Była ambasadorka USA w Warszawie Georgette Mosbacher skomentowała wyniki wyborów parlamentarnych w Polsce w wywiadzie z PAP.
- Zmiana dla samej zmiany nie zawsze jest dobrym pomysłem, ale czasem jakieś przetasowanie nie zaszkodzi. I myślę, że może będzie ona pozytywna, ponieważ rozwiąże problemy, jakie Polska miała z Unią Europejską - oceniła Georgette Mosbacher.
Jej zdaniem nowy rząd może być łatwiejszym partnerem w rozmowach dla Stanów Zjednoczonych. W jej ocenie "rząd PiS miał na swoim koncie osiągnięcia", ale z nowym rządem wiąże nadzieje. - Zostałam też podniesiona na duchu słowami Tuska o tym, że należy odłożyć różnice polityczne na bok. Mam nadzieję, że to oznacza, że nie będzie żadnych "polowań na czarownice", czy żadnej zemsty, ponieważ może to tylko zmarnotrawić kapitał, który wnosi nowy rząd - powiedziała.
Odnosząc się do wyborów prezydenckich w USA, była ambasadorka powiedziała, że "modli się każdego dnia" o zwycięstwo Donalda Trumpa. Przyznała także, że "zawsze był wielkim zwolennikiem Polski". - Chciał włożyć miliard dolarów w Trójmorze. Owszem, był krytykowany za postawę wobec NATO, za swoją retorykę. Ale spójrzmy na rezultaty: sprawił, że NATO zaczęło przeznaczać na swoją obronę więcej, niż kiedykolwiek przedtem. Umieścił w Polsce kwaterę V Korpusu US Army. Sama intensywnie za tym lobbowałam, a dziś jest ona już stałą bazą. Myślę zatem, że nikt nie powinien być zmartwiony powrotem Trumpa. A z pewnością nie powinna być to Polska - stwierdziła przedsiębiorczyni.
Mosbacher reprezentowała w Polsce USA z nominacji byłego prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa. Obejmowałą ten urząd od 2018 roku do 2021 roku, czyli do momentu objęcia urzędu prezydenta USA przez Joe Bidena.
Przypomnijmy, w wyborach do Sejmu przeprowadzonych 15 października Prawo i Sprawiedliwość zdobyło 35,38 proc. (7 640 854 głosy), Koalicja Obywatelska - 30,70 proc. (6 629 402 głosy), Trzecia Droga - 14,40 proc. (3 110 670 głosów), Lewica - 8,61 proc. (1 859 018 głosów), Konfederacja - 7,16 proc. (1 547 364 głosy).
Podział głosów przekłada się na 194 mandaty poselskie dla PiS i 157 mandatów dla KO. Trzecia Droga będzie miała 65 posłów w Sejmie, Lewica - 26, a Konfederacja - 18. Tegoroczne wyniki parlamentarne oznaczają, że PiS nie było więc w stanie utworzyć większości w Sejmie, nawet w przypadku ewentualnej koalicji z Konfederacją. Demokratyczna opozycja, w skład której wchodzą Koalicja Obywatelska, Trzecia Droga i Lewica zdobyła z kolei tę większość - partie razem zdobyły 248 na 460 mandatów w Sejmie.
W Senacie z kolei zasiadło 34 przedstawicieli Prawa i Sprawiedliwości oraz 66 polityków z paktu senackiego tworzonego przez KO, Trzecią Drogę oraz Nową Lewicę. W tym gronie jest też pięciu senatorów, którzy startowali z własnych komitetów.
- Liczba osób uprawnionych do głosowania wyniosła 29 532 595 osób. Liczba osób, którym wydano karty wyniosła 21 971 603 osoby. Liczba osób, którym wysłano pakiety wyborcze wyniosła 12 952. Liczba osób, którym wydano karty w lokalach wyborczych i głosowaniu korespondencyjnym łącznie wyniosła - 21 984 555. Liczba kart wyjętych z urn wyniosła 21 977 411 - podsumował w październiku szef Państwowej Komisji Wyborczej Sylwester Marciniak.