Szczyt G7. Boris Johnson starł się z Emmanuelem Macronem. Pałac Elizejski się tłumaczy

Kwestia brexitu i Irlandii Północnej położyła się cieniem na kończącym się właśnie szczycie G7 w Kornwalii. Jak donoszą zagraniczne media, w kuluarach doszło do zdecydowanej wymiany zdań między brytyjskim premierem i unijnymi politykami. Szczególnie zaiskrzyć miało między premierem Królestwa a prezydentem Francji, Emmanuelem Macronem.
Zobacz wideo Korek na granicy brytyjsko-francuskiej. "To pokazuje, jak poważną sprawą jest brexit"

Prezydent Francji Emmanuel Macron rozmawiał z premierem Wielkiej Brytanii Borisem Johnsonem w trakcie szczytu G7 w Kornwalii. Tematem dyskusji był brexit i protokół północnoirlandzki.

Szczyt G7Prywódcy G7 zadeklarowali chęć przeciwstawienia się chińskiej ekspansji

Szczyt G7. Macron miał zasugerować, że Irlandia Północna nie jest częścią Wielkiej Brytanii

Jak podaje brytyjski dziennik "The Telegraph", który powołuje się na źródła rządowe, Johnson zapytał Macrona, co zrobiłby w sytuacji, gdyby francuskie sądy zablokowały dostawę kiełbas z Tuluzy do Paryża. Ten miał odpowiedzieć, że porównanie jest nieadekwatne, ponieważ Tuluza i Paryż są częścią jednego państwa. Francuskiemu prezydentowi zarzucono sugerowanie, że Irlandia Północna nie jest częścią Wielkiej Brytanii. W późniejszym wywiadzie udzielonym telewizji Sky News, Boris Johnson powiedział, że niektórzy liderzy państw UE "powinni wbić sobie do głowy", że Wielka Brytania jest jednym państwem. 

W niedzielę Pałac Elizejski tłumaczył słowa Macrona. Jak informuje "The Independent", w komunikacie wyjaśniono, że prezydent Francji miał na myśli, iż Irlandia Północna znajduje się na wyspie. W ten sposób miał podkreślić, że porównanie między Tuluzą i Paryżem a sytuacją Irlandii Północnej po brexicie są niewłaściwe.

Boris Johnson poleciał na szczyt G7, aby walczyć o ekologię. Odrzutowcem. 'Czysta głupota'Wielka Brytania. Johnson poleciał odrzutowcem na szczyt G7. "Czysta głupota"

Boris Johnson zapowiada, że będzie chronić integralność terytorialną Wielkiej Brytanii

Po brexicie Irlandia Północna znalazła się bliżej Unii Europejskiej. De facto pozostała ona w unijnym rynku dla towarów, ale teraz powoduje to problemy z przepływem towarów (towary wysyłane do Irlandii Północnej z innych regionów Zjednoczonego Królestwa mają podlegać kontrolom), a Brytyjczycy próbują zmienić lub doprecyzować ustalenia, na które wcześniej przystali. 

W tym miesiącu kończy się półroczny okres przejściowy dotyczący północnoirlandzkiego handlu (Brytyjczycy chcą przedłużenia tego okresu). W efekcie część produktów nie będzie już mogło trafić np. z Londynu do Belfastu, mimo że stanowią część tego samego kraju. Brytyjczycy uważają, że Unia Europejska interpretuje zasady z przesadną pieczołowitością, bo standardy sanitarne są dziś identyczne po obu stronach granicy. UE odpowiada, że po brexicie Londyn może zmienić swe zasady z dnia na dzień i że podobne reguły obowiązują każde nieunijne państwo.

Wspólnota podkreśla, że administracja Borisa Johnsona nie chciała podpisać dodatkowej umowy ws. standardów - podobnej do tej między Wspólnotą, a Szwajcarią. To miałoby rozwiązać większość problemów. Ale Londyn odpowiada, że istota brexitu to właśnie brak koordynacji reguł z Unią Europejską.

Premier Boris Johnson podkreśla, że stawką jest rzecz podstawowa: niepodzielność terytorium Wielkiej Brytanii. Zapewniał, że na szczycie zdecydowana większość rozmów dotyczyła innych tematów, a wśród liderów panowała harmonia. - Rozwiążemy to w sposób pragmatyczny - zadeklarował, choć dzień wcześniej mówił, że jego kraj nie zrobi kroku wstecz i sugerował nawet, że Londyn może jednostronnie zawiesić wykonywanie ustaleń ws. Irlandii.

Więcej o: