Więcej o cenach prądu przeczytasz w tekście "Sejm zdecydował - będą zmiany w cenach prądu. Kwadrans na tanie pranie", który publikuje "Gazeta Wyborcza"
Już za rok Polaków czeka prawdziwa rewolucja związana z prawem energetycznym. Dzięki ustawie, ktorą przyjął w ostatnich dniach Sejm, w lipcu 2024 r. mogą wejść w życie zupełnie nowe taryfy energetyczne. Chodzi o tzw. taryfy dynamiczne. W Europie wprowadziło je już kilka państw takich jak Niemcy, Szwecja i Wielka Brytania. W Polsce są dostępne, jednak wyłącznie dla przemysłu.
Na czym ta rewolucja polega? Ceny energii w taryfie dynamicznej są aktualizowane co 15 minut. To znacznie lepiej odzwierciedla sytuację na rynku, energią handluje się bowiem niemal tak jak wieloma innymi surowcami albo walutami. Jeśli energii jest dużo, prąd jest tani, jeśli popyt rośnie, rośnie i cena. Co to da konsumentowi? Jak tłumaczy "Gazeta Wyborcza" wprowadzenie taryf dynamicznych sprawi, że odbiorcy energii będą wykorzystywać prąd w większym stopniu wtedy, gdy ta kosztuje mniej.
Prąd nie ma bowiem stałej ceny. W słoneczne weekendy, gdy nie pracuje przemysł, pracują za to intensywnie firmy fotowoltaiczne, cena energii bywa nawet ujemna. Zimą, gdy wszyscy wrócą do domu, jej cena bywa z kolei maksymalna. Ta zależność nie jest jednak wcale taka prosta, dlatego korzystanie z taryf dynamicznych będzie wymagało ciągłego monitorowania cen. Cena za kilowatogodzinę energii może się znacząco różnić i wynosić przykładowo 10 groszy w sobotę i 1 zł w poniedziałek. Dziś stawka jest płaska, wynosi ok. 87 groszy za kWh. I ta cena nie odzwierciedla jednak sytuacji rynkowej, obowiązuje, bo rząd ceny prądu zamroził. Gdyby nie to, kilowatogodzina energii kosztowałaby niemal 2 zł. Ideą taryf dynamicznych jest to, by wstawić pralkę lub zmywarkę wtedy, gdy prąd jest tani i w ten sposób ograniczać rachunki. Warto podkreślić, że korzystanie z taryfy dynamicznej ma być dobrowolne.
Przyjęta przez Sejm ustawa to rewolucja z jeszcze jednego względu. Dziś polski system energetyczny nie jest gotowy na nadwyżki wynikające np. z nadwyżek energii w systemie. W słoneczne dni, kiedy fotowoltaika pracuje pełną parą, polscy prosumenci bywają odcięci od systemu. Grzegorz Wiśniewski, prezes Instytutu Energetyki Odnawialnej, który komentował dla Gazeta.pl odłączanie od sieci energetycznych sieci fotowoltaicznych, ocenił też, w jakim stanie jest polska energetyka.
- Strategia energetyczna, jaka w Polsce obowiązuje, nie wymusza na rynku ani na operatorach odpowiednich zachowań służących transformacji energetycznej, mieszkańcom i odbiorcom energii. Nasz system wciąż jeszcze nie został zmuszony, by dostosować się do nieuniknionego, czyli do trwałego przyrostu najtańszych źródeł energii z odnawialnych zasobów.