Zapytaliśmy o prognozy na 2024 r. "Dziecko stoi na wrotkach w autobusie, nie trzymając się poręczy"

Sztuczna inteligencja, firmy pod presją czy miękkie lądowanie polskiej gospodarki i jej rozkorelowanie względem zagranicy? A może bezwładność, w którą wepchnęło nas między innymi zaniedbanie inwestycji? Zapytaliśmy ekonomistów o ich słowa i sformułowania "klucze" na 2024 rok.
Panorama Warszawy
Fot. Dariusz Borowicz / Agencja Wyborcza.pl

Po raz drugi zapytaliśmy ekonomistów o ich słowo (lub sformułowanie) "klucz" na nowy rok. Zdając sobie sprawę z nieprzewidywalności geopolitycznej, mając na względzie wielkie wyzwania dla Polski (rozwojowe, klimatyczne, energetyczne, demograficzne) oraz Europy i świata, pamiętając o konsekwencjach wyborów (tych niedawnych: zmiana władzy w Polsce oraz przyszłych: m.in. do Parlamentu Europejskiego i wybory prezydenckie w USA), jednocześnie na co dzień obserwując sytuację i przemiany w polskiej i globalnej gospodarce, poprosiliśmy ekspertów o jeden temat, który ich zdaniem w 2024 r. będzie kluczowy. Taki, który ten rok zdefiniuje i będzie kluczowym wyzwaniem lub problemem, a może wręcz przeciwnie - radością i dumą. A może taki, któremu po prostu trzeba się przyglądać szczególnie uważnie?

Zobacz wideo Sebastian Ogórek: Ceny nie będą spadać, ale też inflacja nie będzie tak szybko rosnąć

W zeszłym roku nasi eksperci zgłosili hasło "dezinflacja" - czyli spadek inflacji - i z perspektywy czasu można przyjąć, że był to strzał w dziesiątkę. W 2023 r. zjechaliśmy z poziomem inflacji ponad 18 proc. rok do roku (w lutym) do poniżej 7 proc. (6,6 proc. w październiku i listopadzie, zapewne około 7 proc. w grudniu). Owszem, jest tu kilka zastrzeżeń. Wciąż jesteśmy daleko od celu inflacyjnego (2,5 proc.) i zejście na stałe w jego okolice (poniżej 3,5 proc.) zajmie nam według prognoz NBP jeszcze jakieś dwa lata. Gdyby nie zamrożone ceny energii, gazu i ciepła, bylibyśmy teraz z inflacją o 2-3 punkty procentowe wyżej. Ale mimo wszystko zjazdu wskaźnika o blisko dwie trzecie nie sposób zignorować. 

Dezinflacja postępowała także w najważniejszych gospodarkach świata, a ich banki centralne w 2024 roku przystąpią zapewne do obniżek stóp procentowych. W USA inflacja PCE spadła z 5,4 proc. w styczniu do 2,6 proc. w listopadzie, w strefie euro inflacja HICP zjechała do 2,4 proc. w listopadzie z 8,7 proc. w styczniu. 

Nie czas jednak o przeszłości, skoro mowa o przyszłości. Eksperci dostali łamy Gazeta.pl dla siebie. Oto ich gospodarcze "klucze" na 2024 r. wraz z uzasadnieniami.

Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju

Miękkie lądowanie

Polska gospodarka w 2024 r. powróci na ścieżkę stabilnego wzrostu, unikając wzrostu bezrobocia i przy spadającej poniżej 3,5 proc. inflacji bazowej na koniec roku. Taki scenariusz oznaczać będzie tzw. miękkie lądowanie, po serii poważnych kryzysów wywołanych szokami zewnętrznymi w postaci pandemii, kryzysu energetycznego i wojny na Ukrainie.

Wzrost gospodarczy powinien zaskoczyć pozytywnie i być istotnie powyżej 3 procent, pomimo, że w Europie pojawią obawy o drugie dno recesji (double-dip recession), głównie za sprawą recesji w Niemczech oraz spowolnienia we Włoszech, Francji i Hiszpanii. Motorem wzrostu będzie silne odbicie konsumpcji dzięki wysokiej dynamice realnych płac, inwestycje oraz zakończenie cyklu zapasów. Słaby popyt zewnętrzny przy silnym złotym będzie ograniczał skalę wzrostu poniżej 4 proc. i przekładał się pozytywnie na dezinflację, choć jej pełne obniżenie do celu będzie wyzwaniem przy rosnącym popycie i wysokiej dynamice płac. To może być w końcu rok bez poważnych zawirowań gospodarczych i oby tak było!

Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista banku Pekao

Rozkorelowanie polskiej gospodarki z zagranicą

Kilka słów-kluczy pewnie będzie się przewijać przez 2024. Przychodzi mi do głowy "Trump", "obniżki stóp Fed", "koniec wojny na Ukrainie". Ja wybieram jednak "ROZKORELOWANIE polskiej gospodarki z zagranicą".

Właśnie z takimi nadziejami i obawami wchodzimy w 2024 rok. Nadziejami, bo ekonomiści liczą, że stymulacja fiskalna i wzrost realnego dochodu do dyspozycji spowoduje, że polska gospodarka będzie rosła znacznie szybciej niż pogrążona w marazmie strefa euro czy Niemcy. Obawami, bo część ekonomistów oczekuje, że Polska wyróżni się odmienną trajektorią procesów inflacyjnych niż świat czy Europa oraz zanotuje odbicie inflacji i inflacji bazowej.

My myślimy, że to rozkorelowanie Polski vs. Europy nie będzie aż takie duże. Impuls fiskalny, jeśli skorygujemy go o wydatki na zbrojenia, nie przekroczy 1 proc. PKB. Gospodarstwa domowe wzrost dochodów wykorzystają też do odbudowy realnie mocno uszczuplonych oszczędności. Przy słabszym otoczeniu zewnętrznym należy liczyć się, że restrykcyjna polityka monetarna w Polsce w połączeniu z ekspansywną polityką fiskalną i pewną modą na Polskę przełożą się na co najmniej realną aprecjację złotego. Para pójdzie w ujemny eksport netto i dlatego scenariusz 4 proc. wzrostu gospodarczego w 2024 roku oceniamy jako mało realistyczny.

Marta Petka-Zagajewska, dyrektor Biura Analiz Makroekonomicznych PKO BP

Obniżki stóp procentowych

Hasłem roku 2024, zarówno globalnie, jak i w krajowej gospodarce, będą obniżki stóp procentowych. Globalnie hasło to obejmie przede wszystkim główne banki centralne. Sukcesywnie obniżająca się inflacja w otoczeniu słabego (w strefie euro wciąż, w USA wreszcie) wzrostu gospodarczego, nie pozostawia większych złudzeń, że zarówno Fed, jak i EBC, przejdą w 2024 roku do obniżek stóp procentowych. Jedyne pytania, to jak szybko się to stanie - według nas w połowie roku, i jak głębokie będą cykle obniżek - według nas sięgną około 100 punktów bazowych. Ten zwrot będzie istotny dla rynków finansowych, w tym złotego. Obniżki stóp Fed i EBC będą zwiększać apetyt na bardziej ryzykowne aktywa, co będzie sprzyjać umocnieniu krajowej waluty.

W kraju temat obniżek stóp procentowych nie jest tak oczywisty. Kwestia czy (a jeśli tak, to kiedy i jak mocno) RPP powinna zacząć obniżać stopy procentowe może być jedną z głównych i najbardziej gorących debat ekonomicznych 2024 roku. Za obniżkami, i to relatywnie szybkimi, przemawiać może dalszy spadek bieżącej inflacji. Dzięki utrzymaniu tarcz antyinflacyjnych w marcu-maju inflacja CPI prawdopodobnie (przejściowo) znajdzie się w granicy dopuszczalnych odchyleń od celu inflacyjnego. Istotny argument za obniżkami pojawi się też, jeśli zmaterializują się oczekiwania co do łagodzenia polityki pieniężnej przez Fed i EBC i dalszego umocnienia złotego. Z drugiej strony, wciąż mamy sporo argumentów, które skłaniają do utrzymywania stóp na obecnym poziomie. W 2024 r. krajowa gospodarka będzie rosła w tempie zbliżonym do 4 proc., głównie dzięki konsumpcji prywatnej. Odbudowa popytu spowolni lub nawet zatrzyma proces dezinflacji. Polityka fiskalna w 2024 będzie ekspansywna - dla optymalnego "policy mix" polityka pieniężna powinna więc pozostać restrykcyjna. Inflacja w Polsce wciąż jest sztucznie zaniżana przez tarcze - ich zniesienie, w warunkach mocnego popytu, może skutkować kolejnym impulsem proinflacyjnym. Ostatnie częste zmiany w nastawieniu i argumentacji RPP nie ułatwiają rozstrzygnięcia, czy o obniżkach stóp w Polsce w 2024 będziemy tylko dyskutować, czy także je zobaczymy. Z całą pewnością w polityce pieniężnej nie będzie jednak wiało nudą.

Andrzej Kubisiak, zastępca dyrektora Polskiego Instytutu Ekonomicznego

Firmy pod presją

Rok 2024 rozpocznie się od niespotykanej dotychczas skali podwyżek. To wynik wzrostu płacy minimalnej, zapowiadanych podwyżek w budżetówce i oświacie, a także coraz częściej pojawiające się zapowiedzi podnoszenia wynagrodzeń w sektorze prywatnym - np. w dużych sieciach handlowych. Można szacować, że ok 5-6 mln Polaków dostanie podwyżki i to, według zapowiedzi, dwucyfrowe. Dla firm oczywiście oznacza to dużą presję na wzrost kosztów kadrowych.

Jednocześnie przy przewidywanym przyspieszeniu wzrostu gospodarczego (prognoza wzrostu PKB: KE: +2,7 proc., MF +3 proc.), możemy spodziewać się rosnącego popytu na pracę. Ta poprawa koniunktury napotka jednak na malejącą podaż. Nie pomoże też dopływ nowych kadr z Ukrainy, ze względu na mobilizację wojskową mężczyzn w tym kraju. Jest to przepis na narastające wyzwania kadrowe i presję związaną z brakiem rąk do pracy. To może wpływać również na niewystarczające moce produkcyjne w okresie przyspieszenia gospodarki.

W tym otoczeniu pojawia się również presja na inwestycje w nowe technologie. Za nami rok szybkiego rozwoju generatywnej sztucznej inteligencji. To narzędzia wymuszające na firmach zmiany zarówno technologiczne, jak i organizacyjne. A kto się nie dostosuje do tempa konkurencji, ten straci konkurencyjność.

Presja będzie widoczna nie tylko w wymienionych zagadnieniach. Ostatnie lata to czas borykania się z rosnącymi kosztami i utrzymują się obawy, że to wyzwanie wcale nie przeminie. W badaniach Polskiego Instytutu Ekonomicznego 81 proc. polskich przedsiębiorców przewiduje, że w 2024 r. wzrosną ceny energii, a 57 proc. obawia się jeszcze wzrostu inflacji.

Kamil Sobolewski, główny ekonomista Pracodawców RP

Bezwładność

Dziecko stoi na wrotkach w autobusie, nie trzymając się poręczy, autobus hamuje - tak drastyczne sceny rysowała moja nauczycielka fizyki, by uświadomić nam siłę bezwładności. Bezwładność obowiązuje nie tylko w fizyce, ale również w ekonomii: objawia się długością czasu oczekiwania na efekty dzisiejszych działań.

W prostej gospodarce rolnej bezwładność wynika z czasu, który upływa od zasiewów do żniw: w krótkim czasie brak zasiewów podnosi dobrobyt, bo jest więcej ziarna do zjedzenia i mniej pracy przy grządkach, ale gdy przyjdą żniwa, odczujemy negatywne skutki w postaci braku nowego plonu. Brak zasiewów po czasie wpycha w nas w trudną sytuację: mamy niewielki zapas ziarna do jedzenia lub karmienia zwierząt domowych, a wyraźnie czujemy potrzebę przeznaczenia części zapasu na kolejny zasiew.

Bezwładność to zatem powód, dla którego naturalny odruch ludzki, odruch wyboru nawet mniejszej, ale natychmiastowej nagrody, wydaje się początkowo bezbolesny. Im większa bezwładność, tym dłuższe oczekiwanie na całość konsekwencji niedawno podjętych wyborów.

Dlaczego bezwładność jest moim ekonomicznym słowem roku na 2024 rok?

Po pierwsze, z powodu naszej przyszłości: bo skutki dziś podejmowanych decyzji ekonomicznych odczujemy dopiero z kilkuletnim opóźnieniem, zarówno tych decyzji w firmach, dotyczących np. wykorzystania KPO, jak i tych decyzji w polityce gospodarczej, np. stanowienia prawa w sposób przemyślany, oparty o merytoryczną ocenę skutków regulacji.

Ilustracją, jak duża może to być bezwładność, niech będzie budowa w Lubiatowie wielkiej elektrowni atomowej: zasiew i pielęgnacja grządek zajmą nam ponad dekadę, zanim zaczniemy zbierać upragnione owoce w postaci energii elektrycznej tańszej, stabilnej i bardziej dostępnej. 

Po drugie, bezwładność to ważne słowo z powodu naszej przeszłości: bo gospodarka AD 2024 będzie efektem decyzji ekonomicznych podejmowanych w firmach i w polityce gospodarczej w ostatnich latach, w tym m.in. stanowienia prawa w sposób eskalujący niepewność, a przede wszystkim zaniedbania inwestycji. To inwestycje są tym czynnikiem produkcji, który zastępuje ziemię, gdy gospodarka przestaje być oparta o kulturę rolną, i zastępuje pracę, gdy ubywa Polaków w wieku produkcyjnym.

Słowem 2024 roku powinny być inwestycje. Powinny, ale nie będą, bo ich udział w PKB spadł z 20 proc. w 2016 roku do niecałych 18 proc. w latach 2020-2023, choć średnia unijna to 22 proc., a na Węgrzech, w Czechach czy w Rumunii osiąga on lub przekracza 25 proc. PKB. Według moich prognoz, także w 2024 roku dynamika inwestycji będzie niższa niż dynamika PKB, bo nakłady w tym roku będą efektem decyzji podejmowanych w poprzednich latach. Taka bezwładność.

Zamiast inwestycji możemy zatem marzyć o solidnym fundamencie pod mądre, efektywne wydatki inwestycyjne firm i sektora publicznego od 2025 roku. Budowy takiego fundamentu życzę Państwu na 2024 rok, nawet kosztem oszczędzania części ziarna i wydatkowania większej pracy przy grządkach. Tak, by od 2025 roku w kolejnych latach bezwładność pchała nas coraz mocniej do przodu, a nie ciągnęła w tył.

Piotr Kuczyński, analityk DI Xelion

Sztuczna inteligencja

W 2024 roku (potem też) kluczowa będzie sztuczna inteligencja. Wiem, że w tej chwili panuje moda na generatywną sztuczną inteligencję (np. ChatGPT), która ma wiele wad, ale będziemy w tempie wykładniczym szli w kierunku AGI (sztuczna inteligencja o potencjale większym od człowieka). Jeśli ktoś ma co do tego wątpliwości, to zachęcam do przeczytania książki (chyba nie ma polskiego tłumaczenia) "The Coming Wave" (autor Mustafa Suleyman - profesjonalista od lat pracujący z AI).

Z każdym rokiem ta dziedzina będzie coraz bardziej wybijana na plan pierwszy. Rok 2024 będzie na tym tle dość wyjątkowy, bo w USA odbędą się wybory prezydenckie i do Kongresu. Pamiętamy jak wiele podczas dwóch ostatnich wyborów zależało od mikrotargetowania. Tym razem, po ośmiu latach, AI i mikrotargetowanie będą miały potężniejszy i jeszcze nieuświadamiany wpływ na wynik amerykańskich wyborów, czego cały świat doświadczy.

Jan Oleszczuk-Zygmuntowski, współprzewodniczący Polskiej Sieci Ekonomii

Spółdzielczość

Chociaż hasło może kojarzyć się z przeszłością, a nie przyszłością, w istocie spółdzielczość przeżywa właśnie nawrót zainteresowania na właściwie każdym poziomie.

Według Brukseli jest fundamentem dla odpornej (resilient) gospodarki i właściwym narzędziem do prowadzenia sprawiedliwej transformacji regionów węglowych. W Akcie o zarządzaniu danymi, UE wprowadziła także spółdzielnie danych jako pośrednika dla innowacji cyfrowych. Nic dziwnego, że środki unijne na ekonomię społeczną w 2024 r. popłyną szerokim strumieniem.

Z kolei samorządy coraz częściej dostrzegają, że spółdzielnia to najbardziej optymalna forma rozwoju lokalnej gospodarki. Napięte budżety samorządów w 2024 r. z ulgą przyjmą niższe koszty energii od spółdzielni energetycznych oraz dodatkowe wkłady własne dzięki partycypacji finansowej mieszkańców w tworzenie spółdzielni rozwojowych.

Trend tworzenia nowoczesnych spółdzielni zapoczątkowany po COVID znacząco przyspieszy. Od dwóch spraw zależy, czy ekonomia społeczna zyska tylko setki, czy aż tysiące nowych podmiotów. Po pierwsze, w styczniu 2024 r. odbędzie się VII Kongres Spółdzielczości, na którym reprezentacja ok. 8 mln polskich spółdzielców ma szanse wreszcie wybrać kompetentnych liderów branży. Po drugie, nowa koalicja rządowa ma szansę naprawić wadliwą legislację: Ustawę o ekonomii społecznej i ograniczenia spółdzielni energetycznych, w Ustawie o OZE, a w scenariuszu ambitnym nawet samo Prawo spółdzielcze.

***

Zapraszamy do wysłuchania rozmów ze "Studia Biznes" Gazeta.pl w dużych serwisach streamingowych, np. tu:

Więcej o: