Nic nie pomaga. Chińczycy nie chcą mieć dzieci. "Demograficzna bomba zegarowa"

W ubiegłym roku w Chinach urodziło się 12 milionów dzieci. Ale to za mało i aż o sześć milionów mniej niż cztery lata wcześniej. Niektórzy eksperci ostrzegają, że krajowi grozi "demograficzna bomba zegarowa".

Demografia jest jednym z najpoważniejszych wyzwań wielu rozwiniętych państw. Władze próbują odwracać albo chociaż hamować trend starzenia się społeczeństw, proponując różnego rodzaju zachęty, w tym finansowe, do decydowania się na kolejne dzieci, ale to często w ogóle nie pomaga, lub działa tylko na krótką metę. Podobnie jest w (wciąż) najludniejszym państwie świata.

Zobacz wideo Borys: Największym zagrożeniem społeczno-gospodarczym w tym stuleciu jest demografia

Deficyt demograficzny w Polsce największy od II wojny światowejKoronawirusowy "baby doom". Nożyce demograficzne szerokie jak nigdy dotąd

Chiny. Wzrost populacji najmniejszy od dekad

Chiny pod koniec roku przeprowadziły spis powszechny. Siedem milionów pracowników spisowych odwiedzało Chińczyków w ich domach i przeprowadzało ankietę. Właśnie pojawiły się jej pierwsze wyniki, a w nich niepokojące wnioski: populacja Chin wciąż wprawdzie rośnie, ale najwolniej od dekad. Między 2010 a 2020 rokiem zwiększyła się o 72 miliony, do 1,41 miliarda osób. To wzrost o 5,4 proc., ale w całej dekadzie. W tym czasie średni roczny przyrost wyniósł 0,53 proc. - w latach 2000 - 2010 było to 0,57 proc. Populacja rośnie najwolniej od początku lat 60. ubiegłego wieku.

W ubiegłym roku w Chinach urodziło się 12 milionów dzieci - rok wcześniej urodzeń było 14,6 miliona, a cztery lata wcześniej 18 milionów. Spadła też liczba osób w wieku produkcyjnym, między 15. a 59. rokiem życia i teraz wynosi 894 miliony. Chińskich władz to akurat jeszcze nie martwi, rąk do pracy jak na razie w kraju nie brakuje.

Wyniki spisu zostały zapewne nieznacznie poprawione, ponieważ partia nie może się przyznać do błędu, a według planu populacja ChRL ma rosnąć do 2027 roku

- mówi Michał Bogusz, doktor nauk politycznych, analityk w Ośrodku Studiów Wschodnich i ekspert od polityki Chin. O tym, że demografia to temat wrażliwy, świadczy fakt, że chińska agencja statystyczna już w zeszłym miesiącu poinformowała o wzroście populacji. Nie podała wtedy wielu konkretów. "Wyglądało to na próbę uspokojenia firm i inwestorów po tym, jak "Financial Times" ogłosił, że spis mógł wykazać niespodziewany spadek" - zauważa agencja Associated Press. 

"Demograficzna bomba zegarowa" 

W niezbyt odległej przyszłości problem może stać się bardzo poważny i nie chodzi tutaj wyłącznie o siłę roboczą. Władze kraju stawiają na konsumentów jako silnik napędowy gospodarki, przez lata opierającej się na eksporcie. Jednak konsumenci nie napędzą PKB, jeśli będzie ich ubywać. A to według ekspertów perspektywa być może już najbliższych kilku lat. 

.Ta diagnoza Polski brzmi jakby pisała ją opozycja. Ale zrobił to sam rząd

Wprawdzie odsetek dzieci do 14. roku życia lekko się zwiększył (o 1,3 pkt. proc., do 17,9 proc. populacji), ale wzrosła też - i to mocniej - liczebność grupy w wieku 60 plus (o 5,4 pkt proc., do 18,7 proc.).

I to jest kolejne ogromne wyzwanie dla (nie tylko) Chin: rosnąca liczba osób starszych, którzy już nie pracują to obciążenie dla systemu emerytalnego, ale także opieki zdrowotnej. Według niektórych ekspertów, Chinom może zagrażać "demograficzna bomba zegarowa". Ekonomiści ostrzegają, że Pekin stoi przed problemem, który polega na tym, że kraj się zestarzeje, zanim się wzbogaci. 

Odejście od polityki jednego dziecka, rozpoczęte w 2015 roku, nieco pomogło, ale tylko na chwilę. Według Ninga Jizhe, szefa chińskiego Narodowego Biura Statystycznego, spadek dzietności w Chinach to skutek rozwoju ekonomicznego i społecznego kraju. To samo zjawisko obserwowane jest w wielu państwach rozwiniętych. Chińczycy dopiero oswajają się z pojawiającym się miejscami dobrobytem, wielu z nich woli mieć jedno dziecko, by móc pozwolić sobie na wydatki na jego edukację lub rozwijanie własnej kariery. Poza tym, młodym rodzicom nie jest łatwo, trudno o mieszkanie, które czasem trzeba dzielić z rodzicami, urlop macierzyński trwa krótko, a dodatkowa opieka nad dzieckiem droga.

W odpowiedzi na kryzys demograficzny planuje się wprowadzenie polityki pronatalistycznej, w tym świadczenia finansowe dla rodzin, ale w tej chwili pozostaje to wciąż w sferze ogólnych rozważań i brak jest szczegółów

 - mówi Michał Bogusz. 

Polityka jednego dziecka, wprowadzona w 1979 roku, miała na celu zahamowanie gwałtownego przyrostu naturalnego - choć dzietność zaczęła spadać już wcześniej. Po wejściu w życie kontrowersyjnego zakazu, pojawiały się drastyczne nadużycia, jak wymuszane aborcje. Chińczycy woleli mieć synów niż córki, co doprowadziło do znacznych dysproporcji, widocznych jeszcze i dziś. Na 100 kobiet przypada statystycznie 105,7 mężczyzn - w liczbach bezwzględnych ta przewaga to 33 miliony. 

Chiny już całkiem niedługo - według prognoz w 2025 roku - przestaną być najludniejszym państwem świata. Wyprzedzą je Indie, gdzie populacja wynosi już 1,38 miliarda. 

Więcej o: