Poniżej 7 proc., i to może nawet naprawdę wyraźnie - tyle ma wynieść inflacja rok do roku w październiku, według prognoz ekonomistów. Ci z mBanku przewidują 6,7 proc., z Pekao i Santander Banku 6,5 proc., a z Credit Agricole tylko 6,2 proc. A ile wyniosła w rzeczywistości? GUS poda to we wtorek o 10:00.
Oczywiście, takie wyniki są wciąż o wiele za wysokie (w końcu cel inflacyjny NBP to 2,5 proc.), ale jednak w porównaniu z 18,4 proc. w lutym br. czy nawet 8,2 proc. we wrześniu, okolice 6,5 proc. wyglądają znacznie lepiej. Na liczniku zobaczymy najniższy odczyt inflacji od dwóch lat.
Bądź co bądź, zjazd w okolice 6,5 proc. z 8,2 proc. we wrześniu będzie wyglądał ładnie. Co sprawi, że inflacja znów mocno tąpnie?
Po pierwsze, będzie to tzw. efekt bazy. Roczny wskaźnik inflacji przestanie już "widzieć" to, co działo się z cenami między wrześniem a październikiem 2022 roku (bo będzie to już ponad rok temu - październikowa inflacja będzie porównywała zmiany cen między październikiem 2022 a październikiem 2023). A był to czas fatalny - ceny urosły wtedy tylko w ten jeden miesiąc aż o 1,8 proc.
Ale po drugie, po prostu bieżąca sytuacja cenowa uspokaja się.
Uważamy, że niższa inflacja w październiku wynikać będzie ze zmniejszenia dynamiki cen żywności, nośników energii oraz paliw, a także spadku inflacji bazowej
- twierdzą eksperci z Credit Agricole. Słowem, ceny już nie rosną jak szalone. A w zasadzie - bazując na danych GUS - od maja nie rosną w ogóle. Albo inaczej: część towarów i usług na bieżąco drożeje, ale inna tanieje i ten drugi efekt w ostatnim półroczu zwycięża (choć "pomagały" mu choćby zaniżone ceny paliw przed wyborami czy rozszerzenie programu darmowych leków). Lubi to podkreślać prezes Glapiński na konferencjach prasowych, a NBP wręcz sobie stosownymi wykresami oplakatował siedzibę.
Według danych GUS, cała roczna inflacja wynika z tego, co działo się z cenami przed majem tego roku. Przez pięć kolejnych miesięcy z rzędu (od maja do września włącznie) średni poziom cen w Polsce już nie rósł z miesiąca na miesiąc, a łącznie wręcz spadł o ok. 0,6 proc.
Jeśli GUS poda, że w październiku poziom cen w koszyku badanych przez GUS spadł lub nie zmienił się względem września (a część analityków tak przewiduje), to będzie to już szósty z rzędu miesiąc z taką sytuacją.
To będzie ostatni duży spadek inflacji w tym roku. Uważamy, że do końca roku wskaźnik pozostanie już w tej okolicy [6,5 proc. - red.]
- komentują ekonomiści Santander Banku. Zresztą podobnych głosów jest więcej. Również np. ekonomiści Pekao przewidują, że odczyt inflacji na koniec roku będzie bliski 6,5 proc., czyli temu, co w październiku.
Niestety, według obecnych prognoz również rok 2024 może nie przynosić już wyraźnych (a może nawet żadnych) spadków inflacji. Prognozy ekonomistów dla inflacji są różne - od okolic 5 proc. po 7-8 proc. na koniec przyszłego roku. Wszystkie jednak mają jeden wspólny mianownik - szykuje się niższy lub wyższy, ale jednak inflacyjny "płaskowyż".
Okres łatwej dezinflacji powoli kończy się, a jej tempo wyraźnie osłabnie w 2024 roku. Dużą niepewność generują tutaj czynniki regulowane, jak np. nowe taryfy energetyczne dla gospodarstw domowych czy kwestia zniesienia Tarczy Antyinflacyjnej (zakładamy powrót 5-proc. stawki VAT na żywność z początkiem 2024 roku). Jednakże, w dłuższym terminie (od drugiego kwartału) istnieje duże ryzyko utrzymania się inflacji na podwyższonym poziomie, na co duży wpływ będzie mieć ekspansywny mix zarówno polityki fiskalnej, jak i monetarnej
- komentuje dla Gazeta.pl Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista banku Pekao.
***
Zapraszamy do wysłuchania rozmów ze "Studia Biznes" Gazeta.pl w dużych serwisach streamingowych, np. tu: