- Trzeba będzie sprawdzić po wyborach, czy decyzje podejmowane przez prezesa Glapińskiego były podobnie podejmowane, jak te realizowane w Orlenie, mianowicie na żądanie polityczne prezesa Kaczyńskiego - mówił Ryszard Petru na konferencji prasowej zwołanej po obniżce stóp procentowych o 25 punktów bazowych. - Powinniśmy to sprawdzić po wyborach, bo nie może być tak, że Narodowy Bank Polski stoi na straży dobrego wyniku PiS-u, a nie niskiej inflacji w Polsce. Tak wysoki poziom inflacji, z jakim mamy do czynienia teraz, nie uzasadnia tej skali obniżek stóp procentowych - dodawał.
O tym, że wysokość inflacji, może nie uzasadniać takiej obniżki, pisał również Bartosz Sawicki, analityk Cinkciarz.pl. "Liczne dane napływające w minionym miesiącu potwierdziły, że polska gospodarka stopniowo wychodzi z dołka. Jej stan nie poprawił się na tyle ewidentnie, by urosnąć do rangi koronnego argumentu za skromniejszym cięciem. Mogła za to stać się nim troska o kondycję złotego" - czytamy w jego analizie. Przypomnijmy bowiem, że we wrześniu inflacja obniżyła się z 10,1 do 8,2 proc.
Ryszard Petru w swoim wystąpieniu zapewnił jednak, że gdyby to on był prezesem Narodowego Banku Polskiego, a nie prof. Adam Glapiński to inflacja w Polsce byłaby połowę niższa. - Cieszy mnie obniżka stóp procentowych jako kredytobiorcę, ale martwi mnie jako osobę odpowiedzialną w przyszłości za gospodarkę. Uważam, że tego typu działania są proinflacyjne - dodawał, podkreślając, że istnieje poważna obawa, że decyzje podejmowane przez RPP są wymuszone politycznie.
We wpisie na platformie X uzupełnił też, że "obniżka stóp przy wysokiej inflacji powoduje, że bogacić się będą bogaci, a biednieć biedni". "Biedni nie mają zdolności kredytowej, ale mogą mieć niewielkie oszczędności. Przy depozytach oprocentowanych poniżej inflacji wartość ich oszczędności będzie maleć. Bogatym natomiast opłaca się brać kredyt, gdy stopy są znacznie poniżej inflacji" - ocenił Petru.