Rząd przyszykował fortel na opozycję. Sejm zajmie się wyłomem w konstytucyjnej regule długu

W czwartek Sejm ma odbyć się pierwsze czytanie poselskiego projektu ustawy o zmianie Konstytucji RP. Zakłada on m.in. poluzowanie konstytucyjnej reguły zadłużenia w ten sposób, aby wyłączone były z niej wydatki na obronność. Choć może to wyglądać dość logicznie w świetle wojny w Ukrainie, to mieszanie w ustawie zasadnicznej wcale nie jest potrzebne.

W czwartek 26 maja Sejm ma zająć się poselskim projektem ustawy o zmianie Konstytucji. PiS, który złożył dokument, chce dwóch zmian w ustawie zasadniczej.

Po pierwsze, planuje wprowadzić do niej podstawę prawną do przejęcia przez Skarb Państwa własności "w przypadku której można domniemywać, że może służyć do wspierania rosyjskiej agresji". Po drugie, PiS chciałby też wykluczyć z konstytucyjnego limitu zadłużenia (60 proc. PKB) wydatki na obronność. 

Do przyjęcia zmian PiS potrzebuje wsparcia opozycji - potrzebuje w Sejmie 307 głosów, tymczasem zwykle ma ich delikatnie ponad 230. Potem projekt musiałby też przyjąć Senat, a tam opozycja ma większość.

Tymczasem opozycja wietrzy w projekcie pułapkę na nią i wygląda na to, że ma rację.

Zobacz wideo PiS chce zmiany Konstytucji. Czarzasty: Będę głosował przeciwko
  • Więcej o zmianach w Konstytucji przeczytaj na stronie głównej Gazeta.pl

Jarosław Kaczyński i Andrzej DudaKto będzie kandydatem PiS w wyborach prezydenckich? Jest sondaż

PiS nie musi zmieniać Konstytucji

Dziś mamy w Konstytucji ściśle określony próg długu publicznego w relacji do PKB. Nie może on przekraczać 60 proc. Jeśli rząd to zrobi - jawnie złamie ustawę zasadniczą. De facto ustawa o finansach publicznych mówi, że już po przekroczeniu 55 proc. zaczynają się kłopoty (m.in. ograniczenie deficytu w budżecie czy brak realnej waloryzacji emerytur i podwyżek płac w budżetówce). Ale te 60 proc. to już naprawdę taki płot elektryczny, którego nikt dotknąć nie chce.

PiS chce, aby w konstytucyjnej regule zrobić wyłom i wyjąć z niej wydatki na obronność. Zaskoczył tą propozycją w marcu opozycję podczas spotkania.

Poluzowanie konstytucyjnej reguły zadłużenia może brzmieć logicznie w obliczu wojny w Ukrainie. Tyle że mieszanie w Konstytucji wcale nie jest potrzebne, aby spokojnie sfinansować konieczne wydatki. 

Po pierwsze, "feralny" art. 216 pkt 5 Konstytucji RP brzmi dokładnie tak: "Nie wolno zaciągać pożyczek lub udzielać gwarancji i poręczeń finansowych, w następstwie których państwowy dług publiczny przekroczy 3/5 wartości rocznego produktu krajowego brutto. Sposób obliczania wartości rocznego produktu krajowego brutto oraz państwowego długu publicznego określa ustawa".

Słowem - żeby wyciągnąć wydatki na obronność poza limit konstytucyjny, wcale nie trzeba zmieniać Konstytucji, a wystarczy - bez proszenia opozycji - zmienić ustawę o finansach publicznych. Jeśli się w niej zmieni sposób wyliczania długu publicznego, to da się osiągnąć cel w postaci wyjęcia wydatków na obronność poza limit długu dużo prościej.

Jest też drugi, choć pewnie bardziej kontrowersyjny sposób, na wyjęcie nakładów na obronność poza konstytucyjny limit. To przećwiczone już przez PiS podczas pandemii wypychanie części wydatków do funduszy pozabudżetowych, które do konstytucyjnej reguły się nie wliczają.

Zresztą taki model finansowania wydatków na obronność także zaproponował kilka tygodni temu wicepremier Jarosław Kaczyński. Wyjaśniał, że Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych miałby powstać w Banku Gospodarstwa Krajowego, a to oznacza, że i tak byłby wyjęty poza limit konstytucyjny (tak jak inne fundusze pozabudżetowe, np. covidowy).

Warto też dodać, że na koniec 2021 r. relacja długu publicznego do PKB według polskiej metodologii (czyli tej ważnej do oceny, czy dług łamie reguły z Konstytucji, czy nie) wyniosła 44,1 proc. Do progu 60 proc. jest jeszcze bardzo, bardzo daleko.

Konstytucjonalista prof. Ryszard Piotrowski pisał już jakiś czas temu, że sposobów na obejście konstytucyjnego limitu zadłużenia jest wiele, np. poprzez właśnie fundusze pozabudżetowe, sposób liczenia długu, a nawet zawieszenia w sytuacjach nadzwyczajnych

- wskazywał w rozmowie z Gazeta.pl prof. Paweł Wojciechowski, były minister finansów, były główny ekonomista ZUS, obecnie przewodniczący Rady Gospodarczej Polska 2050: 

Dlatego żadna zmiana Konstytucji nie jest potrzebna

- reasumował Wojciechowski.

Jarosław Kaczyński i Mateusz Morawiecki (zdjęcie archiwalne/ilustracyjne)PiS chce zmian w Konstytucji. 'Kto się nie zgadza, ten wspiera Putina'

  • Pomóż Ukrainie, przyłącz się do zbiórki. Pieniądze wpłacisz na stronie pcpm.org.pl/ukraina

"To próba szantażu"

Po co więc PiS chce zmieniać Konstytucję, skoro nie musi tego robić? A nawet gdyby chciał luzować reguły zadłużenia, dałby radę to zrobić bez wsparcia opozycji?

Uważam, że to za temat zastępczy, ale także służący narracji do wskazywania palcem na zasadzie: kto nie zgadza się na zmianę konstytucyjnego limitu, ten sprzeciwia się wyższym wydatkom na obronność, a więc wspiera Putina

- oceniał prof. Wojciechowski.

Słowem, jest on zdania, że sprzeciw opozycji wobec zmian w Konstytucji byłby używany jako pałka na nią przez polityków PiS, ich popleczników i media publiczne. Nie dość, że udałoby się usnuć historię, że opozycja nie chce robić rządowi "luzu" w budżecie pod potrzebne wydatki na obronność, to jeszcze przecież sprzeciw opozycji wobec tego pomysłu oznaczałby jednocześnie sprzeciw wobec drugiej planowanej zmiany w Konstytucji, czyli konfiskacie majątku osób wspierających reżim Putina.

To próba szantażu emocjonalnego. Rząd mówi: "domagacie się przejrzystości finansów publicznych, a one są nieprzejrzyste właśnie dlatego, że musimy wypychać wszystkie wydatki do funduszy w BGK, bo nie chcecie mi poluzować limitu konstytucyjnego"

- przekonywał prof. Wojciechowski.

Więcej o: