W ubiegłym tygodniu NSZZ "Solidarność" podpisała w Hucie Stalowa Wola porozumienie z rządem m.in. w sprawie podwyżek dla sfery budżetowej. Mowa w nim o jeszcze jednym rozwiązaniu. Są nim emerytury stażowe. Przewodniczący "Solidarności" Piotr Duda ocenił dokument jako "historyczny". Warto podkreślić, że ze strony PiS nie padły twarde deklaracje, takie jak np. w przypadku 800 Plus - w tym wypadku prezes Jarosław Kaczyński podał konkretną datę wejścia w życie podwyższonego świadczenia. W przypadku emerytur stażowych deklaracja jest nieco bardziej mglista, bo lider Zjednoczonej Prawicy stwierdził jedynie, że "droga do emerytur stażowych jest otwarta".
Pomysł, który wraca do debaty publicznej po raz kolejny (był już dwukrotnie elementem obietnic wyborczych prezydenta Andrzeja Dudy), wywołuje kontrowersje. Głównie z uwagi na koszty. Dr Antoni Kolek, prezes zarządu Instytutu Emerytalnego w rozmowie z "Rzeczpospolitą" podkreśla, że tego typu emerytury to wyjątek od powszechnych zasad funkcjonujących w systemie emerytalnym.
Emerytury za staż pracy są właściwe w tych państwach, gdzie warunkiem do otrzymania emerytury powszechnej jest wysoki wiek emerytalny
- wyjaśnia.
Oskar Sobolewski, ekspert emerytalny i rynku pracy HRK Payroll Consulting zauważa, że wiek emerytalny w przypadku kobiet i tak jest w Polsce niski. Dlatego też jego zdaniem polski system emerytalny nie powinien kolejny raz zmierzać w kierunku obniżania kryterium wiekowego.
Ewentualne wprowadzenie emerytur stażowych powinno być częścią reformy emerytalnej, która wyrówna i podniesie wiek emerytalny, a staż pracy w takim rozwiązaniu powinien zostać proporcjonalnie powiązany z nowym wyższym wiekiem emerytalnym
- stwierdził w rozmowie z dziennikiem.
Eksperci ostrzegają też przed wpływem nowego rozwiązania na rynek pracy. Projekt, który zawiera porozumienie pomiędzy związkowcami a rządem, przewiduje możliwość przejścia na emeryturę po 35 latach pracy w przypadku kobiet i 40 lat w przypadku mężczyzn. To oznacza, że najmłodsi emeryci mieliby od 53 do 58 lat.
Tomasz Lasocki, ekspert z zakresu zabezpieczenia społecznego z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego i Oskar Sobolewski, specjalista z zakresu rynku emerytalnego i rynku pracy, w rozmowie z Interią podkreślają, że rząd niczego nikomu nie obiecał "na twardo". - Słowa o "otwartym temacie", dotyczącym emerytur stażowych to przede wszystkim kolejna obietnica wyborcza - podkreśla pierwszy z ekspertów. I zaznacza, że przecież obywatelski projekt dotyczący tej kwestii leży w Sejmie od 2021 roku.
Tomasz Lasocki podkreśla też, że pomysł emerytur stażowych jest ryzykowny ze względów demograficznych. - Zapowiadając "otwarcie drwi emeryturom stażowym" wspomniano o pokoleniu pracujących w latach '80. Rzeczywiście to będą świadczenia głównie dla nich. Młodsi oprócz tego, że je sfinansują, zdecydowanie rzadziej się na nie załapią, ponieważ wchodzili oni na rynek pracy w latach '90 tj. po "wynalezieniu" umów cywilnych, zwolnień studentów z ubezpieczeń przy zleceniach, mikroskładek dla samozatrudnionych czy pracy na czarno - podkreśla.
Wyjaśnia, że emerytury stażowe wcale nie są rozwiązaniem idealnym. - Nie powinna to być emerytura, ale świadczenie przedemerytalne, by skorzystanie z niego drastycznie nie obniżało emerytury - stwierdza ekspert z Uniwersytetu Warszawskiego. Wczesne przejście na państwowe świadczenie może się po prostu skończyć tym, że stażowa emerytura będzie głodowa.