Poważne zarzuty wobec koncernu BMW. Dziennikarze śledczy dotarli do marokańskiej kopalni

Niemiecki gigant motoryzacyjny ma kłopoty. BMW musi odpowiedzieć na zarzuty nieprzestrzegania norm ekologicznych przy wydobywaniu surowców do ogniw akumulatorowych. Chodzi o umowę na dostawy rud kobaltu, którą podpisano w 2020 roku z marokańską firmą Managem.
BMW (zdjęcie ilustracyjne)
Fot. Unslpash, Portuguese Gravity
Zobacz wideo Bartłomiej Derski: Ceny baterii samochodowych w ciągu dekady obniżyły się o 80 procent

Podpisany trzy lata temu kontrakt na 100 milionów euro ma umożliwić niemieckiemu gigantowi pokrycie około jednej piątej zapotrzebowania na kobalt niezbędny do produkcji aut elektrycznych. Pozostały surowiec ma natomiast zostać sprowadzony z Australii.

- Tesla nie dotrzymuje kroku, prowadzimy szybką elektryfikację naszej floty pojazdów. W ciągu następnych lat z naszych taśm zjedzie około 20 modeli całkowicie elektrycznych. Zapotrzebowanie na kobalt zwiększy się trzykrotnie. Ale znaleźliśmy dobre rozwiązanie - ogłosił ówczesny szef BMW Andreas Wendt.

Niemieccy dziennikarze: W marokańskiej kopalni panują fatalne warunki

Jak się okazuje, celów motoryzacyjnego giganta nie dało się zrealizować bez naruszenia prawa. Niemieccy dziennikarze określili warunki w marokańskiej kopalni jako "opłakane". "Pracownicy mieszkają w brudnych barakach, a w dopływach pobliskiej rzeki stwierdzono obecność toksycznego arsenu" - ustalili dziennikarze NDR, dodając, że firma Managem z siedzibą w Casablance nie reaguje na problemy zgłaszane przez związkowców. "Władze BMW dały słowo, że najważniejszym czynnikiem elektromobilności jest zrównoważony rozwój i bezpieczeństwo dostaw. Nie dotrzymały obietnicy już na samym początku" - napisał z kolei dziennik "Süddeutsche Zeitung".

Więcej o: