Konfederacja chce wyręczyć Tuska. Chodzi o obietnicą wyborczą KO [GOSPODARCZY TGV]

Po raz pierwszy od trzech lat inflacja w Polsce spadła poniżej 3,5 proc., czyli górnego progu odchyleń od celu inflacyjnego NBP. Projekcja banku centralnego i decyzje rządu sugerują jednak, że długo tam nie pobędzie. Co jeszcze się wydarzyło i co czeka nas w nowym tygodniu? Zapraszam na Gospodarczy TGV.
UKRAINE-CRISIS/GERMANY-FRANCE-POLAND
Fot. REUTERS/Kevin Lamarque

W tym tygodniu m.in. dane z gospodarki, Sejm, rating i nowa składka zdrowotna

W tym tygodniu czeka nas sporo danych i innych wydarzeń. Już w poniedziałek 18 marca poznamy inflację bazową w Polsce za styczeń i luty. A tam szykują się spadki z 6,9 proc. za grudzień - do odczytu z piątką z przodu. Również w poniedziałek, nawet wcześniej, Eurostat opublikuje najnowsze dane o inflacji HICP - czyli mierze, na podstawie której można porównywać tempo wzrostu cen we wszystkich krajach UE.

Zobacz wideo Glapiński ostrzega: Inflacja w drugiej połowie roku może wzrosnąć

W środę i czwartek 20-21 marca seria danych GUS z gospodarki Polski za luty: w środę produkcja przemysłowa, w czwartek sprzedaż detaliczna i produkcja budowlana. We wszystkich tych przypadkach będziemy poszukiwać sygnałów postępującego ożywienia gospodarczego. Dodatkowo w środę najnowsze dane o koniunkturze konsumenckiej oraz przeciętnym zatrudnieniu i wynagrodzeniu w sektorze przedsiębiorstw w lutym. Szykuje się kolejny bardzo wysoki wynik realnego wzrostu płac (czyli wzrostu ponad inflację) po najwyższym od 16 lat odczycie 8,6 proc. za styczeń. W czwartek czeka nas jeszcze rzut oka w najnowsze dane o budownictwie mieszkaniowym w Polsce.

Środa i czwartek to także decyzje banków centralnych - 20 marca amerykańskiego Fedu, 21 marca Szwajcarskiego Banku Narodowego. W tym pierwszym przypadku zmiany stóp nie będzie, ale ważna będzie konferencja po posiedzeniu - w ostatnim tygodniu dane z USA raczej przymknęły niż otworzyły szerzej drzwi do retoryki o rychłej pierwszej obniżce. O tym jeszcze będzie dalej w tym tekście. Jeśli chodzi o Szwajcarów, to sytuacja jest o tyle ciekawsza, że dane pokazują, iż już od trzech kwartałów inflacja tam mieści się w celu inflacyjnym Szwajcarskiego Banku Narodowego (a prognozy są optymistyczne), dodatkowo frank zdaniem tamtejszych bankierów mógłby być trochę tańszy. Słowem - nie można wykluczyć, że SNB nie będzie czekał na inne duże banki centralne i rozpocznie cięcie stóp (z obecnego poziomu 1,75 proc.) już teraz. Ewentualne cięcie z czasem (po trzech miesiącach) przełoży się na niższe oprocentowanie kredytów "frankowych". 

Również w środę i czwartek 20-21 marca odbędzie się posiedzenie Sejmu. Na razie z gospodarczych kwestii zaplanowano na nim pierwsze czytanie poselskiego projektu ustawy podnoszącego kwotę wolną od podatku PIT do dwunastokrotności płacy minimalnej, minimum 60 tys. zł. Warto jednak podkreślić, że jest to projekt Konfederacji, która w ten sposób chce "zmotywować" koalicję rządzącą do realizacji obietnicy wyborczej KO. Ta wprawdzie nie porzuca swojej obietnicy, ale jednak podkreśla, że to duży koszt (ponad 50 mld zł, w tym także dla samorządów) i zmiana musiałaby być elementem dużo większej reformy systemu podatkowego. Zresztą raptem w czwartek wiceminister finansów Jarosław Neneman mówił w trakcie posiedzenia Rady Dialogu Społecznego, że na kwotę wolną 60 tys. zł "nie ma przestrzeni w perspektywie 2025 r.". - Jest mnóstwo bardziej pilnych rzeczy do załatwienia. Na tę chwilę sytuacja budżetu jest ciężka. Wydatki na obronność rosną w kosmos - wyjaśniał Neneman.

Na razie w porządku obrad nie ma projektów ustaw o wakacjach kredytowych w 2024 r. oraz zmianach w Funduszu Wsparcia Kredytobiorców. Czas tu nagli, bo oba rozwiązania mają wejść w życie według planów rządu od maja.

Zgodnie z zapowiedziami ministerki zdrowia Izabeli Leszczyny, prawdopodobnie w tym tygodniu poznamy rezultaty prac resortów zdrowia i finansów w zakresie reformy składki zdrowotnej od przedsiębiorców. Jeśli ktoś oczekiwał prostego powrotu do zasad niskiego ryczałtu sprzed Polskiego Ładu, z pewnością będzie srodze rozczarowany. Jasno wykluczył to wspomniany już wiceminister finansów Jarosław Neneman, wyliczając koszt takiej reformy na 92 mld zł. Jednocześnie ministerka Leszczyna zapowiada, że pieniędzy na zdrowie nie będzie mniej. Wygląda na to, że resorty pokażą jakąś formę "makijażu" obecnego systemu - być może ciut lepsze warunki np. najmniejszych firm plus usunięcie kontrowersyjnej reguły naliczania składki zdrowotnej od sprzedaży np. maszyny. Rewolucji jednak nie będzie.

Generalnie w tym tygodniu (a piątek 22 marca) przypada 100 dni rządu Donalda Tuska, więc tematów i zaczepek związanych z obietnicami wyborczymi na pewno nie zabraknie.

W piątkowy wieczór czeka nas pierwszy w tym roku przegląd ratingu Polski przez którąś z trzech największych agencji ratingowych. Konkretnie: przez Moody's. Nie ma się co spodziewać oczywiście podniesienia ratingu, pewnie i zmiana jego perspektywy ze stabilnej na pozytywną byłaby dużym zaskoczeniem w obliczu choćby wysokich deficytów w finansach publicznych. Niemniej warto czekać na to, co eksperci z Moody's będą mieli do powiedzenia (a bardziej: napisania), bo na początku marca ocenili, że "odblokowanie funduszy UE o wartości 137 mld euro jest pozytywne dla profilu kredytowego Polski, a wdrożenie reform mających na celu przywrócenie praworządności miałoby taki sam skutek dla ratingu kraju".

Inflacja w lutym 2,8 proc.

W lutym inflacja w Polsce wyniosła 2,8 proc. rok do roku - podał w piątek 15 marca GUS. To pierwszy raz od trzech lat, gdy inflacja jest w paśmie odchyleń celu inflacyjnego NBP (2,5 proc. +/- 1 punkt procentowy). GUS zrewidował także odczyt inflacji za styczeń z 3,9 proc. do 3,7 proc.

Wyraźny spadek inflacji był spodziewany, ale konsensus prognoz ekonomistów dla inflacji za luty był wyższy, około 3,2 proc. Spadek inflacji to nie tylko kwestia efektu bazy (czyli porównania do wysokich danych sprzed roku), ale też po prostu efekt dezinflacji lub wręcz spadku cen coraz większej grupy towarów. Dane GUS wskazują, że znacznie mocniej drożeją usługi (o 7 proc. rok do roku) niż towary (wzrost tylko o 1,4 proc.). Żywność przez rok podrożała "tylko" o 2,1 proc., rok do roku potaniały m.in. cukier, owoce, ryż, mąka i mleko. 

Inflacja w marcu powinna okazać się jeszcze niższa - może nawet poniżej 2,5 proc., potem jednak podskoczy. Nie dramatycznie, ale odczyty w okolicach 5-6 proc. w drugiej części roku są niewykluczone. Dlaczego? O tym w punkcie poniżej.

Wraca VAT na żywność, od lipca możliwe niższe taryfy na energię

Od dawna ekonomiści powtarzali, że poziom inflacji w kolejnych miesiącach zależeć będzie m.in. od decyzji rządu w zakresie podatku VAT na żywność oraz cen energii, gazu i ciepła (zamrożonych do końca czerwca). Pierwszy ruch już znamy, co do drugiego też już wiele można się domyślać.

Ministerstwo Finansów ogłosiło w minionym tygodniu, że od 1 kwietnia VAT na żywność powraca z poziomu 0 proc. do 5 proc. Decyzję uzasadniało tym, że spada inflacja - zarówno żywności, jak i ogółem. Formalnie powrót stawki 5 proc. powinien oznaczać, że ceny produktów objętych tą stawką (zdecydowanej większości najważniejszych towarów - np. pieczywa, nabiału, warzyw, owoców, mięsa) pójdą w górę o 5 proc. Ale tak naprawdę co się stanie przekonamy się dopiero gdy zmiany wejdą w życie. Przewidywania są bardzo różne, de facto wiele może zależeć od konkretnych sklepów i sieci. Z jednej strony trudno oczekiwać, żeby branża na stałe zdecydowała się na obniżkę marż - wzięcie podatku na siebie, a nie przerzucenie go na klientów. Z drugiej - w obliczu wręcz spadków cen niektórych produktów może się okazać, że ich ceny np. nie urosną, a po prostu nie spadną. Ceny żywności mogą być też orężem w wojnie cenowej najważniejszych detalistów. Branża melduje też, że wymiana cenówek przed Wielkanocą będzie bardzo czasochłonna (a więc może nie zdąży z tym do kwietnia?). 

Z jednej strony, zerowy VAT na żywność oznaczał niemały ubytek w dochodach podatkowych państwa, rzędu 11-12 mld zł rocznie. Z drugiej - żadne przepisy (w tym np. unijne) nie zmuszały rządu do powrotu do wyższego VAT-u. Rząd z jednej strony zwiększa opodatkowanie żywności, a z drugiej obniża VAT na usługi kosmetyczne (oraz planuje obniżenie podatku od zysków z lokat i inwestycji kapitałowych - czyli od osób "majętniejszych", które mogą sobie pozwolić na posiadanie oszczędności). 

Jeśli chodzi o ceny energii od lipca, to szczegóły planów rządu nie są znane (choć jeszcze w marcu mamy je poznać). Na razie ministerka klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska zapewnia tylko, że podwyżki będą, ale nieduże, nie wykluczała też m.in. oparcia nowego rozwiązania o kryterium dochodowe. Trochę nowego światła rzucił natomiast prezes Urzędu Regulacji Energetyki Rafał Gawin, który powiedział w minionym tygodniu w TOK FM, że "pomysłów jest kilka i ich realizacja nie będzie specjalnie odczuwalna dla większości społeczeństwa". Gawin poinformował, że "URE preferuje nową taryfę zatwierdzoną na co najmniej 12 miesięcy".

Słowem - wygląda na to (i jest to logiczne rozwiązanie), że urząd wezwie dostawców energii oraz gazu do przedstawienia nowych taryf od lipca. Sprawa ma się bowiem w przypadku cen energii (przy gazie jest podobnie) tak, że zamrożona cena do końca czerwca to około 0,41 zł za 1 kWh w taryfie G11. Odmrożona cena według aktualnych taryf wynosiłaby aż 0,74 zł. Tyle że w ostatnich miesiącach energia mocno taniała i aktualnie na Towarowej Giełdzie Energii kosztuje już poniżej 0,40 zł za 1 kWh.na rynku spot oraz z dostawą w najbliższych miesiącach. Oczywiście nowe rozwiązanie będzie wyważone z interesem dostawców energii (którzy przynajmniej częściowo kontraktowali się zapewne przy wyraźnie wyższych cenach niż obecne). Z drugiej strony, można by rzec, że największe spółki energetyczne nie po to są zależne od rządu, żeby wybrzydzać. Prezes URE jasno dał do zrozumienia, że z nowymi taryfami od lipca "będziemy dużo bliżej do taryf zamrożonych".

NBP pokazał nową projekcję inflacyjną. A nawet dwie

Punkt o podatku VAT na żywność od kwietnia i cenach energii, gazu i ciepła od lipca był ważny nie tylko dlatego, że to tematy istotne dla naszych budżetów domowych, ale też dlatego, że to główne niewiadome w najnowszej projekcji inflacyjnej Narodowego Banku Polskiego, opublikowanej w minionym tygodniu. Analitycy banku centralnego przygotowali wręcz dwie wersje swoich prognoz - przy zachowaniu obecnych rozwiązań osłonowych i przy ich całkowitym zniesieniu. W praktyce wiadomo, że rzeczywistość powinna być gdzieś pośrodku.

embed

W scenariuszu wycofania działań pomocowych inflacja według NBP podskoczyłaby do 8 proc. w trzecim kwartale br., 8,4 proc. w czwartym oraz kolejno 6 i 5,1 proc. w pierwszych dwóch kwartałach 2025 r. Potem, ze względu na efekt bazy, inflacja spadłaby poniżej 2 proc. w dwóch ostatnich kwartałach 2025 r., a następnie w 2026 r. już na stałe zawitałaby w okolicach 2,4-2,9 proc. Scenariusz przedłużenia działań osłonowych zakłada względną stabilność - inflację w okolicach 2,5-3,6 proc. (średniokwartalnie) aż do końca 2026 r. 

Z jednej strony projekcja pokazuje, że - de facto niezależnie od scenariusza - inflacja w Polsce ma najpóźniej w przyszłym roku wejść już na stałe w okolice celu inflacyjnego NBP, choć raczej jego górnych niż dolnych rejestrów. Z drugiej jednak - do końca 2025 r. na dość wysokim, około 4,5-procentowym poziomie (wyższym niż w poprzedniej projekcji NBP z listopada 2023 r.!) ma utrzymywać się inflacja bazowa, czyli ta, która lepiej oddaje presję cenową w gospodarce i na którą NBP ma większy wpływ. Ta prognoza daje Radzie Polityki Pieniężnej "podkładkę" żeby na razie nie obniżać stóp procentowych. 

Z szacunków ekonomistów NBP wynika, że powrót do stawki 5 proc. VAT na żywność podbije inflację o około 1 punkt procentowy. Całkowite odmrożenie cen nośników energii (bez zmian taryf i innych nowych mechanizmów interwencji) dodałoby do inflacji rocznej - teoretycznie, bo to nierealny scenariusz - nawet blisko 4 pp.

Dodajmy też, że - już nie wnikając w scenariusze - w latach 2024-2026 polska gospodarka ma rosnąć według projekcji NBP w solidnym, około 3-4-procentowym tempie. Dokument zakłada też - co również jest ważnym argumentem przeciw luzowaniu polityki pieniężnej - dynamiczny wzrost wynagrodzeń w ujęciu realnym (czyli znacznie ponad inflację) w całym horyzoncie prognozy.

Złoty pręży muskuły

Inflację powinien nam pomagać zbijać mocny złoty (bo oznacza niższe ceny towarów z importu), a taka właśnie jest polska waluta. Na początku minionego tygodnia kurs euro spadł do 4,28 zł, najniżej od czterech lat. W środę dolar amerykański kosztował już około 3,91 zł, prawie najmniej od dwóch lat. Frank szwajcarski z kursem 4,45 zł był najtańszy wobec złotego od niespełna dwóch lat. W drugiej połowie tygodnia złoty zaliczył kilkugroszowe osłabienie wobec najważniejszych walut, wciąż pozostaje jednak oczywiście bardzo silny na tle ostatnich lat. 

Siła złotego wynika z kilku rzeczy. Po pierwsze, z wciąż dość wysokich stóp, które - wszystko na to wskazuje - nie będą rychło obniżane, w przeciwieństwie do regionu (Czech, Węgier) i najważniejszych banków centralnych świata (Fed, EBC). Po drugie, z dobrego sentymentu do polskich aktywów ze strony zagranicznych inwestorów. Po trzecie i czwarte - z wizji napływu miliardów euro środków unijnych oraz ze sporych emisji obligacji w walutach obcych. Oczekuje się, że wymiana tych środków na złote na rynku będzie podbijała złotego (minister finansów może to teoretycznie robić też poza rynkiem walutowym, w NBP).

Tym, co z kolei osłabiło złotego (a raczej: umocniło dolara) były dane z USA, o których poniżej.

Niepokojące dane inflacyjne z USA

Biuro Statystyki Pracy podało w minionym tygodniu, że inflacja w USA wyniosła w lutym 3,2 proc. To o 0,1 pp. powyżej odczytu w styczniu i bodaj trzeci już z rzędu wynik powyżej konsensusu prognoz ekonomistów. "Inflacja w USA zakotwiczyła się powyżej celu inflacyjnego Fed" - zauważają ekonomiści Pekao. Tenże cel to 2 proc. Analitycy zwracają uwagę, że odbicie inflacji w ostatnich miesiącach jest szeroko rozlane. Niekorzystnie kształtują się trendy cenowe w usługach, a tempo dezinflacji dóbr przemysłowych wyhamowało. 

Dane oddaliły perspektywę obniżek stóp w USA. Jeszcze tydzień wcześniej przed Kongresem prezes Fedu Jerome Powell podkreślał, że bank centralny jest już "niedaleko" zupełnej pewności co do obniżek stóp. Trudno powiedzieć, żeby do tego stanu się zbliżył w ostatnich dniach, wręcz przeciwnie. Tym bardziej, że negatywnie zaskoczyła też inflacja producencka oraz sprzedaż detaliczna.

Rynek wciąż obstawia, że pierwsze cięcie stóp w USA nastąpi w czerwcu, ale jest coraz mniej pewien tego scenariusza. Obecnie jego prawdopodobieństwo to 55 proc. (względem 45 proc., że w czerwcu stopy pozostaną niezmienione). Jeszcze tydzień wcześniej ta proporcja kształtowana się mniej więcej jak 73 do 27 na korzyść czerwcowej obniżki.

Ropa jest najdroższa od czterech miesięcy

Mocny złoty ma swoje zalety i wady, zaletą jest to, że jest pewnym buforem dla rosnących cen ropy naftowej. A tymczasem baryłka ropy Brent kosztuje już ponad 85 dolarów, po raz pierwszy od początku listopada 2023 r. W minionym tygodniu były dwa czynniki, które podbiły cenę surowca. Po pierwsze, słabe dane o zmianie zapasów ropy w USA (spory spadek zamiast oczekiwanego wzrostu). Po drugie, najnowsze prognozy Międzynarodowej Agencji Energetycznej, według których tegoroczny popyt na ropę ma być jednak wyższy, a nie niższy, od podaży (m.in. w obliczu faktu, że członkowie OPEC+ przedłużyli cięcia wydobycia). 

embed

Ceny hurtowe diesla i benzyny w Orlenie poszły w górę w minionym tygodniu o blisko 10 groszy. Nie przełożyło się to na razie na ceny na stacjach paliw, ale zdaniem analityków BM Reflex - nie można wykluczyć podwyżek na pylonach.

Podatek Belki do zmiany

Minister finansów Andrzej Domański przedstawił w minionym tygodniu w rozmowie z "Pulsem Biznesu" szczegóły planu reformy podatku Belki. Podkreślmy - na razie tylko planu. Zakłada on, że w przypadku zysków z lokat na ponad rok, oraz dochodów z innych instrumentów finansowych - akcji, obligacji i jednostek uczestnictwa w funduszach (niezależnie od czasu inwestycji) - obowiązywałaby kwota wolna. Miałaby ona wynosić iloczyn 100 tys. zł i stopy depozytowej NBP albo jakiejś wariacji na jej temat (jakiegoś "mnożnika"). Biorąc pod uwagę, że stopa depozytowa NBP wynosi obecnie 5,25 proc., to kwota wolna wynosiłaby 5250 zł. Dopiero zyski ponad tę kwotę byłyby objęte 19-procentowym podatkiem Belki (a nie wszystko zyski, jak obecnie). Domański dał do zrozumienia, że w razie obniżek stóp przez NBP, kwota wolna nie mogłaby spaść poniżej 2500 zł rocznie. 

Awantura o LPP w Rosji. Kurs odzieżowego giganta runął

Akcje gdańskiej spółki LPP - właściciela marek odzieżowych m.in. Cropp, House i Reserved - runęły w piątek 15 marca o ponad 35 proc. po tym, że firma badawcza Hindenburg Research zarzuciła w swoim raporcie, że sposób wycofania się LPP z rosyjskiego rynku był pozorowany. Zdaniem Hindenburg Resarch, "rzekome zbycie działalności w Rosji było całkowitą fikcją".

embed

LPP broni się w serii oświadczeń. Przekonuje, że mamy do czynienia z atakiem dezinformacyjnym, i że nie prowadzi działalności handlowej w Rosji. Jednocześnie zwraca uwagę na okres przejściowy w umowie sprzedaży swoich aktywów w Rosji. Na poniedziałek na 10:00 spółka zwołała konferencję prasową. Już zawiadomiła prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.

Ważne w sprawie jest też to, że pewnym "modus operandi" Hindenburg Research jest obstawianie tzw. szortów na spółkach, które opisuje w swoich raportach. W tej sposób zarabia na spadku cen akcji "demaskowanych" firm.

Firmy nadal nie szukają pracowników

Po raz pierwszy od 2020 r. liczba wakatów w polskiej gospodarce spadła (na koniec 2023 r.) poniżej 100 tys., według najnowszych danych GUS. Zdaniem wicedyrektora Polskiego Instytutu Ekonomicznego Andrzeja Kubisiaka, to kolejny dowód na to, że w obliczu spowolnienia gospodarczego i eksplozji kosztów, firmy w pierwszej kolejności zamrażały rekrutacje niż zwalniały pracowników. To tzw. chomikowanie pracowników. Biznes skupia się na próbie zachowania zatrudnienia, nie przyjmuje za to np. nowych ludzi w miejsce odchodzących (do innej pracy, na emeryturę itd.). Powód? Koszty. Zwolnienie oznacza m.in. odprawy, przyjęcia to koszty rekrutacji, wdrożenia itd. Taniej jest ściąć plany rekrutacyjne.

Dane firmy Grant Thornton za luty zdają się sugerować, że początek tego roku nie przyniósł zmiany tej taktyki. Liczba nowych ofert pracy na portalach rekrutacyjnych była niższa niż w poprzednich latach (nawet niż w "lockdownowym" 2021 r.) - wyniosła ono 234 tys., o 21 proc. mniej niż rok wcześniej. Słowem - rekrutacje wciąż są "przymrożone". Może i Polska nie ma co do zasady dużych problemów z bezrobociem, ale jeśli ktoś teraz szuka pracy (albo chciałby ją zmienić), to ma zapewne ciężej niż w poprzednich latach.

embed

***

Zapraszamy do wysłuchania rozmów ze "Studia Biznes" Gazeta.pl w dużych serwisach streamingowych, np. tu:

Więcej o: