Napaść Putina na Ukrainę okazała się problemem nawet dla rosyjskich linii lotniczych. I to nie tylko przez zamknięcie przestrzeni powietrznej Wielkiej Brytanii, Polski i (najpewniej) Czech dla rosyjskich samolotów pasażerskich. Maszyny muszą latać naokoło realizując loty krajowe - wewnątrz Rosji.
Ukraina w dniu militarnego ataku Rosji zamknęła swoją przestrzeń powietrzną dla cywilnych maszyn, a EASA (Agencja Unii Europejskiej ds. Bezpieczeństwa Lotniczego) ostrzegła tego samego dnia przed lotami w pobliżu Ukrainy. Zalecono europejskim przewoźnikom, aby nie zbliżać się na odległość 100 mil morskich (ok. 185 km) do granic Ukrainy z Rosją i Białorusią.
Jednak nie tylko europejskie, ale i rosyjskie maszyny nie zbliżają się do granic z zaatakowanym sąsiadem. I to na znacznie większe odległości. Świetne porównanie tego, jak wyglądało niebo nad Ukrainą w czwartek 24 lutego i tydzień wcześnie opublikował na Twitterze serwis Flightradar24. Opustoszało nie tylko niebo nad Ukrainą, ale i na wschód od niej.
Świetny przykład to połączenie z Petersburga do Soczi. Samoloty krajowe lecąc z tego miasta, mijają Moskwę i kierują się cały czas na południowy wschód aż do granicy z Kazachstanem. Przelatują następnie nad terytorium południowego sąsiada Rosji i wlatują nad Morze Kaspijskie. Dopiero w rejonie gór Kaukazu skręcają z powrotem w kierunku Soczi.
Przeciętnie lot na tej trasie w piątek trwał ok. czterech i pół godziny. Jeszcze na początku tego tygodnia te same samoloty potrzebowały najwyżej niespełna trzech godzin, aby dostać się z Petersburga do Soczi. A i tak już wtedy musiały omijać terytorium Ukrainy z powodu zakazu nałożonego na rosyjskich przewoźników w 2015 roku (Rosjanie wtedy w odwecie wydali analogiczny zakaz dla ukraińskich linii).
Teraz rosyjscy przewoźnicy muszą nadrabiać zdecydowanie większy kawał drogi. Tracąc nie tylko czas, ale przede wszystkim pieniądze. Zresztą nie tylko na tej trasie, bo w przypadku połączenia Moskwa-Soczi lub Moskwa-Machaczkała (nad Morzem Kaspijskim) sytuacja jest podobna.
Oczywiście analogicznie wyglądają również połączenia międzynarodowe z lub do Moskwy i Petersburga. Dane z serwisu Flightradar24 pokazują, że nad zachodnim krańcem Kazachstanu i północnym Morzem Kaspijskim lata cały "sznur" cywilnych maszyn zmierzających do europejskiej części Rosji. Niebo jest puste w odległości ok. tysiąca kilometrów na wschód i przynajmniej kilkuset na północ i południe licząc od separatystycznych samozwańczych "republik" na wschodzie Ukrainy.
Niebo nad całą Europą wygląda dziś z kolei tak:
Warto zauważyć też, że w czwartek i piątek przewoźnicy odwołali dziesiątki lotów startujących z lotnisk położonych blisko wschodniej granicy Ukrainy. Jak wynika z danych, które znaleźliśmy przy pomocy usługi Flightradar24, odwołano wszystkie starty i lądowania w Symferopolu na terenie okupowanego przez Putina Krymu czy w Rostowie nad Donem, 100 km od granicy z Ukrainą. Z tego lotniska (w nieznanym kierunku) wystartował jednak w piątek samolot Ministerstwa Sytuacji Nadzwyczajnych.
Podobnie wszystkie regularne loty (lub większość z nich) odwołano w miastach Wołgograd, Stawropol, Krasnodar, Gelendżyk czy Anapa. Część samolotów z Moskwy mających lądować w Wołgogradzie była w piątek zawracana do stolicy kraju.