Będzie się działo w 2024! 20 procent podwyżka płacy minimalnej, 30 procent podwyżki dla nauczycieli, 20 procent podwyżki w budżetówce, 800 plus, babciowe
- napisali na X we wtorek, w trakcie exposé premiera Donalda Tuska, ekonomiści mBanku, dołączając do wpisu giff szalejącego tłumu konsumentów. W swoim środowym komentarzu piszą o "bardzo silnej konsumpcji w przyszłym roku".
W podobnym tonie zapowiedzi premiera - które wszak znaliśmy od miesięcy - odbierają inni eksperci. Polityka fiskalna nowego rządu ma pozostać luźna - nie ma być mowy w cięciach dochodu rozporządzalnego Polaków. Wręcz przeciwnie, do palety odziedziczonej po rządach Morawieckiego (m.in. podwyżka 500 plus do 800 zł oraz wzrost płacy minimalnej z 3600 zł do 4242 zł brutto od 2024 r.) już w najbliższych miesiącach mają dojść kolejne kolory - babciowe oraz 20-30-procentowe podwyżki dla nauczycieli i reszty sfery budżetowej. Wartość impulsu fiskalnego zapowiedzianego przez Tuska we wtorkowym wystąpieniu ekonomiści Pekao szacują na 0,77 proc. PKB.
Do tego można dorzucić prognozowany wzrost średniego wynagrodzenia w całej gospodarce zapewne w okolicach "dwucyfrówki" oraz polepszające się nastroje konsumenckie - a więc optymizm, który udziela nam się przy planowaniu wydatków. Mierzony przez GUS bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej jest najwyższy od ponad dwóch lat, a wskaźnik wyprzedzający (czyli obrazujący nasze oczekiwania na przyszłość) od wybuchu pandemii.
To wszystko składa się w scenariusz możliwego boomu konsumpcyjnego w 2024 r. "Możliwego", bo jak zwracają uwagę ekonomiści Pekao, oszacowanie w jakich proporcjach impuls fiskalny rozłoży się pomiędzy konsumpcję a oszczędności to złożone zagadnienie. Niemniej wyraźny wzrost konsumpcji - czyli po prostu wydatków gospodarstw domowych - jest pewny.
Jego zalążki widać już w ostatnich miesiącach 2023 roku, gdy dane o sprzedaży detalicznej zaskakują na plus. W największym uproszczeniu: będziemy mieć (średnio rzecz biorąc oczywiście) coraz więcej pieniędzy oraz chęci do ich wydawania. To dobrze dla naszego PKB, konsumpcja znów ma stać się jego motorem napędowym. Jednocześnie część ekonomistów przewiduje, że takie okoliczności nie są sprzyjające dla walki z inflacją. Mogą być wobec tego argumentem dla Rady Polityki Pieniężnej za ostrożną polityką monetarną, stroniącą od obniżek stóp.
Choć i tu oczywiście pojawiają się różne głosy. Przykładowo, analitycy Pekao radzą nie przeceniać wpływu przyszłorocznego impulsu fiskalnego na inflację, określając go "bardziej ograniczonym" (niż mogłoby się wydawać). De facto skala wpływu ekspansywnej polityki fiskalnej jest jedną z głównych niewiadomych czy "zakładów" jeśli chodzi o poziom inflacji w 2024 r. Obok prognoz ekonomicznych wskazujących na inflację za rok w okolicach 5 proc., pojawiają się i takie bliższe 7 procentom.
O pobudzeniu konsumpcji prywatnej jako efekcie zapowiedzi gospodarczych ogłoszonych podczas exposé przez Tuska piszą także analitycy PKO BP. Szacują ich bezpośredni koszt na około 42 mld zł, tj. 1,2 proc. PKB.
Środki te pobudzą głównie konsumpcję prywatną, co będzie wspierać ożywienie gospodarcze. Jednocześnie tempo konsolidacji fiskalnej (obniżania deficytu fiskalnego) w kolejnych latach może być nieco wolniejsze od naszych wcześniejszych prognoz
- piszą. Na "dużą ekspansję fiskalną w 2024 r." wskazują też ekonomiści ING Banku Śląskiego, choć akurat oni w wystąpieniu Tuska upatrują oznak pierwszego "dostosowania wydatków" w 2025 r.
Zapowiedzi z expose oceniamy jako pierwszy sygnał racjonalizacji/konsolidacji ogromnych wydatków, początek może już w 2025 roku
- piszą dodając przy tym jednak, że w krótkim terminie zakładają, że polityka fiskalna pozostanie ekspansywna, a deficyt sektora finansów publicznych może sięgnąć 6 proc. PKB.
***
Zapraszamy do wysłuchania rozmów ze "Studia Biznes" Gazeta.pl w dużych serwisach streamingowych, np. tu: