Japan Airlines musiały wysłać dodatkowy samolot, bo specjalistom z linii lotniczych po obliczeniach wyszło, że dwa samoloty, którymi zawodnicy sumo udawali się na jedną z wysp, nie dadzą rady tego dokonać - donosi "The Guardian". Loty miałyby być zrealizowane przez dwa samoloty Boeing 737-800, które łącznie mogą pomieścić 165 pasażerów.
Pracownicy Japan Airlines chwycili za kalkulatory, gdy okazało się, że każdy z zawodników sumo, który miał podróżować w ramach jednego lotu, waży ok. 120 kilogramów. Z ich obliczeń wynikało, że samoloty z tego względu nie będą mogły zabrać takiej ilości paliwa, by bezpiecznie zrealizować lot na wyspę Amami Oshima. W takim przypadku zdecydowano "dołożyć" do dwóch Boeingów trzecią maszynę. - Obsługiwanie przez nas lotów specjalnych ze względu na ograniczenia wagowe tego samolotu jest niezwykle nietypowe - powiedział rzecznik japońskich linii lotniczych regionalnej gazecie Minami-Nippon Shimbun. Ostatecznie na pokład dodatkowej maszyny zabrano 27 pasażerów.
To nie pierwszy raz, kiedy informacja o podróżujących zawodnikach sumo trafia w takim kontekście na łamy portali internetowych. W 2014 roku w sieci pojawiło się zdjęcie zapaśników... zapakowanych do małego samolotu pasażerskiego. Najcięższym zawodnikiem sumo w historii tej dyscypliny został uznany Orora Satoshi, który w szczytowym okresie swojej kariery osiągnął wagę aż 292,6 kg.
Sumo to odpowiednik zapasów i jednocześnie japoński sport narodowy. Znany jest od początku VIII wieku. Sumo jak żaden inny sport obwarowany jest skomplikowanym ceremoniałem, który wywodzi się jeszcze z czasów feudalnej Japonii. Pojedynek w dużym skrócie polega na wypchnięciu przeciwnika poza pole walki. Sumo uprawiane jest także w Polsce i okazuje się, że na kontynencie europejskim jesteśmy prawdziwą potęgą. W ubiegłym roku polscy zawodnicy wywalczyli na mistrzostwach Europy aż 25 medali - dwa złote, sześć srebrnych i siedemnaście brązowych.