300 mln zł od NFZ nie rozwiązało problemów kolejek do lekarza. "Brakuje 68 tys. specjalistów"

Jak wynika z raportu fundacji Watch Health Care, średni czas oczekiwania na wizytę u lekarza zmalał pierwszy raz od 2014 roku. Sukces jest jednak pozorny. - To brak lekarzy specjalistów jest głównym problemem. Brakuje ich w Polsce około 68 tys. Fizycznie brakuje rąk do pracy, aby te kolejki zmniejszyć - mówi w rozmowie z money.pl dr Andrzej Matyja, prezes Naczelnej Izby Lekarskiej.

Tuż przed pandemią, w lutym 2020 roku, NFZ przeznaczył 300 mln zł na zmniejszenie kolejek do kardiologa, ortopedy, neurologa i endokrynologa. Czas oczekiwania na tych specjalistów był wówczas najdłuższy.

Jak wynika z omówionego przez money.pl raportu fundacji Watch Healt Care średnio na lekarza specjalistę trzeba czekać dzisiaj 3,4 miesiąca. To pierwszy raz od 2014 roku, gdy czas ten się skrócił. Zwycięstwo jest jednak pozorne. -  3,4 miesiąca to wciąż dużo za długo - zaznacza w rozmowie z money.pl dr Andrzej Matyja, prezes Naczelnej Izby Lekarskiej.

"Od ostatniego Barometru opublikowanego w lutym 2019 roku nastąpiło skrócenie czasu o 0,4 mies. Zaobserwowana zmiana nie wpływa znacząco na polepszenie dostępu do świadczeń i okres oczekiwania jest zbliżony do wyników Barometru z: VI/VII 2017 r. (średni czas oczekiwania: 3,1 mies.) oraz IV/V 2018 (średni czas oczekiwania: 3,7 mies.). Przedstawione wyniki świadczą o krótkotrwałej poprawie niezmieniającej istotnie długoterminowej tendencji w tym zakresie" - napisano w raporcie.

Zobacz wideo Fiałek: Po pandemii wielu medyków wyemigruje. To będzie tragedia większa niż COVID-19

Kolejki do lekarzy wciąż długie. Jedne się zmniejszyły, inne zwiększyły. "To fasadowy sukces"

Problem kolejek miało rozwiązać wprowadzone w lipcu 2021 roku zniesienie limitów do specjalistów. Z jednej strony łatwiej dostać się teraz do endokrynologa, kardiologa dziecięcego czy do stomatologa. Z drugiej jednak, z raportu WHC wynika, że kilka miesięcy dłużej czeka się na kardiologa, otolaryngologa oraz chirurga dziecięcego. 

To [usunięcie limitów - red.] nie rozwiązało problemu, bo rozwiązać nie mogło. Dlaczego? Ponieważ administracyjna bariera była tylko jedną z licznych, o których od lat mówią lekarze i całe środowisko medyczne. Udrożnienie zatorów w dostępie do specjalistów jednej dziedziny odbiło się na innych. To fasadowy sukces. Teoria rozmija się z praktyką

- stwierdza w rozmowie z money.pl dr Matyja.

Brakuje 68 tysięcy specjalistów

Matyja tłumaczy, że głównym problemem jest brak lekarzy specjalistów. Powinniśmy mieć ich 68 tys. więcej, wylicza. 

Fizycznie brakuje rąk do pracy, aby te kolejki zmniejszyć. Co z tego, że zniesiono limity, kiedy nie ma komu przeprowadzać dodatkowych operacji, nie ma komu asystować ani obsługiwać sprzętu medycznego?

- pyta retorycznie szef NIL. W Polsce na tysiąc obywateli przypada 2,4 lekarza. Średnia w UE to 3,4, wynika z raportu OECD "Health at Glance". Polska w tej klasyfikacji należy do najgorszych państw w Unii. 

Dlatego też protestujący medycy walczą nie tylko o podwyżki

To nie jest walka tylko o godne zarobki, ale o realną zmianę systemu, który chwieje się w posadach. Lekarzy ubywa, obniża się standardy przyznawania prawa wykonywania zawodu, a społeczeństwo się starzeje. Problem więc nie rozwiąże się sam, a jedynie nakręci. Jeśli nic nie zrobimy, to kto będzie nas leczył?

- pyta dr Matyja.

O systemowych problemach i przemęczeniu lekarzy, zarówno fizycznym, jak i psychicznym, mówił również psychiatra dr Jacek Koprowicz w rozmowie z Gazeta.pl.

Od 11 września medycy protestują w Białym Miasteczku 2.0. Do porozumienia wciąż jest daleko. W ubiegłym tygodniu pracownicy ochrony zdrowia zaczęli wypowiadać umowy o pracę. Kolejna tura negocjacji z rządem zaplanowana jest na czwartek 7 października. 

Więcej o: