Taryfy za energię elektryczną i dystrybucję są w 2023 r. zamrożone dla gospodarstw domowych (i części firm). Firmy energetyczne mają czas do końca października, by złożyć do URE nowe wnioski taryfowe na 2024 r. - Zgodnie z prawem spółki muszą nam przedstawić wnioski taryfowe najpóźniej na dwa miesiące przed wygaśnięciem obecnie obowiązujących taryf. Mają zatem na to czas do końca października (...). Dotychczas wpłynął do URE jeden wniosek, od operatora systemu dystrybucyjnego gazowego - Polskiej Spółki Gazownictwa - mówi Rafał Gawin w rozmowie z "Rzeczpospolitą".
- Zawsze szukamy rynkowego punktu odniesienia dla danego poziomu taryf. Dlatego też kontraktacja na rynku giełdowym, na Towarowej Giełdzie Energii, będzie dla nas najważniejszym punktem odniesienia przy ocenie złożonych przez sprzedawców wniosków - dodaje Gaweł. Prezes URE wylicza, że koszt pozyskania energii elektrycznej to około 50-60 proc. naszego rachunku, "zaś transport, a więc dystrybucja, pozostałe 40-50 proc". I jego zdaniem rachunki za prąd w przyszłym roku "nie będą dwukrotnie wyższe" niż obecnie, nawet "w przypadku całkowitego odmrożenia cen", ale już skok rzędu 60-70 proc. jest jak najbardziej realny. - Przy rynkowych założeniach (...) są to zwyżki prawdopodobne, ale tylko w przypadku całkowitego odmrożenia cen. Warto też zaznaczyć, że same taryfy za prąd powinny ulec znacznemu obniżeniu - powiedział Gawin.
- Niezależnie, czy podwyżki wyniosą 40, 50, 60 czy 70 proc., to mogą to być zwyżki kilkudziesięcioprocentowe, których społeczeństwo może nie zaakceptować. Z tego punktu widzenia pełne odmrożenie taryf na prąd jedną decyzją może być trudne do przyjęcia przez społeczeństwo. Myślę, że jest co do tego pełne zrozumienie także wśród decydentów - dodał prezes URE. Przypominał, że ceny energii elektrycznej mają wpływ na inflację i zauważył, że ustawy w tej sprawie nowy rząd może przyjąć również na początku przyszłego roku.
We wtorek 31 października GUS poda szybki szacunek inflacji w październiku. Prognozy wskazują na wynik zapewne poniżej 7 proc. Ekonomiści Pekao szacują około 6,5 proc., mBanku około 6,7 proc. To oznaczałoby kolejny bardzo wyraźny spadek inflacji - z 8,2 proc. we wrześniu (a łącznie od szczytu 18,4 proc. w lutym o blisko 12 punktów procentowych). Tak duży spadek inflacji w październiku ( ostatni tak okazały w tym roku i nie tylko) to efekt wysokiej bazy sprzed roku, choć oczywiście bieżąca dynamika wzrostu cen wyhamowała. Czytaj więcej TUTAJ na ten temat.
- We wrześniu kontynuowany był dalszy spadek cen żywności, poza tym istotnie spadły ceny paliw. Duży wpływ na inflację we wrześniu miały zmiany regulacyjne, czyli wprowadzenie darmowych leków dla dzieci i seniorów oraz podwyższenie limitów, uprawniających do korzystania z zamrożonych cen energii elektrycznej. Cent nośników energii we wrześniu spadły o 0,7 proc. m/m, z czego najsilniejszy spadek dotyczył cen energii elektrycznej -2,3 proc. m/m- mówił w ubiegłym miesiącu Kamil Pastor, ekspert z PKO BP. Jednocześnie ocenił on, że GUS przy liczeniu inflacji nie wziął pod uwagę obniżki cen prądu o 12 proc. Według ekonomisty bowiem urząd potraktował to rozwiązanie jako transfer środków a nie obniżkę.