Obecnie ceny prądu są zamrożone na poziomie, który obowiązywał w 2022 r. za sprawą tarczy antyinflacyjnej. To może się jednak zmienić od przyszłego roku jeżeli te mechanizmy zostaną wygaszone. Ile wyniosą wówczas rachunki za prąd?
- To jest decyzja należąca do przyszłego rządu - powiedział prezes działu energetycznego w Polityce Insight Robert Tomaszewski w rozmowie z TVN24. Ekspert podał trzy możliwe scenariusze mające wpływ na rachunki za prąd. Przyszły rząd jego zdaniem może:
- Ja bym raczej spodziewał się tej drugiej opcji i to też wynika oczywiście z wypowiedzi przedstawicieli obecnie demokratycznej opozycji, że tego rodzaju ochrona zostanie wdrożona po to, żebyśmy nie mieli do czynienia z szokiem rynkowym - stwierdził ekspert.
Rachunki za prąd mogą znacznie się różnić, w zależności od przyjęcia któregoś z wyżej wymienionych scenariuszy. Robert Tomaszewski stwierdził, że w porównaniu z obecnymi cenami prądu, podwyżka sięgnęłaby 60-70 procent, gdyby nie zastosowano mechanizmu ochronnego.
- 70 procent moim zdaniem jest jak najbardziej realne. W przypadku takiego standardowego gospodarstwa domowego to mówimy o 100 złotych miesięcznie więcej, jeśli chodzi o wydatki na energię elektryczną, właśnie przy takim urynkowieniu tej ceny i braku wdrożenia żadnego mechanizmu ochronnego - powiedział ekspert i dodał, że "jakiś rodzaj mechanizmu, żeby uniknąć szoku społecznego, raczej zostanie wprowadzony".
Podobne wnioski przedstawił think tank Forum Energii, który stwierdził, że w gospodarstwach domowych o średnim zużyciu dwóch tys. kWh energia podrożeje nawet o 68 procent. Działaniami łagodzącymi nagły wzrost cen mogłyby być rozwiązania takie jak bon energetyczny, wsparcie taryf dystrybucyjnych, bardziej intensywne wsparcie efektywności energetycznej lub rozwiązania dla osób ogrzewających się energią elektryczną.
Zdaniem Roberta Tomaszewskiego apogeum szoku energetycznego trwało na przełomie sierpnia i września bieżącego roku. - Te ceny obecnie wszystkich nośników energii, gazu, węgla, energii elektrycznej są mniej więcej dwu-, trzykrotnie niższe niż w tych szczytach. Te ceny są cały czas jednak wyższe niż to, co się działo przed kryzysem energetycznym - stwierdził ekspert.