Szef Ryanaira komentuje lądowanie w Mińsku. "Porwanie sponsorowane przez państwo"

- To był przypadek sponsorowanego przez państwo porwania - powiedział szef Ryanaira. W ten sposób Michael O'Leary odniósł się do niedzielnego wymuszonego lądowania samolotu w Mińsku.

Prezes linii lotniczej Michael O'Leary na antenie radia Newstalk mówił, że wygląda na to, iż intencją władz białoruskich było "usunięcie dziennikarza i towarzyszącej mu w podróży osoby". - Uważamy, że [na pokładzie samolotu - przyp. red.] było kilku agentów KGB, którzy również wysiedli na lotnisku. To był przypadek sponsorowanego przez państwo porwania - zaznaczył Michael O'Leary.

- Przeprowadzamy debriefing (omówienie lotu) z załogą, która wykonała wspaniałą pracę, by wydostać z Mińska samolot i niemal wszystkich pasażerów - powiedział O'Leary. Dodał, że nie może wiele powiedzieć na temat zdarzenia, bo sprawą zajmują się organa UE i NATO.

Szef Ryanair wyjaśnił, że linie dostosują się do wytycznych, jeśli europejskie władze zdecydują o zakazie lotów nad Białorusią. Dla Ryanair byłaby to - jak mówił - "niewielka korekta", by w zamian za to latać nad Polską.

To kolejna reakcja Ryanaira na zdarzenie. W niedzielę wieczorem pojawiło się oświadczenie w sprawie awaryjnego lądowania samolotu. Linie lotnicze poinformowały, że maszyna wylądowała bezpiecznie i nie znaleziono w niej niepożądanych materiałów. Komunikat ten został mocno skrytykowany, ponieważ nie wspomniano ani słowem o zatrzymaniu dziennikarza. W oświadczeniu stwierdzono również, że lot został skierowany na najbliższe lotnisko, do Mińska, co jest nieprawdą - znacznie bliżej było lotnisko docelowe, czyli to w Wilnie. 

Josep BorrellSzef dyplomacji UE grozi Białorusi konsekwencjami: Próba uciszenia opozycji

Zobacz wideo Morawiecki zamierza interweniować na Radzie Europejskiej w sprawie Białorusi, proponuje ograniczenia w przepływie towarów

Zatrzymanie białoruskiego dziennikarza

W niedzielę załoga samolotu linii Ryanair, który leciał z Aten do Wilna, została poinformowana, że w maszynie może znajdować się bomba. Tym samym zmuszono ją do awaryjnego lądowania w Mińsku. Później okazało się, że doniesienia kontrolerów lotu o ładunku wybuchowym były nieprawdziwe. Białoruska opozycja, a także niezależne media twierdzą z kolei, że załodze samolotu zagrożono zestrzeleniem.

Po wylądowaniu w Mińsku jeden z pasażerów samolotu - opozycyjny dziennikarz Romana Protasewicz oraz jego partnerka zostali aresztowani. Na pokład nie wsiadło już także czterech obywateli Rosji - niezależne media opozycyjne uważają, że mogli oni być agentami śledzącymi Protasewicza.

Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro.Ziobro nakazał wszczęcie śledztwa ws. wymuszonego lądowania w Mińsku

Więcej o: