Narodowy Bank Polski o obronę Adama Glapińskiego przed Donaldem Tuskiem poprosił około dwóch tygodni temu Europejski Bank Centralny wysyłając do jej szefowej Christine Lagarde specjalny list. Teraz polski bank centralny dostał odpowiedź, którą odebrał jako wyraz poparcia dla Glapińskiego. Ale czy na pewno tak jest?
"Jakiekolwiek działania wpływające na pana zdolność do wykonywania obowiązków jako prezesa NBP mogą, jeśli nie będą zgodne z prawem, oddziaływać na niezależność pana i Rady Ogólnej Europejskiego Systemu Banków Centralnych" - napisała Christine Lagarde. Dodała, że stan oskarżenia wiązałby się z zawieszeniem pełnienia funkcji przez Adama Glapińskiego zarówno w NBP, jak i jako członka Rady Ogólnej EBC. Według Christine Lagarde byłoby to nielegalne, a jeśli Sejm uchwaliłby takie przepisy, prezes NBP mógłby skierować je do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.
Ja widzę to jako czysto grzecznościową formułkę. Prezes EBC zapewnia, że otrzymała list, i informuje prezesa NBP, że o ile zostanie potraktowany w sposób niezgodny z prawem, to może się zwrócić do TSUE
- komentuje w rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną" Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu.
"To jak porada prawna bez wskazówek ani w prawo, ani w lewo..." - napisał z kolei o liście szefowej EBC Tomasz Bielecki, korespondent Polskiej Redakcji "Deutsche Welle" i "Gazety Wyborczej" w Brukseli.
O tym, że w ostateczności sprawa Glapińskiego mogłaby trafić do TSUE, wspominała też w rozmowie z "Financial Times" Martą Kightley, pierwsza wiceprezeska NBP. - Zostanie złożone odwołanie do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej - mówiła. Pozostaje także pytanie, co w takim przypadku zrobiłby TSUE, i jakie orzeczenie mógłby wydać. "Financial Times" przypomina przy tym, że osoby mianowane przez rząd PiS, który przez lata ostro ścierał się z Brukselą, teraz szukają "pomocy Europy". A rząd PiS był właściwie przez osiem lat w permanentnym starciu z TSUE.
Tymczasem postawienie Adama Glapińskiego wciąż ma być podstawowym scenariuszem dla większościowej koalicji i list prezeski EBC nic w tej sprawie nie zmienia.
Najwyżej prezes Glapiński odwoła się do TSUE albo nie uzna zawieszenia i będzie dalej pełnił obowiązki. Ale postępowanie będzie trwało
- mówi jeden z polityków.
NBP pisał listy w obronie prezesa Glapińskiego nie tylko do EBC, takie pismo od zarządu banku otrzymał także nowy marszałek Sejmu Szymon Hołownia. "Przedstawiciele koalicji która powierzyła Panu funkcję marszałka Sejmu, ponawiają zapowiedzi postawienia prezesa NBP profesora Adama Glapińskiego przed Trybunałem Stanu za nieskuteczną walkę z inflacją oraz skup obligacji Skarbu Państwa w okresie COVID. Zarzuty te nie mają uzasadnienia" - przekonuje NBP w liście. Zdaniem NBP, inflacja w naszym kraju została wywołana przez kryzys popandemiczny oraz agresję Rosji na Ukrainę. Bank centralny przypomina, że w reakcji na inflację podnoszone były stopy procentowe w odpowiedzi na wybuch wybuch pandemii COVID-19. "NBP prowadził operacje zakupu obligacji emitowanych lub gwarantowanych przez Skarb Państwa od marca 2020 r. do listopada 2021 r." - napisał zarząd banku.
Ponadto zdaniem NBP formułowane są wobec prezesa Glapińskiego "mgliste oskarżenia" dotyczące podważania apolityczności sprawowanej funkcji. A to właśnie punkt, w oparciu o który nowy rząd mógłby postawić Adama Glapińskiego przed Trybunałem Stanu - tak twierdził np. w rozmowie w "Studiu Biznes" Piotr Kuczyński, główny ekspert Xelion. Wśród kilku powodów wymienianych jako podstawa do pociągnięcia Glapińskiego do odpowiedzialności, on nie protestowałby tylko przy jednym: - Chodzi o polityczne sympatie i ukierunkowanie pana prezesa - mówił ekspert. - Były one nie tylko znane, ale równie mocno przez niego głoszone. Pokazywało to m.in. działanie NBP w 2020 roku, kiedy to osłabiał złotego, po to by bank centralny mógł wypracować większy zysk i dać go do budżetu państwa. To jest bezdyskusyjne. Jeśli politycy będą chcieli z tego powodu pociągnąć pana Glapińskiego do odpowiedzialności, to ja bym nie protestował - dodał. Trzeba jeszcze wspomnieć przy tym, że w NBP znalazło się miejsce dla 14 doradców prezesa, wśród których spora część to ludzie związani z Prawem i Sprawiedliwością.
O to, czy prezes Adam Glapiński powinien stanąć przed Trybunałem Stanu pracownia United Surveys zapytała Polaków. Blisko 54 proc. odpowiedziało twierdząco, a przeciwnego zdania było ponad 30 proc. respondentów - wynika z sondażu dla RMF FM i "DGP".
Platforma Obywatelska zapisała w swoich programowych "100 konkretach" deklarację postawienia Adama Glapińskiego przed Trybunałem Stanu. Według zapisów miałby być pociągnięty do odpowiedzialności za "zniszczenie niezależności Narodowego Banku Polskiego i brak realizacji podstawowego zadania NBP, jakim jest walka z drożyzną". Jeśli tak by się stało, to Glapiński zostałby zawieszony na czas rozprawy przed TS. Kilka dni temu w związku z taką ewentualnością grupa posłów PiS złożyła wniosek do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie zgodności z ustawą zasadniczą zapisów przepisów o Trybunale Stanu dotyczących pociągnięcia do odpowiedzialności konstytucyjnej prezesa NBP. Jednym z punktów we wniosku jest m.in. zbadanie ustawy o TS i zapisu, który mówi, że "z chwilą podjęcia przez Sejm uchwały o pociągnięciu konkretnej osoby do odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu osoba ta zawieszana jest w czynnościach związanych z wykonywaną funkcją czy stanowiskiem".