Ani śladu Titana. Ekspert tłumaczy, dlaczego trudno go znaleźć. "Tam są jedne z najsilniejszych prądów"

- Titan mógł opaść na dno daleko od miejsca, w którym pierwotnie się znajdował - tak dr Simon Boxall z Uniwersytetu w Southampton komentuje spore trudności w ustaleniu, gdzie znajduje się batyskaf Titan.
Batyskaf Oceangate
Fot. Oceangate.com

Batyskaf Titan, z którym kontakt urwał się w poniedziałek, wciąż jest poszukiwany. Na pokładzie przebywa kilka osób - turystów, którzy skorzystali z oferty firmy pozwalającej zobaczyć z bliska wrak Titanica. 

Zobacz wideo Rosja zagrożeniem dla polskiej demokracji i wyborów parlamentarnych? Szrot wyjaśnia słowa Dudy

Ekspert wyjaśnia, dlaczego Titan tak trudno znaleźć. "Tam są prądy"

Dlaczego łódź podwodna nie daje się znaleźć? Ekspert, którego cytuje "Rzeczpospolita" podkreśla, że czynników, które poszukiwania utrudniają, jest wiele. Najważniejszy to spory obszar. Aby obejrzeć wrak jednego z najsłynniejszych statków w historii, trzeba bowiem zanurzyć się na głębokość 3800 metrów. 

- Titan w momencie, gdy utracono z nim kontakt, znajdował się blisko powierzchni. Mógł opaść na dno daleko od miejsca, w którym pierwotnie się znajdował. Właśnie dlatego obszar poszukiwań jest tak rozległy - stwierdził dr Simon Boxall z Uniwersytetu w Southampton. 

Jest i inny bardzo istotny czynnik, który utrudnia służbom podejmowanie skutecznych działań. - Tam występują jedne z najsilniejszych prądów. A gdy są prądy, to powstaje dryf - stwierdził. 

Zaginiona łódź Titan. "Trzeba próbować"

Poszukiwania Titana są trudne, ale wciąż trwają. - Szanse uratowania załogi zbliżają się do zera, ale jeszcze jest trochę czasu - komentuje dla Gazeta.pl kmdr por. rez. Robert Polewski, nurek z OSPP Harpun. W jego ocenie jeszcze przez dobę można próbować ratować załogę zaginionej łodzi podwodnej Titan.

Batyskaf posiada zapas powietrza, który pozwala przeżyć pod wodą przez 96 godzin. Według szacunków ekspertów zapasy gazu mogły skończyć się już w czwartek około południa. - Jest większe prawdopodobieństwo tego, że załoga już się udusiła - stwierdził Robert Polewski. - Jeśli załoga straciła w łodzi podwodnej możliwość ogrzewania, to obniżona temperatura również spowoduje większe zużycie tlenu - dodał.

Więcej o: