W tych branżach 10 tys. zł miesięcznie to norma. Niecodzienne zawody to przepis na sukces

Podwodne spawanie czy poławianie krabów brzmi ciężko i wymagająco, ale już profesjonalne przytulanie czy udawanie syren nieco mniej. W każdej z tych branży można zarobić miesięcznie 10 tysięcy złotych. Przyjrzeliśmy się mało znanym a ciekawym i intratnym zawodom.
Połów krabów w Norwegii
NSC

Od lipca minimalne wynagrodzenie w Polsce wynosi 3 600 złotych. Średnie zarobki w II kwartale były na poziomie 7005,76 zł, a według najświeższych danych GUS, przeciętne wynagrodzenie w firmach we wrześniu wyniosło 7379,88 zł brutto. Co jeśli powiedzielibyśmy Wam, że można zarobić dużo większe pieniądze i to jeszcze nie nudząc się w pracy?

Zobacz wideo Czy budżet powinien być uchwalony już teraz?

Wystarczy wyjść nieco poza schemat. - Wychodzenie poza utarte szlaki traktowane jest jako ryzykowne. Natomiast nasze analizy nietypowych zawodów, które wykonujemy od wielu lat, pokazują, że to ryzyko się opłaca. Kiedy ktoś podąża za swoją pasją albo szuka niszy, w której wie, że się sprawdzi, to zwrot z takiej inwestycji może przyjść bardzo szybko - wyjaśnia Krzysztof Inglot, ekspert rynku pracy i założyciel Personnel Service, które przygotowało zestawienie opłacalnych i mało znanych zawodów.  

Podwodny spawacz istnieje i nieźle zarabia

Okazuje się, że choć pieniądze nie rosną na drzewach, to można je znaleźć w wodzie. Atrakcyjne zarobki, bo na poziomie od 13 do 17 tysięcy złotych brutto miesięcznie, otrzymują podwodni spawacze. Zdobycie kwalifikacji do zawodu nie jest jednak łatwe. Trzeba być zarówno dobrym spawaczem, jak i nurkiem. Poświadczyć to muszą odpowiednie certyfikaty. Praca spawacza podwodnego to jedna z najniebezpieczniejszych profesji, dlatego podlega surowym normom. Samą pracę wykonuje się etapami, ze względu na ograniczoną ilość tlenu. W Polsce ta profesja jest bardzo niszowa. Mamy niewielu podwodnych spawaczy. Osoby przygotowane do tego zawodu często pracują za granicą, a tam zarabiają jeszcze lepsze pieniądze. Przykładowo w Stanach Zjednoczonych dniówka takiego spawacza to nawet tysiąc dolarów brutto, czyli około 4 200 złotych.  

Połów krabów zapewnia gigantyczne zarobki, ale jest też niebezpieczny

Aby zarabiać pieniądze w wodzie, nie trzeba schodzić pod jej powierzchnię. Niezwykle intratny, choć równie niebezpieczny jest połów krabów na wodach morskich. W tym fachu można zarobić nawet 20 tys. euro brutto miesięcznie, czyli w przybliżeniu aż 90 tys. zł brutto.

Osoby wykonujące ten zawód muszą stawiać czoła żywiołom, takim jak sztormy czy ekstremalnie niskie temperatury. - Najbardziej niebezpieczną sytuacją przy łowieniu krabów jest wypadnięcie za burtę. Woda w Morzu Barentsa ma poniżej zera stopni [chodzi o temperaturę powierzchni - red.]. A zanim średniej wielkości statek rybacki zwolni, zawróci i znajdzie osobę, która wypadła i opuści dla niej szalupę - mija 10-15 minut. Osoba w pełni ubrana w ciepła odzież może utrzymać się na powierzchni przez bardzo krótki czas. W niskich temperaturach krew stygnie, a taka osoba zwykle nie może się poruszać, aby utrzymać się na powierzchni - mówił w rozmowie z Next.gazeta.pl Renat Besołow, pracujący przy połowie krabów na Morzu Barentsa w Norwegii. Oprócz odwagi pracujący przy połowie krabów muszą umieć obsługiwać sprzęt i pułapki wykorzystywane przy ich połowie.  

Za udawanie syreny czy przytulanie można dostać kilkanaście tysięcy złotych 

Skrajnie po drugiej strony pracy w wodzie znajduje się mermaiding. Ten tajemniczo brzmiący anglicyzm to nic innego jak praktyka pływania w kostiumie z syrenim ogonem. Brzmi jak zabawa dla dzieci? Otóż i tak, i nie. Rzeczywiście głównym odbiorcą tego typu atrakcji są dzieci. Jednak osoby, które nauczą się pływać z syrenim ogonem, są zapraszane do parków wodnych, gdzie ku uciesze najmłodszych udają morskie stworzenia znane z bajek. I do tego nieźle zarabiają. Wynagrodzenie dla doświadczonej Arielki czy Króla Trytona sięga bowiem 240 euro brutto za godzinę pracy. W przeliczeniu na złotówki to ponad 1 tys. zł brutto/h. Są też tak wybitne syreny, które za jeden występ biorą 5,7 tys. euro brutto. W internecie znaleźliśmy kursy dla dzieci uczące tego fachu. Za sześć lub siedem 45-minutowych zajęć należy zapłacić 750 złotych. Aby zostać zawodową syreną lub syrenem trzeba przejść kilka poziomów kursów i uzyskać odpowiedni certyfikat.  

Wyjdźmy jednak z wody, bo nie tylko tam w ciekawy sposób można zarobić pieniądze. Analitycy Personnel Service opisali również bardzo nietypową profesję, która w pierwszej myśli może budzić śmiech. Mowa o profesjonalnym przytulaczu. Chodzi o osobe, która za pieniądze obdarzy nas czułym uściskiem, ale też zatroszczy się o stan ducha, pomoże się zrelaksować czy przezwyciężyć uczucie samotności, lęku i stresu. Oprócz kontaktu fizycznego przytulacze są gotowi wysłuchać swoich klientów i ich problemów. Nie jest to zajęcie dla każdego, bo wymaga wysokiego poziomu empatii oraz koncentracji na uczuciach drugiego człowieka. W Polsce są osoby, które oferują takie usługi. Ich miesięczne zarobki to około 10 tysięcy złotych. Na jednej ze stron profesjonalnych przytulaczy znaleźliśmy informację, że jedna godzina profesjonalnego przytulania kosztuje 79 zł, a 30 minut - 49 zł.  

Odważniejsza ścieżka zawodowa może przynieść zysk

Wynagrodzenie na podobnym poziomie, bo oscylujące wokół 10 tysięcy złotych brutto, otrzymuje też tanatokosmetolog, czyli inaczej balsamista, który zajmuje się ciałami zmarłych. Jego głównym zadaniem jest "ostatnia" troska o zmarłego - procedury konserwacyjne i kosmetyczne. Dzięki zabiegom ciało ma zachować estetyczny wyglądu podczas uroczystości pogrzebowych. Tanatokosmetolog musi być osobą empatyczną i mieć stalowe nerwy. Oprócz pracy z ciałem musi również nawiązać bliską współpracę z rodziną zmarłego, aby dokładnie zrozumieć jej oczekiwania i ustalić zakres przeprowadzanych zabiegów. 

- W dzisiejszym świecie, pełnym różnorodnych możliwości rozwoju kariery zawodowej, nadal kiedy pytamy młodych ludzi o to, kim chcą zostać, to wskazują na piosenkarza, lekarza, adwokata czy programistę (...). I oczywiście nie chodzi o to, by nagle wszyscy rezygnowali z tradycyjnych czy bardziej klasycznych ścieżek kariery, ale otwarcie się na niecodzienne możliwości może przynieść sporo korzyści - podkreśla Krzysztof Inglot. 

Więcej o: