Z końcem roku wygasają tarcze antyinflacyjne. Jednym z ich elementów była regulowana cena energii dla gospodarstw domowych i niektórych przedsiębiorstw. To oznacza, że od stycznia czekają nas podwyżki cen prądu.
Rachunki za energię elektryczną wzrosną, ale, jak się okazuje, mogłyby jeszcze bardziej, Do Urzędu Regulacji Energetyki spłynęły wnioski taryfowe przedsiębiorstw i jak pisze think tank Forum Energii, "paradoksalnie można się w nich spodziewać spadku cen w porównaniu do zaakceptowanych przez Prezesa URE w zeszłym roku". Owe zaakceptowane taryfy i tak realnie nie były przez gospodarstwa domowe odczuwane, bo obowiązywało zamrożenie cen, a rząd dopłacał sprzedawcom energii. Zatem: teoretycznie może być taniej niż w propozycjach taryfowych w zeszłym roku, ale co z tego, skoro porównywać będziemy rachunki do tych, które naprawdę opłacaliśmy (czyli do taryf zamrożonych).
W gospodarstwach domowych o średnim zużyciu dwóch tys. kWh energia podrożeje nawet o 68 proc. - wylicza Forum Energii. W tych z pompą ciepła i z użyciem do dziewięciu tys. kWh wzrost będzie mniej dotkliwy, bo wyniesie około 21 proc. Jeśli chodzi o małe i średnie przedsiębiorstwa, będzie to wzrost o 22 proc. a w przypadku samorządów - o 27 proc.
Ostateczna decyzja o wysokości rachunków będzie należała do prezesa Urzędu Regulacji Energetyki, który na przełomie roku zatwierdza taryfy dla tej grupy odbiorców. Nie może on jednak podjąć decyzji, która radykalnie odbiega od realiów rynku
- pisze w swoim raporcie think tank.
Wzrost o 68 proc. oznacza, że przeciętne gospodarstwo domowe zapłaci w ciągu roku za energię 1220 zł więcej. Miesięcznie rachunki wzrosną więc o około o 100 zł. "Dla gospodarstw domowych ze zelektryfikowanym ogrzewaniem, których zużycie energii elektrycznej może być o rząd wielkości wyższe, wzrost kosztów będzie bardziej dotkliwy - sięgnie nawet 2200 zł rocznie przy zużyciu 9000 kWh" - szacuje Forum Energii.
Zamrożenie cen energii w 2022 i 2023 roku kosztowało budżet 26,4 mld zł, z czego 17 mld zł poszło na ochronę gospodarstw domowych, a dziewięć i pół mld zł na ochronę małych i średnich przedsiębiorstw oraz samorządów. "Brakuje jednak wiarygodnych analiz dotyczących ostatecznych kosztów sztucznego utrzymywania cen na niskim poziomie. Na pewno były one bardzo wysokie, ponieważ bardzo wysoki był poziom interwencji" - podkreśla think tank.
Zdaniem ekspertów problematyczne jest też to, że dopłaty są proporcjonalnie wyższe dla gospodarstw, które zużywają najwięcej energii. "Często są to bardziej zamożne gospodarstwa. Dlatego trzeba opracować strategię odchodzenia od sztucznego zaniżania cen energii, w zamian oferując szeroki pakiet działań inwestycyjnych i ochronnych - tak, aby zadbać szczególnie o osoby uboższe" - apeluje Forum Energii.
Zdaniem organizacji należy stopniowo odchodzić od mrożenia cen dla gospodarstw domowych. W zamian należy wdrożyć działania łagodzące:
Bon energetyczny mógłby wynosić 500 zł dla wszystkich gospodarstw. W przypadku zachowania częściowego zamrożenia cen kwota mogłaby spaść do 430 zł. Gdyby bon miał trafić tylko do najbardziej potrzebujących, dofinansowanie mogłoby wzrosnąć do 1040 zł. Zdaniem Forum Energii można to finansować z wypływów ze sprzedaży uprawnień do emisji dwutlenku węgla oraz z pieniędzy z KPO.