Rynek energii. Lekarstwo miało trzy dawki. Pacjent żyje, ale czeka na decyzję lekarzy

Kiedy w zeszłym roku rząd wprowadzał wszystkie antykryzysowe środki, które miały złagodzić olbrzymie podwyżki cen energii, wieszczyliśmy koniec rynku energii, jaki znamy. Po roku widać, że pacjent przeżył, choć końska kuracja zaordynowana przez rząd wywołała skutki, których do końca przewidzieć się nie dało.
Licznik energii elektrycznej (zdjęcie ilustracyjne)
Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Wyborcza.pl

Przypomnijmy, że lekarstwo na szybujące ceny prądu składało się z trzech dawek. Po pierwsze, wprowadzono pułap maksymalnych cen na rynku bilansującym, uzależniony od kosztów węgla i kosztów uprawnień do emisji CO2. To ustabilizowało ceny na rynku hurtowym.

Zobacz wideo Piotr Kuczyński: Sprawa McCarthy'ego jest zagrożeniem i dla Europy

Energetyka. Ceny energii zamrożono - co dalej? 

Na rynku detalicznym zamrożono ceny dla gospodarstw domowych do poziomu zużycia 3 MWh. Wprowadzono pułapy cen dla małych i średnich firm oraz dla samorządów i innych instytucji budżetowych. Spółki obrotu sprzedające prąd oczywiście notują straty, otrzymują więc wielomiliardowe rekompensaty. Na rynku panowała panika, powiększana w dodatku przez przygotowane na kolanie ustawę i rozporządzenie, które trzeba było wielokrotnie nowelizować.

Trzecia dawka była najbardziej kontrowersyjna. Z początkiem grudnia 2022 r. zniknęło obligo giełdowe, czyli obowiązek sprzedaży energii na giełdzie przez elektrownie. Rząd zlikwidował je używając takich samych argumentów jak wtedy, gdy je podnosił z 30 do 100 proc. w 2018 roku - doprowadzenie do spadku cen, ukrócenie manipulacji i generalnie zwiększenie przejrzystości, tak ważnej dla prawidłowego działania wolnego rynku. Obligo miało wyeliminować możliwość manipulacji cenami przy okazji zawierania transakcji wewnątrzgrupowych.

Zniesienie obliga spowodowało, że państwowe elektrownie węglowe mogły swobodnie sprzedawać energię do swoich spółek obrotu po cenach, które - teoretycznie - mogą trochę odbiegać od rynkowych, choć spółki muszą uważać, żeby nie odchylała się za bardzo.

Ze sprawozdania URE za pierwsze dwa kwartały wynika, że w I kwartale 2023 roku średnia cena w takich transakcjach wyniosła 864 zł za MWh. Natomiast średnia cena na rynku konkurencyjnym - czyli energii sprzedanej w ramach OTC, przez TGE i inne giełdy - wyniosła prawie 890 zł za MWh. W drugim kwartale cena spadła do 790 zł za MWh, ale nie ma jeszcze danych na temat sprzedaży wewnątrz grup. Jeśli elektrownia w ramach grupy taniej sprzedaje prąd swojej spółce obrotu niż konkurencji, to oczywiście ta druga ma przewagę na rynku detalicznym.

Trudno jednak coś przesądzać na podstawie jednego kwartału, zwłaszcza, że sytuacja na rynku jest niejasna. Zniknął bowiem jeden z publikowanych przez URE indeksów. Uchylono artykuł, na mocy którego URE publikowało średnią kwartalną cenę w transakcjach pozagiełdowych zawieranych poza grupami kapitałowymi oraz wolumen na podstawie którego ją wyliczono. URE ma tę wiedzę, ale nie może się nią podzielić.

Jakie są skutki wszystkich tych działań i co zrobić aby rynek energii wrócił do zdrowia? Co musiałoby się stać żeby rynek się uspokoił? O tym w dalszej części artykułu na portalu WysokieNapiecie.pl pod TYM LINKIEM. 

Artykuł pochodzi z serwisu WysokieNapiecie.pl. 

Więcej o: