"Czyta się jak nekrolog". Gospodarka UE w opałach, zaraz dostanie kolejnego gonga [GOSPODARCZY TGV #33]

Ze strefy euro docierają kolejne słabe dane gospodarcze. Przeciwnie z USA - tu liczby są zaskakująco dobre. Polski rząd na odchodne chce dać Polakom wakacje kredytowe, ale nie tak gorące jak w tym roku. W tym tygodniu poznamy m.in. inflację w Polsce w październiku. Co jeszcze się wydarzyło i co czeka nas w najbliższych dniach? Zapraszam na Gospodarczy TGV.
Belgium EU Summit
Fot. Omar Havana / AP Photo

Co w tym tygodniu?

We wtorek 31 października GUS poda szybki szacunek inflacji w październiku. Prognozy wskazują na wynik zapewne poniżej 7 proc. Ekonomiści Pekao szacują około 6,5 proc., mBanku około 6,7 proc. To oznaczałoby kolejny bardzo wyraźny spadek inflacji - z 8,2 proc. we wrześniu (a łącznie od szczytu 18,4 proc. w lutym o blisko 12 punktów procentowych). Tak duży spadek inflacji w październiku (prawdopodobnie ostatni tak okazały w tym roku i nie tylko) to efekt wysokiej bazy sprzed roku, choć oczywiście bieżąca dynamika wzrostu cen wyhamowała. 

Zobacz wideo Jak GUS liczy "prawdziwą" inflację?

Przypominam, że spadek inflacji nie oznacza spadku cen - inflacja np. 6,7 proc. będzie oznaczała, że analizowany przez GUS koszyk dóbr i usług jest w październiku o tyle droższy niż przed rokiem. Spadek inflacji oznacza tyle, że różnica między poziomem cen teraz a rok wcześniej zmniejsza się. 

Z zaciekawieniem spoglądać będziemy nie tylko na odczyt inflacji rok do roku, ale też miesiąc do miesiąca (czyli czy ceny w październiku urosły względem września). Prognozy ekonomistów są tu podzielone - np. Pekao oczekuje braku zmian, a mBank wzrostu o 0,4 proc. Dlaczego to ciekawe? Ano dlatego, że ceny w Polsce, według danych GUS (i oczywiście średnio rzecz biorąc) nie rosną już od maja. Koszyk inflacyjny analizowany przez GUS był we wrześniu nawet delikatnie tańszy niż w maju. Cała roczna inflacja wynikała z tego, co działo się z cenami przed majem. Tym, że "ceny już nie rosną od X miesięcy", lubi się chwalić prezes Glapiński. Zobaczymy, czy nowe dane znów dadzą mu pretekst do takiej radości.

Złą wiadomością jest to, że prognozy ekonomiczne na przyszły rok przewidują raczej coś na kształt "płaskowyżu". Inflacja w drugiej połowie roku raczej zatrzyma się na poziomie (zależnie od przewidywań) około 5-8 proc. i nie będzie chciała spadać, a na pewno nie mocno.

W kalendarium na nowy tydzień są też nowe dane ze strefy euro (też we wtorek 31 października). Po pierwsze, o inflacji. Konsensus prognoz (według macronext.pl) wskazuje na jej spadek z 4,3 proc. rok do roku we wrześniu do 3,4 proc. w październiku. Po drugie, o PKB w trzecim kwartale. Tu spodziewany jest tylko lekki wzrost rok do roku, o 0,2 proc. Byłby to najgorszy wynik od pierwszego kwartału 2021 r.

W środę 1 listopada decyzję ws. stóp procentowych podejmie amerykański Fed. Inna niż brak zmian byłaby niespodzianką. W czwartek 2 listopada poznamy najnowszy odczyt o PMI polskiego przemysłu, czyli koniunkturze w tym sektorze. Nie ma wątpliwości, że po raz osiemnasty z rzędu zobaczymy wynik poniżej neutralnych 50 punktów, co będzie wskazywało na kolejne pogorszenie sytuacji w tym sektorze.

Tusk wraca z Brukseli z obietnicą

Jeśli prezydent szybko uzna fakty i realia, i pozwoli szybko tworzyć rząd, to ja gwarantuję szybkie wypłaty z KPO (...). Wykonamy szybko pierwsze kroki tak, aby środki z KPO w grudniu zostały wypłacone

- zapowiedział (zapewne przyszły premier Polski) Donald Tusk z Brukseli. Rozmawiał tam między innymi z szefową Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen. Jak poinformował lider opozycji, Polska musi "pokazać praktyczne pierwsze kroki i one powinny wystarczyć, abyśmy otrzymali pieniądze z KPO" (cytaty za PAP Biznes).

Tak szybki termin, podany przez Tuska, odbił się dużym echem, bo dotychczas mówiono o tym, że wypełnienie kamieni milowych ws. sądownictwa w Polsce - warunek dla wypłaty środków - potrwa znacznie dłużej. Tymczasem lider opozycji przekonuje, że dla UE ważne są też deklaracje. - To np. skierowanie konkretnych ustaw do parlamentu i sposób traktowania sędziów - stwierdził Tusk.

Portal OKO.press podejrzewa, że deklaracja Tuska o wypłacie środków z KPO już w grudniu może dotyczyć 24 mld zł zaliczek z programu REPowerUE (na sfinansowanie dodatkowych inwestycji energetycznych). Aby sięgnąć po te pieniądze, nie muszą być spełnione kamienie milowe.

Wakacje kredytowe w 2024 r. - wiadomo na jakich zasadach, nie wiadomo czy będą

Na wtorkowym posiedzeniu rząd przyjął projekt ustawy przedłużający wakacje kredytowe w 2024 r. (w wymiarze jednej raty na kwartał). Jednocześnie wprowadził do nich kryterium. Wykluczono z nich osoby, które zaciągnęły kredyt na więcej niż 800 tys. zł. Osób z kredytami powyżej 400 tys. zł, ale do 800 tys. zł będzie dotyczyło kryterium dochodowe: rata będzie musiała przekraczać 50 proc. średniego miesięcznego dochodu gospodarstwa domowego. Tylko osoby, które zaciągnęły kredyt na kwotę do 400 tys. zł, mogłyby skorzystać z wakacji kredytowych bez żadnych kryteriów i warunków.

"Problem" tylko w tym, że przyjęty przez rząd projekt nic nie znaczy. Musiałby go teraz poprzeć już nowy Sejm. A to jest mało prawdopodobne. Jest też pytanie o sens tego rozwiązania (a przynajmniej o jego "kalibrację", choć jak rozumiem wprowadzenie kryterium jest tego próbą). Minister rozwoju i technologii Waldemar Buda ostrzega, że, mimo ostatnich obniżek stóp, bez przedłużenia wakacji "wkrótce może dojść do masowych licytacji nieruchomości rodzin". Jednocześnie rządowe dane wskazują, że gros oszczędności z tytułu niespłaconych rat poszło nie na łatanie budżetów domowych, ale... na nadpłaty kredytów.

W "kąciku" kredytowym pozwolę sobie na przemycenie jeszcze trzech spraw. Po pierwsze, istotnej. W minionym tygodniu dowiedzieliśmy się, że WIBOR będzie podstawą oprocentowania kredytów mieszkaniowych dłużej niż planowano - bo nie do 2025 roku, ale aż do 2027 r. Dopiero wówczas tę stopę w naszych kredytach zastąpi inna stawka - WIRON. 

Druga i trzecia sprawa to kwestie ciekawe. Biuro Informacji Kredytowej poinformowało, że we wrześniu banki udzieliły 18,1 tys. kredytów mieszkaniowych - to najwięcej od grudnia 2021 r.! Bardzo duża w tym roku programu Bezpieczny Kredyt 2 proc. - z niego "pochodziła" połowa wszystkich udzielonych kredytów. Związek Banków Polskich podał najnowsze dane o zainteresowaniu tym programem od jego startu w lipcu. Według stanu na 19 października, złożono ponad 60 tys. wniosków o "BK2%", a ponad 24 tys. zakończyły się już podpisaną umową.

Propaganda Orlenu rozsypuje się jak domek z kart

W najbliższych tygodniach nie przewidujemy wzrostu cen na stacjach paliw

- mówił tuż przed wyborami prezes PKN Orlen Daniel Obajtek. Wcześniej zarówno przedstawiciele koncernu, jak i na przykład minister aktywów państwowych Jacek Sasin przekonywali, że ceny paliw na Orlenie są niskie m.in. dzięki korzyściom z fuzji z Lotosem i nie mają nic wspólnego z przedwyborczą grą.

Ile były warte te słowa, widać dziś. Absolutnie dziwnym trafem paliwo w hurcie zaczęło ostro drożeć idealnie po 15 października. Obecnie diesel i benzyna "95" są już droższe o 36-38 groszy za litr niż tuż przed wyborami. Na stacjach paliw podobnie. Z danych firmy Reflex wynika, że w ciągu dwóch tygodni benzyna "95" na stacjach Orlenu podrożała o 32 grosze na litrze, a diesel o 33 grosze. Co ciekawe, średnia dla całego rynku to podwyżki kolejno o 19 i 17 groszy, czyli wyraźnie mniejsze (choć trzeba przyznać, że przed wyborami było na odwrót - Orlen trzymał ceny bez zmian gdy inni już zaczynali podnosić).

W opublikowanym w piątek oświadczeniu Orlen przekonuje, że ostatnie podwyżki cen paliw to efekt "eskalacji sytuacji na Bliskim Wschodzie". 

Słabizna w europejskiej gospodarce

Pisałem, że w czwartek poznamy PMI dla polskiego przemysłu i nie będą to pewnie dobre dane. Dlaczego? Bo w minionym tygodniu pojawiły się dane dla strefy euro (a nasza koniunktura mocno zależy od tamtejszej) i były one dużo gorsze od prognoz. Indeks dla przemysłu spadł do 43 pkt (konsensus prognoz 43,7 pkt, we wrześniu 43,4 pkt). Przypomnijmy: każdy wynik poniżej 50 pkt oznacza pogorszenie sytuacji. Dodatkowo PMI dla usług (on dla Polski nie jest liczony) spadł w strefie euro do 47,8 pkt (wobec konsensusu i poprzedniego wyniku 48,7 pkt). Jeszcze do niedawna pocieszano się, że europejski przemysł kuleje, ale przynajmniej usługi dają radę. To już nieaktualne. 

Taki łączny indeks (PMI composite) spadł z 47,2 pkt. do 46,5 pkt. Słowem - kicha.

Raport towarzyszący indeksom PMI za X ze strefy euro czyta się jak nekrolog. Zamówienia, produkcja, zatrudnienie i zakupy, nie licząc najgorszych miesięcy pandemii, na najniższych poziomach od '09 lub '13 roku. Sam środek recesji, sygnały ożywienia w ilościach homeopatycznych

- komentują ekonomiści Pekao.

Za to gospodarka USA niczego sobie

Na tle Europy, amerykańska gospodarka wygląda prześwietnie. W minionym tygodniu okazało się, że PKB USA urósł w trzecim kwartale o 4,9 proc. (to odczyt zannualizowany, tzw. SAAR) - dużo lepiej od prognoz. Był to najmocniejszy wzrost od 2021 r., a gdyby pominąć czasy pandemii - od 2014 r.

Zdecydowanie przyspieszyła konsumpcja prywatna, (...) solidny wkład do wzrostu miała też zmiana stanu zapasów

- komentują ekonomiści PKO BP dodając, że preferowana przez Fed miara inflacji - bazowy deflator PCE - w trzecim kwartale obniżyła się do najniższego od 2020 r. poziomu i wyniósł 2,4 proc. kwartał do kwartału (SAAR). PMI composite - czyli wskaźnik koniunktury w usługach i przemyśle - też był za październik pozytywny. Wyniósł 51 pkt, czyli więcej niż neutralne 50 pkt. 

Sektor budowlany budzi się do życia

W polskim przemyśle krew i łzy, ale gdzie indziej powoli wychodzimy z dołka. Tydzień temu, powołując się na te dane GUS za wrzesień, które już były wówczas znane, pisałem, że gospodarka budzi się do życia po okresie stagnacji/recesji. Dane, które poznaliśmy w ostatnich dniach, potwierdzają to. Okazało się bowiem, że produkcja budowlano-montażowa we wrześniu urosła aż o 11,5 proc. rok do roku, niemal dwa razy mocniej niż spodziewali się tego ekonomistów (konsensus wynosił około 6 proc.). 

W tym miejscu tylko dodajmy, że, według najnowszych danych GUS, stopa bezrobocia rejestrowanego we wrześniu wyniosła 5 proc.

GUS sprowadza na ziemię gorące głowy z PO i PiS

Rewizje cyferek podawanych przez GUS rzadko kiedy są atrakcyjne, ale tym razem warto o tym napisać, bo ostatnio były one bardzo upolitycznione (przez obie główne strony politycznego sporu w Polsce).

Być może pamiętacie Państwo, jak w połowie sierpnia przeciwnicy rządu PiS (z Donaldem Tuskiem na czele) przekonywali, że polska gospodarka szoruje po dnie, gdy GUS zaraportował, że PKB Polski spadł w drugim kwartale względem pierwszego aż o 3,7 proc., najmocniej w UE. Trzy miesiące wcześniej chwile chwały miał za to premier Morawiecki, jego rząd i apologeci PiS, bo GUS pokazał, że w pierwszym kwartale br. polska gospodarka urosła względem ostatniego w 2022 r. aż o 3,8 proc. - to był z kolei największy wzrost w UE.

Co rozsądniejsi ekonomiści od razu mówili "w tych danych coś nie gra, są za bardzo rozchwiane, GUS od pewnego czasu ma ewidentne problemy z liczeniem kwartalnej dynamiki polskiego PKB". Politycy się naparzali, a my czekaliśmy, aż urząd poprawi dane. Częściowo zrobił to już pod koniec sierpnia - gdy okazało się, że polska gospodarka w pierwszym półroczu urosła nie o 3,8 proc. kwartał do kwartału, ale... tylko o 1,6 proc. Z kolei w drugim kwartale tąpnęła nie o 3,7 proc., a "tylko" o 2,2 proc.

W zeszłym tygodniu GUS jeszcze raz poprawił te dane. Tym razem zaraportował, że w pierwszym kwartale PKB Polski urósł "jedynie" o 1,3 proc. kwartał do kwartału, ale za to w drugim spadł "tylko" o 1,4 proc. Podsumowując - z pierwotnie zaraportowanego skoku PKB o 3,8 proc. (kw./kw.) w pierwszym kwartale zrobił się wzrost tylko o 1,3 proc. Z kolei z dramatycznego tąpnięcia o 3,7 proc .w drugim - spadek o 1,4 proc. Ani nie byliśmy takimi mistrzami Europy, ani skończonymi ciamajdami. Tak jak od początku można się było spodziewać. Ale wtedy nie można byłoby się w przestrzeni publicznej okładać liczbami, a czasem chyba tylko o to - a nie o prawdę - chodzi.

Stopy w strefie euro bez zmian

W czwartek 26 października Europejski Bank Centralny zdecydował o utrzymaniu stóp procentowych na dotychczasowych poziomie (stopa refinansowa wciąż wynosić będzie 4,50 proc., a depozytowa 4 proc.). Decyzja była spodziewana przez ekonomistów. Było to pierwsze posiedzenie EBC od lipca 2022 r., na którym nie podniesiono stóp. EBC zakończył tym samym serię 10 podwyżek z rzędu. Kolejnych - oczywiście wykluczając niespodziewane wydarzenia - już nie będzie, teraz głównym pytaniem jest to, jak długo te najwyższe w historii strefy euro stopy się utrzymają.

Zapraszamy do wysłuchania rozmów ze "Studia Biznes" Gazeta.pl w dużych serwisach streamingowych, np. tu:

Więcej o: