- Będziemy blokować tę sieć, ponieważ ona sprowadza towar z Ukrainy. A to uderza w nas, producentów rolnych. Z Ukrainy wjeżdżają zboża, kukurydza, rzepak, miód, słodycze, wafle. Na Ukrainie można używać niedozwolonych w Unii Europejskiej środków ochrony roślin, które są szkodliwe dla zdrowia - mówił w czwartek przedstawiciel Polskiego Związku Rolnego Agrounia na Warmii i Mazurach Michał Kempka w rozmowie z PAP. Chodzi o centrum dystrybucyjne Jeronimo Martins w Stawigudzie koło Olsztyna przy węźle na drodze S51 Olsztyn-Olsztynek. Blokada miałaby ruszyć w przyszłym tygodniu.
W czwartek w Stawigudzie wójt Michał Kontraktowicz zorganizował spotkanie mediacyjne z rolnikami i przedstawicielami Jeronimo Martins. Jednak strony nie doszły do porozumienia. Wójt przekazał w mediach społecznościowych, że nie wydał zgody na blokadę drogi dojazdowej do centrum dystrybucyjnego Jeronimo Martins "pomimo zrozumienia dla postulatów protestujących". Wyjaśnił, że ostateczną decyzję w tej sprawie podejmie sąd. Kolejne spotkanie w sprawie protestu zaplanowano na poniedziałek.
Rolnicy nie zgadzają się z decyzją wójta. - Jeśli sąd podtrzyma decyzję wójta, to będziemy wtedy się zastanawiać nad formą protestu. Mamy nadzieje, że sąd jednak nie uwzględni tego, bo każdy ma prawo do protestu - powiedział Michał Kempka z Agrounii w rozmowie z PAP.
Groźby rolników w sprawie blokady skomentował Arkadiusz Mierzwa, dyrektor komunikacji w sieci Biedronka. "Nieprzerwana działalność Centrum Dystrybucyjnego w Stawigudzie jest podstawą regularnego zaopatrzenia 213 sklepów sieci Biedronka, głównie zlokalizowanych na terenie województwa warmińsko-mazurskiego, w produkty żywnościowe pierwszej potrzeby. W tym kontekście jakakolwiek blokada byłaby najbardziej dolegliwa dla mieszkańców zaopatrujących się na co dzień w sklepach sieci Biedronka" - wyjaśnił przedstawiciel sieci w komunikacie przesłanym do PAP.
Konrad Krupiński, jeden z liderów protestów rolników i wiceprezes Warmińsko-Mazurskiego Związku Hodowców Bydła Mlecznego powiedział na nagraniu zamieszczonym w mediach społecznościowych, że zboże wjeżdżające do Polski "wygląda jak gnój". - Ukraińskie zboże jest przewożone przez całą Litwę, zawracane na granicy z Niemcami i wjeżdża do Polski jako zboże niemieckie, a ze Słowacji wjeżdża towar z Ukrainy jako słowacki - mówił.
Krupiński stwierdził, że rolnicy nie wiedzą, co mają siać wiosną. - Nie wiemy, po co kupować nawozy, skoro z Ukrainy wjeżdża gnój i zalewa nasz kraj, a w sklepach i sieciach handlowych mleko jest sprzedawane poniżej kosztów produkcji. Ciastka ukraińskie są sprzedawane w polskich sklepach, choć nie wiadomo z czego są zrobione - wskazał rolnik.
Media postanowiły sprawdzić, czy zboże, o którym mówił Konrad Krupiński, faktycznie jest przekierowywane do Polski jako niemieckie lub słowackie. "Przynajmniej do grudnia kierunek niemiecki i litewski są raczej poza podejrzeniami, a jeśli coś się dzieje to w małej skali" - pisze businessinsider.com.pl.
Serwis zwrócił jednak uwagę na import ze Słowacji, który wzrósł w ostatnich miesiącach po wprowadzeniu embarga na pszenicę z Ukrainy. "To nie są już tak olbrzymie ilości, które napływały z Ukrainy wcześniej, ale przy zapełnionym rynku wciąż wypierają polski produkt" - czytamy.