponadpodstawowych i wyższych uczą się zdalnie (w strefach czerwonych) albo hybrydowo (w strefach żółtych). Szkoły podstawowe działają w trybie stacjonarnym.

Decyzje poznamy w czwartek 22 października. Nowe restrykcje miałyby wejść w życie jeszcze w sobotę.

Czerwone i żółte strefy - jak są określane?

Ministerstwo Zdrowia ogłasza dany powiat czerwoną strefą, jeśli w ciągu ostatnich 14 dni było tam ponad 12 nowych zakażeń na 10 tys. mieszkańców. Dodatkowym wskaźnikiem jest liczba zakażeń w ostatnich trzech dniach (tak, aby czerwoną strefą nie był powiat, który miał dużo nowych zakażeń np. blisko dwa tygodnie temu, ale w ostatnich dniach ten przyrost był już znacznie niższy).

Zanim cały kraj (poza strefami czerwonymi) ogłoszono strefą żółtą, kwalifikowały się do tej grupy powiaty, które miały pomiędzy 6 a 12 zakażeń na 10 tys. mieszkańców w ostatnich 14 dniach. Gdy zakażeń było mniej niż 6 na 10 tys. mieszkańców, region był zielony.

Z najnowszych danych wynika, że takich "bezpiecznych" powiatów jest raptem 15. To m.in. Wałbrzych (województwo dolnośląskie) czy powiaty: kamieński i łobeski (woj. zachodniopomorskie), siemiatycki (podlaskie), kolski (wielkopolskie) czy sierpecki (mazowieckie).

W pozostałych dane przekraczają poziomy alarmowe, w tym w zdecydowanej większości te określone dla czerwonej strefy. Poziom od 50 do 70 zakażeń na 10 tys. mieszkańców w ostatnich 14 dniach (a więc przekraczający dolną granicę dla czerwonej strefy ok. 4-6-krotnie) notują powiaty: suski, miechowski, myślenicki, tatrzański i Kraków (woj. małopolskie), krotoszyński i gostyński (wielkopolskie), leski (podkarpacki) i prudnicki (opolskie).