O co chodzi z gazem z Rosji? Zapytaliśmy eksperta

Od ponad 40 dni gaz w zasadzie nie płynie gazociągiem jamalskim ze wschodu na zachód (za to działa tzw. rewers, czyli przesył surowca z kierunku od Niemiec do Polski). Według Zachodu, Rosja w ten sposób wywiera presję na Europę, chcąc doprowadzić do wydania odpowiednich zgód do uruchomienia Nord Stream 2. O co chodzi i co Polska może z tym zrobić? Pytamy o to Wojciecha Jakóbika, analityka sektora energetycznego.
Gazprom (zdjęcie ilustracyjne)
Fot. 123RF

Nowy gazociąg łączy Rosję i Niemcy, z pominięciem Ukrainy - biegnie dnem Bałtyku. Część europejskich państw, w tym Polska, sprzeciwia się tej instalacji, podkreślając, że podbija ona uzależnienie UE od rosyjskiego surowca. 

Więcej wiadomości z gospodarki na stronie głównej Gazeta.pl>>>

O co chodzi z gazem i z Rosją? 

Brukselski think tank Bruegel opublikował analizę, która ma pokazać, jak ewentualne przerodzenie się napięcia na Ukrainie w otwarty konflikt z Rosją i wstrzymanie dostaw gazu z Gazpromu uderzyłoby w Europę. Według ekspertów, gdyby Moskwa zupełnie zaprzestała dostaw, Unia Europejska, obok zwiększonych dostaw gazu z innych kierunków (np. LNG z USA), musiałaby też ograniczyć zużycie gazu. "Najbardziej efektywne rozwiązanie wymaga dostosowania po stronie popytu w celu zmniejszenia zależności od gazu, a nie tylko zastępowania rosyjskiego gazu importem z innego kraju" - piszą analitycy w raporcie.

- Kryzys energetyczny pokazuje, że zależność od gazu z Rosji kończy się źle, wyższą ceną, a także problemami w polityce zagranicznej - zauważa Wojciech Jakóbik. Skąd się wziął gazowy problem Europy, co się stanie, jeśli Nord Stream 2 zacznie działać i co może zrobić Polska z kontraktem z Gazpromem? Oto trzy pytania do eksperta:

Zobacz wideo O co chodzi z gazem z Rosji? Spytaliśmy eksperta

Ceny gazu podbijają kryzys energetyczny w Europie

Po tym, jak globalna gospodarka na kilka miesięcy wstrzymała oddech, odbiła z ogromnym impetem, napędzając gigantyczny popyt na energię i surowce energetyczne. Z wyliczeń Międzynarodowej Agencji Energetycznej wynika, że w 2021 roku zapotrzebowanie na energię elektryczną zwiększyło się o ponad 6 proc. - to najszybszy roczny wzrost od czasu odbicia po kryzysie finansowym ponad dekadę temu. 

Zapotrzebowanie podbiła pogoda - ciepłe lata i chłodniejsze zimy napędzają popyt na prąd, potrzebny do chłodzenia i ogrzewania. Pogoda jest też kluczowa dla OZE, co widzieliśmy dobrze w Europie w ostatnich miesiącach - w minionym roku miewaliśmy okresy ze znacznie mniejszą niż przeciętna wietrznością, co ograniczało produkcję energii na farmach wiatrowych. Dorzuciły się jeszcze trwające dłużej niż planowano przeglądy i remonty elektrowni jądrowych we Francji oraz mniejsza ilość wody m.in. w Szwecji napędzającej hydroelektrownie. Do tego doszły niewystarczające zapełnienie magazynów gazem. 

Więcej o: