Miasta szykują się na długą zimę. Planują masowe wyłączanie latarni. "Rząd udaje Robin Hooda" [MAPA]

Polskie samorządy masowo szykują się na poteżne oszczędzanie prądu. Większość, które chcą dokonać cięć, wyłączy uliczne latarnie. - Sytuacja w samorządach jest dziś taka, że różnego rodzaju oszczędności będą konieczne, jeżeli rządzący się nie opanują i nie przestaną przyzwalać na panującą drożyznę - przyznaje w rozmowie z Gazeta.pl Jacek Gursz, szef Stowarzyszenia Gmin i Powiatów Wielkopolski i burmistrz Chodzieży.

Ceny prądu sprawiają, że coraz więcej samorządów zastanawia się, w jaki sposób oszczędzić. Co prawda nie wszystkie władze terytorialne rozstrzygnęły już przetargi na dostawę elektryczności na rok 2023, ale w wielu polskich miastach umowy zawarto. 

Ceny wzrosną drastycznie - w jednych miastach o kilkadziesiąt, w innych o kilkaset procent. Przy czym nie brakuje aglomeracji, gdzie ceny będą wyższe o setki milionów złotych. Niektóre miasta - chociażby Poznań - przetargi na dostawy elektryczności unieważniły. 

Zobacz wideo Krzysztof Kosiński gościem Porannej Rozmowy Gazeta.pl (04.10)

Samorządowiec: Rząd celowo dopuścił do takiej drożyzny, by udawać Robin Hooda

W rozmowie z Gazeta.pl Jacek Gursz, szef stowarzyszenia i burmistrz Chodzieży, przyznaje, że i jego samorząd musi znaleźć sposób na oszczędności. 

- Zawsze tłumaczę mieszkańcom, że miasto to trochę jak nasz dom rodzinny. Jeżeli we własnym domu jesteśmy czasami zmuszeni, żeby stawić czoło wyzwaniom, by oszczędzać, ograniczać zużycie światła, wody, ciepła, ograniczyć zakupy, zrezygnować z luksusów, to podobnie trzeba to robić w samorządzie - oceniał.

Zdaniem Jacka Gursza sytuacja, w której znalazły się samorządy, to efekt działań rządu. 

- Sytuacja w samorządach jest dziś taka, że różnego rodzaju oszczędności będą konieczne, jeżeli rządzący się nie opanują i nie przestaną przyzwalać na panującą drożyznę

- stwierdził. 

Zdaniem burmistrza Chodzieży rząd próbuje na kryzysie coś ugrać, postawić się w roli tego, kto ratuje Polaków. - A ja uważam, że rząd prawdopodobnie celowo dopuścił do takiej drożyzny, żeby potem udawać - to się właśnie dzieje - nowego Robin Hooda. Zwróćmy uwagę chociażby na koszt zakupu węgla dla domku jednorodzinnego na cały sezon. On teraz wynosi 15 tys. zł. W tych 15 tys. mamy prawie 3500 zł podatku VAT.

- Rząd oddaje, w dodatku węglowym, 3000 zł i udaje tego Robin Hooda. A przecież wcześniej nam te pieniądze wyciągnął z kieszeni

- ocenia Jacek Gursz.

Burmistrz Chodzieży: Rząd zmusza do oszczędzania w roku wyborczym. "To nie jest przypadek"

Jego zdaniem podobny mechanizm jest używany przez rząd w innych sytuacjach. - To dotyczy emerytów, przedsiębiorców, mieszkańców, samorządów. Najpierw rząd wyciąga im z kieszeni pieniądze, a potem wspaniałomyślnie wymyśla się dziwne programy pomocowe. I - niestety - niektórzy się na to łapią - podsumował rozmówca Gazeta.pl. 

Podkreślił też, że wielu samorządowców będzie miało poważny dylemat, bo oszczędności w roku wyborczym zawsze mogą być źle odebrane. - To jest celowe działanie. U rządzących nic nie dzieje się przez przypadek - ocenił burmistrz Chodzieży. 

Podwyżki, podwyżki, podwyżki. Rekordzista to Gniezno. 757 proc. wyższy rachunek za prąd

Próbkę tego, co czeka władze lokalne, pokazują analizy Stowarzyszenia Gmin i Powiatów Wielkopolski. W badaniu udział wzięło 110 wielkopolskich samorządów lokalnych. Spośród nich 80 proc. ankietowanych przystąpiło do przetargu na zakup energii elektrycznej na rok 2023. W ok. 56 proc. przypadków nowy dostawca został wyłoniony. W 44 proc. - z różnych przyczyn - do tego nie doszło. 

W 11 samorządach wzrost cen wynosi ponad 600 proc. Są to: Oborniki, Krajenka, Granowo, Gostyń, Wielichowo, Kamieniec, Krobia, Powiat Gostyński, Pępowo i Grodzisk Wielkopolski. Rekordzista (Gniezno) wskazuje wzrost o 757 proc. W przedziale wzrostu od 300 proc. do 600 proc. mieści się 14,5 proc. ankietowanych, a w przedziale do 300 proc. - 18,2 proc. ankietowanych. 9,1 proc. ankietowanych nie wykazuje wzrostu cen, a jeśli już to bardzo nieznaczny, co jest zazwyczaj wynikiem umów zawartych na kilka lat, które obejmują swym zasięgiem jeszcze rok 2023.

embed

Polskie miasta masowo będą przygaszać latarnie. I nie tylko

Tomasz Telesiński, dyrektor biura Stowarzyszenie Gmin i Powiatów Wielkopolski w rozmowie z Gazeta.pl przyznaje, że lokalne władze nie mają wyjścia i muszą szukać oszczędności. Co pójdzie pod nóż samorządowych wydatków? Wskazuje to analiza przesłana do naszej redakcji.

Wśród działań zaradczych, jakie samorządy planują podjąć, by zaoszczędzić na kosztach energii elektrycznej, najczęściej wskazywane są: okresowe wyłączanie oświetlenia w przestrzeni publicznej (planuje to 61 proc. badanych samorządów), zastąpienie części infrastruktury energooszczędną (51 proc.), okresowe ograniczenie możliwości z korzystania z energii elektrycznej w obiektach samorządowych. Co ciekawe 34 proc. badanych samorządów nie wdrożyło jeszcze żadnych działań. 

Gdzie rosną koszty ogrzewania?Ogrzewanie droższe nawet o 100 proc. "Nie możemy działać wbrew sytuacji"

Tu planują oszczędzać. Będzie wygaszanie latarni, nie będzie świątecznej iluminacji

Lista miast, które deklarują, że z uwagi na rosnące ceny prądu będą musiały zrezygnować z rzeczy tak podstawowych, jak oświetlenie ulic, jest sporo. Na szczycie listy znajduje się Warszawa, która za przyszłoroczne dostawy prądu zapłacić ma fortunę.

- Wyłączanie iluminacji budynków i skromniejsza oraz krócej działająca iluminacja świąteczna to raczej przesądzone decyzje - mówi Monika Beuth, rzeczniczka ratusza w rozmowie z "Gazetą Wyborczą". 

Michał Olszewski, zastępca prezydenta Warszawy, w rozmowie z dziennikiem szacuje możliwy wzrost cen. - Obecnie Warszawa płaci 820 zł na MWh. [...] Na giełdzie ceny osiągają obecnie 1800 zł bez podatku i marży operatora. Liczymy się z tym, że zapłacimy w przyszłym roku za prąd co najmniej 2000 zł za MWh, co oznacza kilkukrotny wzrost rachunku - wyjaśnia. I dodaje, że gaszenie ulicznych latarni dziury w wydatkach samorządów nie załata, ale pozwoli zmniejszyć stratę. 

Wrocław przyjął inną strategię. W ramach oszczędności świecić się będzie co trzecia latarnia. - Przejścia dla pieszych i przejazdy rowerowe pozostaną oświetlone - zapewnia w rozmowie z TuWrocław Klaudia Piątek, rzeczniczka ZDiUM. Bydgoszcz powołała sztab kryzysowy. Cena prądu na przyszły rok - według oferty z przetargu - miałaby wzrosnąć o 500 proc. 

