Warszawska Prokuratura Okręgowa wzywa dziennikarzy, aby ujawnili, od kogo mają niewygodne dla prezesa NBP informacje. Takie wezwanie dostali już Krzysztof Berenda z RMF FM oraz Damian Szymański z serwisu money.pl. Podstawą tych wezwań jest artykuł 55 ustawy o Narodowym Banku Polskim.
We wspominanym artykule czytamy, że "pracownicy NBP oraz członkowie Rady i organów opiniodawczo-doradczych przy Zarządzie NBP są obowiązani do nieujawniania osobom nieupoważnionym informacji, z którymi zapoznali się w trakcie wykonywania swoich obowiązków, w tym informacji objętych tajemnicą bankową na podstawie ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. - Prawo bankowe informacji objętych ochroną na podstawie przepisów dotyczących ochrony informacji niejawnych, jak również innych informacji chronionych ustawowo".
Za złamanie tych przepisów informatorom mogą grozić nawet dwa lata więzienia. Chronić ich powinno jednak prawo prasowe, a dokładnie artykuł 15. Zapisano w nim, że "dziennikarz ma obowiązek zachowania w tajemnicy danych umożliwiających identyfikację (...) osób udzielających informacji opublikowanych albo przekazanych do opublikowania, jeżeli osoby te zastrzegły nieujawnianie powyższych danych". Sąd lub prokurator może jednak zwolnić z tego dziennikarza.
Krzysztof Berenda, który otrzymał wezwanie, napisał, że według niego to "próba zastraszania tych osób, które chcą ujawniać patologie w instytucjach publicznych". W ostatnich miesiącach w RMF dziennikarz informował m.in. o wątpliwościach Pałacu Prezydenckiego wobec przedłużenia kadencji prof. Glapińskiego, zażaleniach niektórych członków RPP dot. utrudniania im pracy czy o postawieniu prezesa NBP przed Trybunał Stanu. Prokuratura wezwała jednak dziennikarza, aby ujawnił swoje źródła do tekstu opisującego konflikt w NBP dot. między innymi swobodnej dyskusji na posiedzeniach oraz ich długości (część członków domagała się, by wydłużyć je do dwóch dni).
Natomiast od Damiana Szymańskiego prokuratura chce ujawnienia informatorów, którzy w 2023 roku przekazali mu analizę NBP, dotyczącą tego, kiedy tak naprawdę zaczął się problem z inflacją. Wynikało z niej, że zaczęła rosnąć już od 2018 roku. Dziennikarz uważa całą sytuację za "absurdalną".
"Po pierwsze, prokuratura będzie szukać igły w stogu siana, bo dostęp do tej analizy miały dziesiątki osób w banku. Po drugie, na pierwszej stronie analizy nie jest nigdzie napisane, że jest to dokument tajny, ani że jest to dokument wewnętrzny banku, jak to się określa przy innych tego typu pismach. Wreszcie po trzecie, dla każdego dziennikarza ochrona źródła informacji jest najważniejszą powinnością" - pisze w money.pl.