Adam Glapiński powiedział, że w nadchodzących kwartałach inflacja będzie spadać między innymi dzięki działaniom Rady Polityki Pieniężnej. Prezes NBP wyjaśnił, że RPP wstrzymała podwyżki stóp procentowych w oczekiwaniu na listopadowy raport banku centralnego o inflacji i wzroście gospodarczym. Podkreślił, że na podstawie dostępnych informacji z gospodarki Rada zatrzymała cykl podwyżek stóp, ale go nie zakończyła. Więcej w poniższym artykule:
Po środowej decyzji podstawowa stopa procentowa Narodowego Banku Polskiego pozostała na poziomie 6,75 procent. - Są cztery ważne przesłanki uzasadniające zatrzymanie cyklu podwyżek, które wczoraj miało miejsce. To zatrzymanie cyklu podwyżek, a nie formalny koniec cyklu podwyżek. RPP nie podjęła decyzji o zakończeniu cyklu podwyżek, to cały czas jest formalnie otwarty cykl, tylko o zatrzymaniu cyklu podwyżek - stwierdził Adam Glapiński.
Więcej informacji na temat gospodarki na stronie głównej Gazeta.pl
- Taka klasyczna sytuacja "wait and see", zatrzymujemy wzrost stóp, przyglądamy się sytuacji. W szczególności przyglądamy się do listopada, bo jak wiecie, w listopadzie będzie opublikowany kolejny raport o inflacji, który dla NBP, dla wszystkich obserwatorów jest najważniejszym dokumentem pozwalającym przyjrzeć się najbliższym kwartałom - mówił dalej prezes NBP.
Podczas konferencji prasowej Adam Glapiński powiedział również, że członkowie zarządu Narodowego Banku Polskiego i Rady Polityki Pieniężnej nie mogą się wzajemnie krytykować i podważać decyzje podejmowane przez RPP. - Nie można być w Radzie, pobierać 37 tys. 300 zł miesięcznie za uczestnictwo w jednym spotkaniu w ciągu miesiąca i krytykować działania całego ciała - powiedział Glapiński.
"Pan Glapiński właśnie zdradził, jak widzi rolę członka RPP. Otóż opowiedział, że członek RPP to bierze 37 tys. pensji i ma raz w miesiącu spotkanie. Historia: Pan Glapiński był członkiem RPP. I pewno tak realizował swój mandat (ale pensje miał wówczas niższą). Dramat" - napisał dziennikarz TOK FM Maciej Głogowski.
"Z całą pewnością tak wybitne postaci jak profesorowie Osiatyński, Wojtyna, Filar, Sławiński oraz Pani Wasilewska i wielu, wielu innych nie traktowało tej funkcji jak Pan Glapiński. A Pan Glapiński uważa, że to fucha, a nie funkcja" - kontynuował.
Także inne wypowiedzi szefa NBP spotkały się z krytyką ze strony ekonomistów oraz polityków opozycji.
"Prezes Adam Glapiński o inflacji wyższej niż przewidywali, powiedział: to co jest teraz, to jest w logice płaskowyżu. Wysoki ten płaskowyż. Ciekawe czy jak inflacja przekroczy 20% to też będziemy "w logice płaskowyżu" - napisała ekonomistka Alicja Defratyka, odnosząc się sierpniowych zapowiedzi szefa NBP.
"Prezes NBP potwierdza kapitulację w walce z inflacją. Kończymy leczenie, teraz tylko leczenie paliatywne, patrzymy obojętnie, jak rząd aplikuje kolejne leki przeciwbólowe. Realizacja rozkazu z Nowogrodzkiej do wyborów żadnych nieprzyjemnych działań, po nas choćby Turcja" - stwierdził Sławomir Dudek, główny ekonomista Fundacji FOR.
"Prezes Glapiński-jastrząb o gołębim usposobieniu po roku i 11 podwyżkach stóp przyznaje, że NBP niewiele może w walce ze wzrostem cen. "Polską inflację" mają ratować FED i ECB. Patrząc na złotego to ja zadam kontrowersyjne pytanie, po co nam NBP" - pytał ekspert Konfederacji Lewiatan Mariusz Zielonka.
"Prezes Glapiński znów bagatelizuje inflację. Spodziewa się, że sama spadnie" - napisał Ryszard Petru.
"Glapiński mówiący "Nas polityka nie obchodzi" to jednak grubo" - skomentowała Katarzyna Lubnauer z KO.
Na apolityczność NBP zwrócił uwagę również Krzysztof Gawkowski. "To taka sama prawda jak to, że inflacja spada, rachunki nie rosną, a drożyzny nie ma! Oszuści" - napisał poseł Lewicy.
"Wydawało się, że Prezes Glapiński zrozumiał, że sytuacja jest naprawdę poważna, bo po raz pierwszy usiłował zachowywać się jak prezes banku centralnego. Przy pytaniach poszło mu gorzej, a na koniec znów stał się działaczem partyjnym - napisała posłanka Platformy Obywatelskiej Izabela Leszczyna.
"Pan prezes Glapiński właśnie powiedział, że kryzysu nie ma w Polsce i co więcej tempo wzrostu jest za wysokie. Szkoda, że nie miał czasu porozmawiać z przedsiębiorcami, którzy rozpoczęli zwolnienia, a cześć z nich myśli o zamknięciu firmy" - zauważył Dariusz Joński z Koalicji Obywatelskiej.
"Glapiński mówi, że w Polsce nie ma kryzysu, a czynniki wpływające na cenę energii i żywności są całkowicie zewnętrzne. Po pierwsze kryzys czuje prawie każda polska rodzina, a wpływ na ceny pochodzi w dużej miedze z naszego kraju, a dokładnie z błędnego zarządzania krajem" - napisał lider AgroUnii Michał Kołodziejczak.
"Prezes Glapiński kolejny raz udowodnił, że nie powinien być prezesem NBP" - skwitowała krótko Marta Wcisło z Platformy Obywatelskiej.
"Polacy od ponad 30 lat rozwijają swoje rodzinne firmy. Budują ten kraj swoją pracą, płacą podatki i inwestują w biznes. Dziś NBP rządzi Glapiński, który niszczy dorobek setek tysięcy osób takich jak ja i moja rodzina. Niszczy rodzinne firmy. Niszczy wszystko to co stworzyliśmy!" - napisał poseł KO Artur Łącki.
"Glapiński - symbol początku upadku polskiej waluty i zapętlenia inflacji. Jak tak dalej pójdzie to będziemy mieli Buenos Aires nad Wisłą. Bez tanga i bez Maradony" - skomentował europoseł Łukasz Kohut.