Pięć absurdów podatku od mediów. To m.in. podwójne opodatkowanie i niejasny podział środków

Do 16 lutego trwają prekonsultacje do projektu ustawy zakładającego dodatkowe opodatkowanie reklam w prasie, internecie, kinach, radiu, telewizji czy na zewnętrznych nośnikach. Już dziś można wymienić przynajmniej pięć absurdów całego pomysłu.

1. Składka czy jednak podatek?

Formalnie w projekcie ustawy czytamy o "składce z tytułu reklamy". Po raz kolejny rząd jak ognia unika słowa "podatek". W ciągu ostatnich lat wprowadził już m.in. nowe daniny (np. solidarnościową), opłaty (np. cukrową), teraz będą nowe składki. 

Rząd sukcesywnie wykorzystuje kolejne pozycje ze słownika synonimów spod hasła "podatek". Kilka miesięcy temu wiceminister finansów sprytnie wyjaśniał, że jak coś nie trafia do budżetu centralnego, ale np. do NFZ, to jest podatkiem, więc rząd żadnych nowych podatków nie wprowadza. Z drugiej strony - wyższe wpływy do NFZ z tytułu takich opłat, danin, składek itd. oznaczają dla rządu oszczędność w budżecie z powodu konieczności mniejszego dotowania Funduszu. 

2. Podatek od przychodów, nie dochodów

Składka z tytułu reklamy ma opierać się na kryterium przychodowym, nie dochodowym. Oznacza to, że opodatkowane ma być wszystko, co podatnik otrzyma na konto (sprzeda), a nie wyłącznie to, co zarobi na reklamie (po odjęciu np. kosztów druku, pracowników itd.). To uderzenie nie tylko w media, ale też np. kluby sportowe czy supermarkety, które wydają swoje gazetki.

Ministerstwo Finansów opublikowało w czwartek na Twitterze grafiki, które pokazują, że największe grupy medialne w Polsce zapłaciły w 2019 r. podatek CIT rzędu od niespełna 1 proc. do ok. 3,6 proc. swoich przychodów. Ale np. Telewizja Polska w takim ujęciu zapłaciła ledwie 0,2 proc.

TVPRząd pokazał wybrakowane dane o podatkach od mediów. Poprawiliśmy grafiki

Zasadą cywilizowanego świata jest, że żeby płacić podatki, trzeba mieć z czego. Dlatego właśnie zwykle podatki są dochodowe

- komentuje na Twitterze doradca podatkowy Piotr Leonarski.

3. Podwójne opodatkowanie

Dochody, które osiągają media, są  opodatkowane podatkiem CIT. Innymi słowy, podatek jest odprowadzany od przychodów, ale - zgodnie z polskim prawem - pomniejszonych o koszty ich uzyskania.

Składka z tytułu reklamy wyliczana od przychodu będzie więc dodatkowym opodatkowaniem tego samego. Ubrana w inną formę, jest ukrytą podwyżką podatku CIT. Tego samego, którego obniżkami dla niektórych przedsiębiorców lubi chwalić się premier Morawiecki

Polskie media raczej je płacą (a jak nie płacą, to można je skontrolować). Nowy podatek nie będzie też kosztem podatkowym, więc nie zmniejszy CIT. Oba obciążenia będą obok siebie

- tłumaczy Leonarski.

4. Zasłanianie się cyfrowymi gigantami

Rząd bardzo chętnie w ostatnich dniach mówi o konieczności opodatkowania największych amerykańskich koncernów technologicznych. To tzw. GAFA - Google, Apple, Facebook i Amazon.

Ile one podatków płacą w Rzeczypospolitej, we Francji, albo w Niemczech. Warto takie ćwiczenie wykonać, bo okaże się, że bardzo niewiele. One korzystają z rajów podatkowych

- pytał niedawno premier Morawiecki.

Polska od kilku lat skłania się ku opodatkowaniu cyfrowych gigantów, ale w 2019 r. wystarczyły słowa wiceprezydenta USA Mike'a Pence'a, który ku zdziwieniu polskiego rządu, podziękował mu za zarzucenie prac nad obciążeniem amerykańskich koncernów, by rząd wyrzucił pomysł do kosza. 

Potem pojawiały się znacznie częściej głosy, że podatek od GAFA powinien być uregulowany na poziomie unijnym i prace w tym zakresie już się toczą. O tym, że z cyfrowymi gigantami należy walczyć na poziomie europejskim, a nie lokalnym, jest przekonany prof. Wiesław Godzic, medioznawca z Uniwersytetu SWPS.

Zobacz wideo Czy chęć opodatkowania cyfrowych gigantów jest tylko pretekstem dla rządu?

Dlatego nadzieja w skuteczność działań Naczelnika Drugiego Śląskiego Urzędu Skarbowego w Bielsku-Białej, który ma zajmować się ściąganiem składek od reklam m.in. od Google'a czy Facebooku, może być płonna - choć oczywiście należy życzyć mu w tym zakresie sukcesów. 

Niestety wydaje się, że cyfrowi giganci są mimo wszystko pewną "zasłoną dymną" w tym projekcie. Według szacunków oni zostaliby obciążeni kwotą ok. 50-100 mln zł. Inne media działające w Polsce - ok. 700-800 mln zł.

W stosunku do GAFA rzeczywiście jest problem do rozwiązania, ale w przypadku polskich mediów? Przecież one tu już płacą podatek i to generalnie fajniejszy, bo 19 proc.

- komentuje na Twitterze Leonarski.

Rząd chce daniny od mediówRząd chce milionów od mediów. Nie chciał przesunąć środków z TVP na NFZ

5. Niejasny podział środków

Wątpliwości budzi nie tylko konstrukcja podatku, ale także przeznaczenie środków. Zgodnie z projektem ustawy, 50 proc. wpływów ma trafić do Narodowy Fundusz Zdrowia, 35 proc. do Funduszu Wsparcia Kultury i Dziedzictwa Narodowego w Obszarze Mediów, a 15 proc. do Narodowego Funduszu Ochrony Zabytków.

Tak jak już pokazaliśmy wyżej, wpłata do NFZ nie będzie całkiem dodatkowymi pieniędzmi - dzięki nowemu podatkowi (szacuje się, że do NFZ poszłoby ok. 400 mln zł rocznie) rząd będzie musiał niższą kwotą dotować Fundusz, tym samym, mogąc zaoszczędzić środki w budżecie na inne cele. Według uzasadnienia projektu ustawy, wpływy z podatku od mediów pozwoliłyby "zintensyfikować działania NFZ na rzecz ubezpieczonych". Konkretów jednak nie ma.

Schody zaczynają się w przypadku pozostałych dwóch funduszów. Dysponentem Funduszu Wsparcia Kultury i Dziedzictwa Narodowego w Obszarze Mediów - który dopiero mocą ustawy ma zostać powołany - ma zostać minister kultury, obecnie Piotr Gliński. Olbrzymie pieniądze (według prognoz ok. 280 mln zł rocznie) będą wydawane przez ministra w ramach dotacji np. na "budowę platform dystrybucji informacji oraz analiz treści pojawiających się w mediach, w szczególności cyfrowych". Kto będzie dostawać te pieniądze? Ci, którzy spełnią warunki przedstawione przez ministra. Kto będzie oceniał wnioski o dotacje? Komisja złożona z przedstawicieli Ministerstwa Kultury, Finansów i Cyfryzacji (czy resortu odpowiedzialnego za tę "działkę"). 

Pozostałe 15 proc. (według szacunków ok. 120 mln zł rocznie) ma trafić do Narodowego Funduszu Ochrony Zabytków. To instytucja utworzona w 2018 r. Obecnie jego jedynym źródłem przychodów są kary pieniężne m.in. za uszkodzenia i zniszczenia zabytków. Gdy powstawał, generalna konserwator zabytków Magdalena Gawin szacowała jego roczne wpływy na 16 mln zł, a więc zastrzyk finansowy z podatku od mediów byłby dla NFOZ olbrzymi. Dysponentem NFOZ także jest minister kultury, środki z funduszu mają być przeznaczane m.in. na prace konserwatorskie przy zabytkach.