Rada Polityki Pieniężnej na środowym posiedzeniu zdecydowała się pozostawić stopy na dotychczasowym poziomie - 6,75 proc. Było to pierwsze od roku decyzyjne posiedzenie RPP, na którym nie podniesiono stóp. Prezes NBP wystąpił w czwartek na konferencji prasowej, podczas której mówił, że nie wypowiada się w swoim imieniu, ale całej Rady Polityki Pieniężnej.
- Państwo nawet nie wiecie, jaki jest mój sposób myślenia. Chyba że sobie zjemy kolację albo się spotkamy na molo i będę przekonany, że nikt tego nie nagrywa. Przyzwoici ludzie nie nagrywają rozmów - mówił Adam Glapiński.
W późniejszych wypowiedziach skarżył się na to, że członkowie rady mniej chętnie "trzymają język za zębami" i wypowiadają publicznie swoje zdanie na temat polityki pieniężnej i podejmowanych decyzji.
- Jak ktoś się decyduje, żeby być członkiem kolektywnego ciała, czy to jest zarząd, czy to jest Rada Polityki Pieniężnej, musi się zgodzić na to, że to jest ciało kolektywne i to jest decyzja wspólna. Musi się pogodzić z tym, że np. jest izolowany, że ma inne zdanie niż cała reszta i nie może tupać nogami ze złości jak jakiś niezrównoważony uczeń w szkole. I mówić, że wszyscy koledzy są głupi a on mądry - mówił Adam Glapiński, cytowany przez money.pl.
Głosów z wewnątrz RPP, które krytykowały ostateczne decyzje w ostatnich miesiącach, nie brakowało. Przemysław Litwiniuk, członek Rady Polityki Pieniężnej, w maju jasno mówił, że stopy procentowe są podnoszone zbyt szybko. - Uważam, że ta cała kampania gwałtownego podnoszenia stóp w ostatnich miesiącach mogła być bardziej kampanią wyborczą niż elementem rozsądnej polityki monetarnej - powiedział w TVN24.
Z kolei inny członek RPP Ludwik Kotecki w połowie września mówił w Gazeta.pl, że wydaje mu się, że "jest za wcześnie, żeby zatrzymać cykl [podwyżek stóp procentowych - red.]". - Jest taka złota zasada w polityce pieniężnej, że nie można dopuścić do decyzji, które są za późne i za małe. Niestety, wydaje mi się, że z oboma tymi problemami mamy do czynienia - dodawał.
Więcej o gospodarce przeczytaj na stronie głównej Gazeta.pl
Tego typu wypowiedzi było więcej, co nie spodobało się Adamowi Glapińskiemu. Podkreślił, że gdy on zasiadał w RPP - nigdy nie krytykował publicznie decyzji, jakie zapadały podczas posiedzeń, ani prezesa NBP.
- Człowiek przyzwoity, zanim by się do tego dobrał, to złożyłby rezygnację z członkostwa w Radzie i wtedy mógłby ją krytykować. Nie można być w Radzie, pobierać 37 tys. 300 zł miesięcznie za uczestnictwo w jednym spotkaniu w ciągu miesiąca i krytykować działania całego ciała. Ciało kolektywne to jest ciało kolektywne, jak jest decyzja, to wszyscy się za nim opowiadamy, jak w wojsku - tłumaczył Adam Glapiński, cytowany przez money.pl.
Podkreślał, że "nie może członek zarządu mieć własnego zdania w tej sprawie, też musi bronić stanowiska Rady". Tłumaczył, że tak to działa w bankach na całym świecie. Doprecyzował jednak, że jego słowa nie są skierowane w żadnego konkretnego członka.