Latarnie wyłącza też Krosno. "Rozumiemy, że te ograniczenia najbardziej dotkną osoby przemieszczające się w godzinach nocnych, zwłaszcza pracujące w nietypowych godzinach. Mamy jednak nadzieję, że wprowadzone - przykładem innych miast - ograniczenia nie wpłyną znacząco na komfort życia mieszkańców. Przepraszamy za niedogodności z tym związane" - piszą urzędnicy w komunikację. Latarnie wygasi też Nowy Targ. "Począwszy od 3 października (poniedziałek) br. Oświetlenie uliczne będzie wyłączone w godzinach od 22.00 do 5.00. Oświetlenie będzie czynne wieczorem od zmierzchu do 22.00 i rano od 5.00 do świtu".

Ostrów Wielkopolski podął już decyzję, by latarnie nie świeciły od północy do godz. 5 nad ranem. Powodem jest oczywiście rosnąca cena prądu. Podobne korekty wprowadziły władze Lublina, Sandomierza, Suwałk. Od 23 do 4 nad ranem zgasną latarnie w Kołbaskowie, położonym w pobliżu granicy z Niemcami. Podobne decyzje o wyłączaniu świateł podjęła m.in. wielkopolska gmina Grodziec. W Piotrkowie Trybunalskim latarni nie wygaszą, ale zrezygnują z nocnego podświetlania budynków. 

Wiele deklaracji dotyczy też świątecznej dekoracji. W znaczącym stopniu zostanie ograniczona lub całkowicie zniknie. O takich decyzjach mówią m.in. władze Chorzowa czy Bytomia

Nie wszędzie będzie tak drastycznie. Poznań ogłosił dość mało radykalny plan oszczędności. - Zrobimy przynajmniej 10 proc. oszczędności, musimy to zrobić, ale racjonalnie, bo nie możemy oszczędzać w jakiś radykalny sposób w zakresie oświetlenia - mówi prezydent Jacek Jaśkowiak. Jak na razie wyłączania oświetlenia w ogóle nie planuje też Malbork. 

Piec (zdjęcie ilustracyjne)Dodatek węglowy nie przysługuje, gdy piec jest zgłoszony z opóźnieniem

Samorządy szykują się na najgorsze. Kolejny rok podwyżek za prąd i gaz

By w pełni ocenić skalę problemów, z jakimi zmagają się miasta, trzeba cofnąć się nieco w czasie. Jak podkreśla Związek Miast Polskich, od 2020 roku postępuje szybki wzrost cen energii elektrycznej oferowanych samorządom przez dostawców na przetargach. Część miast odczuła szczególnie znaczące podwyżki w roku 2021. 

Ceny po raz kolejny wzrosły w pierwszym półroczu bieżącego roku. Gdynia za I półrocze odnotowała wzrost cen energii o 161 proc. Wzrosty odnotowały też inne miasta: Piła - 359 proc., Rzeszów - 320 proc., Kołobrzeg - 278-362 proc., Legionowo - 312 proc., Brusy - 308 proc., Bydgoszcz - 300 proc., Września - 278 proc., Kalisz - 240 proc., Głowno - 233 proc., Pułtusk - 220 proc., Toruń - 215-230 proc., Międzyrzec Podlaski - 201 proc., Ostrów Wielkopolski - 171 proc., Sopot - ok. 150 proc.).

Są też miasta, dla których wzrost nastąpił rok wcześniej, ale nowe umowy zawarto np. na dwa lata (Ełk, Piaseczno, Piotrków Trybunalski). Tam kolejny skok cen jest odłożony w czasie. Skutki dla budżetów miast i sektora gospodarki komunalnej, w zależności od wielkości miasta, są szacowane od kilku do kilkudziesięciu milionów złotych rocznie, co w skali całego kraju oznacza co najmniej 5 mld zł.

Jak widać polskie miasta i wsie są zmuszone, by oszczędności szukać gdzie się tylko da. Zmniejszenie przychodów z podatku PIT - rząd obniżył stawkę z 17 do 12 proc. - nie pomaga. Budżet centralny obniżkę sobie odrobił - wprowadzając składkę zdrowotną w wysokości 9 proc. Samorządy, które otrzymują mniej więcej połowę tego, co odprowadzamy w podatku, nie mają jednak jak ubytku w przychodach skompensować. A wydatków na sam prąd będą miały znacznie więcej. Na wyłączaniu latarni zapewne się zatem nie skończy. 

Więcej o: