6,9 proc. rok do roku - tyle w grudniu wyniosła inflacja bazowa w Polsce, według najnowszych danych Narodowego Banku Polskiego. To oznacza, że ceny bazowe - tj. z pominięciem cen żywności (i napojów bezalkoholowych) oraz nośników energii (m.in. paliw, energii, gazu, ciepłej wody, ogrzewania, opału) - były w grudniu o 6,9 proc. wyższe niż rok temu.
Z danych można się cieszyć albo nie - jak kto woli. Dobra wiadomość jest taka, że inflacja bazowa zanotowała dziewiąty z rzędu spadek - od marcowego szczytu 12,3 proc. co miesiąc jest coraz niższa. To także najniższy odczyt od niemal dwóch lat, czyli pełnoskalowego ataku Rosji na Ukrainę. Zdaniem ekonomistów Credit Agricole spadek inflacji bazowej (czyli niższy roczny wzrost cen, ale nie spadek cen!) miał szeroki zakres, dotyczył m.in. odzieży i obuwia, usług zdrowotnych, rekreacji i kultury, gastronomii i hotelarstwa oraz używek (alkohol, wyroby tytoniowe).
Gorsza informacja jest taka, że miesiąc do miesiąca (czyli w porównaniu z listopadem) ceny bazowe urosły o 0,3 proc. To jeden z wyższych wyników w ostatnim półroczu. - Tym samym [inflacja bazowa miesiąc do miesiąca - red.] ukształtowała się powyżej wzorca sezonowego w grudniu (ok. 0 proc.), co wskazuje, że presja inflacyjna pozostaje podwyższona - oceniają analitycy Credit Agricole.
NBP wyjaśnia, że pomiary inflacji bazowej pomagają zrozumieć charakter inflacji w Polsce - lepiej identyfikować jej źródła i trafniej prognozować przyszłe tendencje.
Inflacja bazowa wyklucza ceny żywności i energii, bo przyjmuje się, że o nich decyduje przede wszystkim nie polityka pieniężna NBP, ale czynniki zewnętrzne. Zależą m.in. od ruchów na światowych rynkach surowców (energetycznych i rolnych), w dużej mierze rzutuje nań choćby sytuacja geopolityczna czy pogodowa.
Mówiąc trochę bardziej obrazowo, inflacja bazowa nie mierzy np. zmian cen energii, paliw czy gazu, ale już bada to, co z cenami swoich usług i towarów robią np. fryzjer, lekarz, przewoźnik oraz producenci choćby żarówek, mebli albo sprzętu RTV/AGD. Czy i w jakim stopniu przerzucają swoje rosnące koszty (m.in. energii, zatrudnienia pracowników, logistyki, surowców, półproduktów) na ceny? A na to polityka pieniężna NBP - wpływając m.in. na popyt oraz oczekiwania inflacyjne konsumentów - już ma wpływ.
Zgodnie z listopadową projekcją Narodowego Banku Polskiego, inflacja bazowa ma stale spadać, do około 4,6 proc. w ostatnim kwartale 2024 r. i 3,8 proc. pod koniec 2025 r. Podobną prognozę spadku - nawet głębszego - na 2024 r. mają też ekonomiści Pekao.
Presja na ceny bazowe pozostaje podwyższona, ale utrzymuje się asymptotycznym [w tym kontekście: kontynuowanym, ale coraz wolniejszym - red.] trendzie spadkowym, który w naszej opinii będzie się utrzymywał przynajmniej do końca połowy 2024 r. Zakładamy, że na koniec roku inflacja bazowa obniży się do ok. 3,5 proc. rok do roku
- piszą. Zgoła inne przewidywania prezentują ekonomiści z mBanku, którym zdaniem po osiągnięciu minimum w okolicach 4,3-4,4 proc. w drugim kwartale br., inflacja bazowa odbije do okolic około 6 proc. na koniec tego roku.
***
Zapraszamy do wysłuchania rozmów ze "Studia Biznes" Gazeta.pl w dużych serwisach streamingowych, np. tu: