To było najsilniejsze powyborcze otwarcie polskiej giełdy w historii - zauważa w serwisie X starszy ekonomista Quercus TFI Tomasz Hońdo. Notowania spółek notowanych na GPW tuż po starcie sesji urosły o ponad 2,2 proc. To oczywiście reakcja rynków na powyborcze sondaże exit poll i late poll, które dają większość parlamentarną koalicji Koalicji Obywatelskiej, Trzeciej Drogi i Nowej Lewicy. Jednocześnie wciąż nie ma ostatecznych wyników wyborów, poznamy je prawdopodobnie we wtorek.
Pomimo mocnego otwarcia w ciągu dnia nastroje na warszawskim parkiecie nie pogorszyły się. Można nawet powiedzieć, że nastroje były wręcz euforyczne. W efekcie na zamknięciu sesji indeks WIG zyskał 4,3 proc., a WIG20 aż 5,3 proc. Prawdziwe zakupowe szaleństwo widać jednak był na akcjach banków - indeks WIG-Banki zyskał w poniedziałek prawie 10 procent.
Wszystkie te wzrosty można łączyć choćby z nadziejami inwestorów, że nowy rząd nie będzie w takim stopniu jak odchodzący wykorzystywał spółek kontrolowanych przez skarb państwa to realizacji polityki wewnętrznej, a zauważy także interes akcjonariusza mniejszościowego. Pewne wydaje się też ocieplenie stosunków z Brukselą. Jednocześnie pojawiają się opinie, że odejście PiS od władzy oznacza brak wakacji kredytowych w 2024 r. - co cieszy sektor bankowy. Z drugiej strony - w programie wyborczym Koalicji Obywatelskiej była częściowa likwidacja podatku Belki. Gdyby ta zmiana weszła w życie, byłaby na rękę inwestorom indywidualnym.
W czołówce najmocniej rosnących spółek z WIG20 były bank Pekao (ponad 13 proc. na plusie), PKO Bank Polski (ponad 11 proc.) oraz mBank (ponad 8 proc.), silnie w górę poszły też akcje m.in. Alior Banku i Santander Bank Polska (oraz Bank Millennium, którego nie ma w WIG20). Na ponad ośmioprocentowym plusie zakończył Orlen, PZU zyskało 6 proc. Za "gwiazdę" sesji uznaje się Agorę (właściciela portalu Gazeta.pl, Radia ZET i radia TOK FM, wydawcę "Gazety Wyborczej"), której akcje podrożały o 8 procent. Spółka "za czasów PiS" miała zamrożone źródło przychodów z tytułu reklam spółek Skarbu Państwa. Najwidoczniej inwestorzy wyceniają, że te czasy się kończą.
Część ekonomistów, np. Piotr Kuczyński, analityk DI Xelion, przypomina, że na razie mamy do czynienia z pierwszą euforią, a do utworzenia stabilnego rządu przez dzisiejszą opozycję jeszcze daleka droga. - Ale pozwólmy ludziom się cieszyć - komentuje.
Optymizm zapanował też na złotym. Na koniec dnia za euro płacono 4,44 zł, dolar amerykański był po 4,21 zł, a frank szwajcarski po 4,68 zł. To kursy o ok. 10 groszy niższe niż przed wyborami.
***
Zapraszamy do wysłuchania rozmów ze "Studia Biznes" Gazeta.pl w dużych serwisach streamingowych, np. tu: