Ten raport wygląda, jakby Morawieckiemu pisała go opozycja. Ale diagnozę Polski stworzył sam rząd

Jeśli ktoś czerpie wiedzę na przykład z konferencji czy wypowiedzi rządzących, obrazem Polski płynącym z Krajowego Planu Odbudowy może być zaskoczony. Ekipa Morawieckiego po cichu napisała w nim to, czego głośno mówić nie lubi.

"Dobra zmiana" trwa już w Polsce szósty rok. W tym czasie rząd zdążył przygotować tysiące slajdów na temat tego, co udało mu się zrobić. Lista wskazywanych sukcesów przybiera monstrualne już rozmiary. Dlatego gdy dziś czytamy o "słabościach strukturalnych polskiej gospodarki", "słabości systemu legislacyjnego w Polsce", "niskiej jakości prawie", "niestabilności prawa" czy "nieoptymalnych warunkach prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce", można by z dużym prawdopodobieństwem uznać, że hasła te pochodzą z diagnozy przygotowanej przez opozycję. Ale nie. Tak o Polsce w 2021 r. pisze rząd w przesłanym kilka dni temu do Brukseli Krajowym Planie Odbudowy.

Co rząd pisze o Polsce w Krajowym Planie Odbudowy? "Słabości strukturalne polskiej gospodarki..."

Z jednej strony można by rzec, że rząd widzi, co w kraju nie gra i stawia wyzwania na kolejne lata. Z drugiej - mimo wszystko pewne określenia w KPO są uznawane za "antylaurkę" dla ekipy, która od ponad pół dekady ma właściwie całkowity wpływ m.in. na proces stanowienia prawa i w ten sposób oddziaływanie na gospodarkę czy życie społeczne. 

Zjawiska, które pojawiły się w wyniku pandemii COVID-19 należy widzieć na tle innych słabości strukturalnych polskiej gospodarki, które wpływają negatywnie na poziom konkurencyjności i produktywności, a pośrednio w dłuższym okresie decydują o perspektywach wzrostu poziomu i jakości życia mieszkańców. Należą do nich m.in.: obciążenia systemu finansów publicznych systemami zabezpieczeń społecznych, stosunkowo niski poziom wykorzystania rodzimych zasobów pracy, niski popyt i niedoskonałości systemu wdrażania innowacji, duża energochłonność gospodarki, zależność od paliw kopalnych, zagrożenia środowiskowe, luka infrastrukturalna w zakresie infrastruktury transportowej, energetycznej i cyfrowej, niski poziom inwestycji przedsiębiorstw prywatnych, zróżnicowanie terytorialne dostępu do podstawowych usług publicznych oraz dobrej jakości pracy

- to w tym akapicie w KPO rząd bodaj najbardziej w pigułce podał bolączki kraju. Ale podobnych fragmentów jest więcej. 

W KPO rząd pisze o tym, czego zrobić mu się (na razie) nie udało. O tym, z czym nie może sobie poradzić. A na taką szczerość mimo wszystko rzadko możemy ze strony Zjednoczonej Prawicy liczyć. Zestawienie raptem kilku haseł z KPO z wypowiedziami czołowych polityków rządu z ostatnich lat dobrze pokazuje różnice pomiędzy tym, co słyszymy publicznie, a tym, co rząd pisze w oficjalnych dokumentach.

Polacy muszą pracować dłużej

Beata Szydło, 2 października 2017: 

Polskie sprawy gospodarcze idą w dobrym i oczekiwanym kierunku. (...) [Przywrócenie niższego wieku emerytalnego - red.] jest reformą przemyślaną, skonsultowaną z Polakami, zgodną z oczekiwaniami i bezpieczną dla budżetu państwa

Krajowy Plan Odbudowy, maj 2021:

Jednym z istotnych wyzwań polskiego rynku pracy jest niski wiek emerytalny (K-60, M-65), co, przy niekorzystnych zmianach demograficznych oznaczać będzie w dłuższej perspektywie pogłębianie się niekorzystnej sytuacji w zakresie dostępności pracowników.

Rząd przyznaje w KPO, że polskie sprawy nie idą w dobrym kierunku, bo niski wiek emerytalny oznacza w dłuższej perspektywie po prostu brak rąk do pracy.

Co należy uczciwie przyznać - z punktu widzenia odbioru społecznego jest diametralna różnica pomiędzy "arbitralnym" podnoszeniem wieku emerytalnego a działaniami, które mają motywować seniorów, aby przedłużali swoją aktywność zawodową. ZUS od lat edukuje Polaków, że każdy kolejny rok pracy to emerytura wyższa o przynajmniej kilka procent. Z kolei w KPO rząd ujawnił, że chce zwalniać z podatku PIT osoby, które mimo osiągnięcia wieku emerytalnego nie przejdą na emeryturę, a nadal będą pracować. Wskazuje też na konieczność podejmowania działań poprawiających sytuację starszych pracowników na rynku pracy.

Ale mimo wszystko rząd czarno na białym pisze - niski wiek emerytalny to "istotne wyzwanie". Jeśli dość szybko nie uda się poprawić poziomu aktywności zawodowej 60-latków czy nawet nieco młodszych osób, polska gospodarka będzie mieć poważny problem. W tym kontekście warto przytoczyć choćby badania OECD, z których wynika, że jeśli do 2050 stopy zatrudnienia w Polsce nie poprawiłyby się, zmiany demograficzne obniżą nasze PKB na osobę o 15-20 proc.

Jest problem ze stabilnością prawa

Mateusz Morawiecki, sierpień 2017 (cytat za rp.pl):

My w Polsce mamy ducha przedsiębiorczości. (...) To, czego nam brakowało i brakuje, to silnych instytucji. Silnych, sprawnych instytucji, stabilnego prawa, bardzo sprawnego wymiaru sprawiedliwości, który nie byłby hamulcowym rozwoju gospodarczego, tylko byłby wsparciem dla rozwoju gospodarczego

Krajowy Plan Odbudowy, maj 2021:

W opinii rodzimych przedsiębiorców warunki prowadzenia działalności gospodarczej nie są w dalszym ciągu optymalne. Obok skutków pandemii jako czynniki osłabiające warunki prowadzenia działalności przedsiębiorcy wskazują niestabilność i częste zmiany prawa dotykające różne sektory, funkcjonowanie administracji oraz system zachęt i bodźców do inwestowania

W Krajowym Planie Odbudowy czytamy także, że "podstawowa słabość systemu legislacyjnego w Polsce polega na niskiej jakości prawa, jego przeregulowaniu, co w konsekwencji prowadzi do częstych zmian przepisów".

Z Barometru Prawa przygotowanego przez firmę Grant Thornton wynika, że po absolutnie rekordowym 2016 r., gdy uchwalono nowe akty prawne zajmujące łącznie ponad 35 tys. stron maszynopisu, w latach 2017-2019 liczba ta spadła do ok. 21-24 tys., czyli mimo wszystko i tak wysokiego poziomu.

W 2020 r. uchwalono w Polsce "tylko" 14,9 tys. stron przepisów - najmniej od 2008 r. Grant Thornton tłumaczy to przede wszystkim pandemią koronawirusa i związaną z nim mniejszą działalnością legislacyjną w wielu obszarach. 

embed

Klęska demograficzna, ochrona zdrowia w bardzo złym stanie

Elżbieta Rafalska, styczeń 2017:

Realizacja rządowego programu 500 plus przynosi spodziewane efekty. Mamy ten efekt, na który bardzo długo, bo ponad dziewięć miesięcy, czekaliśmy. Otóż w listopadzie okazało się, że - porównując listopad roku 2016 do roku 2015 - w skali całego kraju urodziło się ponad 2 tys. dzieci więcej i ostatnio takie wydarzenie miało miejsce we wrześniu 2011 r. A to są dopiero pierwsze te miesiące. Jestem przekonana, że będzie to trwały efekt

Krajowy Plan Odbudowy, maj 2021:

Od 2013 r. w Polsce rodzi się mniej dzieci, niż umiera osób, a pandemia COVID-19 wpłynęła na wzrost tego negatywnego zjawiska. W 2020 roku urodziło się jedynie 355,3 tys. dzieci, a zmarło aż 477,4 tys. osób

"Trwały efekt", o którym mówiła Rafalska, trwał mniej więcej dwa lata. Rzeczywiście - tuż po wprowadzeniu 500 plus rosła liczba urodzeń (choć eksperci wskazują, że trudno wyizolować tu wyłącznie efekt nowego programu). Jednak na przełomie 2017 i 2018 trend się załamał. 355 tys. urodzonych dzieci w 2020 r. to najmniej od 2003 r. W 2020 r. po raz drugi z rzędu urodziło się też w Polsce mniej dzieci, niż zakładano w symulacjach przy wprowadzaniu 500 plus. 

Wciąż rośnie też liczba śmierci w Polsce - przed 2020 r. 414 tys. osób zmarłych w 2018 r. było najgorszą statystyką od czasów drugiej wojny światowej. Aż niemal 480 tys. śmierci w 2020 r. (a licząc ostatnie dwanaście miesięcy już - ponad 500 tys.) to absolutny dramat. To o ok. 60-70 tys. więcej niż prawdopodobnie umarłoby w "normalnych" okolicznościach.

Tylko częściowo da się tę falę zgonów wytłumaczyć "nieuniknionymi" skutkami pandemii. Statystyki nadmiarowych śmierci w Polsce należą do najwyższych w Unii Europejskiej. Eksperci już po jesiennej fali wskazywali m.in. na niedostosowanie strategii rządu do kondycji systemu ochrony zdrowia.

Zresztą system opieki zdrowotnej w Polsce to kolejny punkt, z którym - jak wskazuje rząd w Krajowym Planie Odbudowy - mamy poważny problem. Rząd przyznaje, że "liczba zgonów możliwych do uniknięcia dzięki interwencji medycznej w dalszym ciągu jest wyższa niż średnia unijna". Ujawnia, że cel, jaki stawiał sobie, wprowadzając sieć szpitali, "osiągnięto tylko częściowo". W KPO czytamy też, że "wskaźnik liczby łóżek opieki długoterminowej na tle państw OECD w przypadku Polski jest jednym z najniższych", a rząd na opiekę zdrowotną wydaje w przeliczeniu na obywatela niemal o połowę mniej, niż średnia w OECD. Rząd zauważa, że umieralność z powodu nowotworów złośliwych w Polsce jest wysoka na tle Unii Europejskiej, w tym "znacznie wyższa u osób poniżej 65. roku życia". Przyznaje też, że wyzwaniem jest stan infrastruktury medycznej, bo "Polska znajdowała się poniżej średniej dla wybranych krajów europejskich, jeśli chodzi o gęstość posiadanych tomografów komputerowych, rezonansów magnetycznych, angiografów oraz aparatów PET".

Mamy też po prostu za mało lekarzy i pielęgniarek, choć w KPO możemy przeczytać, że dzieje się tak pomimo "gwałtownego wzrostu liczby absolwentów medycyny w ciągu ostatnich dziesięciu lat". To o tyle ciekawe, że wygląda na to, że rząd zauważył jakieś zasługi w tym zakresie rządu PO-PSL.

Nieoptymalne wykorzystanie czasu pracy, brak lekarzy specjalistów, starzenie się kadry, nierównomierne, regionalne rozmieszczenie kadry to podstawowe bolączki, które negatywnie wpływają na funkcjonowanie systemu ochrony zdrowia

- czytamy też w KPO.

Wracając zaś do demografii, którą rząd słusznie wskazuje w KPO jako jedno z kluczowych wyzwań dla Polski w kolejnych latach: ktoś złośliwy - patrząc na liczby urodzeń i zgonów z ostatnich miesięcy i lat - mógłby przytoczyć fragmenty programu PiS z 2014 r.

Można w nim przeczytać m.in. o "załamaniu demograficznym" za czasów rządu Donalda Tuska, konieczności "uwolnienia energii Polaków zablokowanej przez system Tuska i umożliwieniu realizacji celów w sferze demografii", ą także o wyzwaniu "przełamywania niekorzystnych trendów w dziedzinie demografii". Siedem lat po publikacji tego dokumentu i około 5,5 po przejęciu przez Zjednoczoną Prawicę władzy w Polsce, problemy te są nie coraz mniej, ale coraz bardziej palące.

embed

.Coraz mniej Polski w Polsce. Kraj wyludnia się w iście zawrotnym tempie

.500 plus. Demografia? W 2020 r. najmniej nowych dzieci od 17 lat

Zobacz wideo Ogromna dziura w ZUS-ie? "Jak będziemy mieli szczęście, to bieda zajrzy w oczy do końca tej kadencji"
Więcej o: