2,8 proc. rok do roku - tyle wyniosła inflacja w lutym w Polsce, według najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego. To najniższy odczyt od lutego 2021 r. (2,4 proc.) i pierwszy raz od marca 2021 r. (3,2 proc.), gdy inflacja w Polsce znalazła się w dopuszczalnym paśmie odchyleń celu inflacyjnego NBP (2,5 proc. +/- 1 punkt procentowy). To także dużo mniej od konsensusu prognoz ekonomistów (3,2 proc.).
Chciałoby się zacząć jakimś gestem radości, sukcesu długo oczekiwanego, wymęczonego. Prawdopodobnie jesteśmy w celu inflacyjnym! Kolokwialnie można powiedzieć, że nie mamy teraz inflacji
- mówił na zeszłotygodniowej konferencji prasowej prezes Glapiński, gdy wprawdzie oficjalnych danych jeszcze nie było, ale prognozy były już jednoznaczne.
GUS zrewidował jednocześnie dane o inflacji za styczeń. Miesiąc temu podał, że wyniosła ona 3,9 proc. Teraz zmienił ten odczyt na 3,7 proc. Przyczyną są doroczne zmiany w badanym koszyku inflacyjnym. Poprzedni odczyt był sporządzony przy "starym" koszyku, aktualny już przy nowym.
Z danych GUS wynika także, że w lutym ceny urosły miesiąc do miesiąca (czyli względem stycznia) o 0,3 proc. W styczniu zaś były o 0,4 proc. wyższe niż w grudniu 2023 r.
Źródłem pozytywnego zaskoczenia w lutym była między innymi tania żywność. Dane GUS wskazują, że była ona tylko o 2,1 proc. droższa niż przed rokiem, a względem stycznia br. potaniała w lutym o 0,5 proc. W lutym br. tańsze niż rok temu były m.in. jaja, olej, masło, cukier, owoce, ryż, mąka i mleko. Droższe, ale już nie drastycznie, o "tylko" 2-6 proc., było m.in. pieczywo, wędliny, mięso, warzywa i makarony. Mocniej, o około 6-13 proc., podrożały napoje, m.in. soki, kawa, herbata.
Co do zasady, wyraźnie mocniej niż żywność (i generalnie towary) podrożały przez rok usługi - np. lekarskie i stomatologiczne o około 10 proc., turystyczne o prawie 12 proc., a fryzjerskie, kosmetyczne i pielęgnacyjne o około 9 proc. Nieco tańszy niż przed rokiem jest według danych GUS prąd, gaz, opał i paliwo.
Inflacja w końcu, po trzech latach, spadła w "widełki" celu inflacyjnego NBP. Co więcej, prognozy wskazują, że w marcu może zejść nawet w okolice 2,5 proc.
Niestety, na tych poziomach nie zagości zbyt długo. Filozoficznie można byłoby wręcz się zastanawiać, czy w ogóle inflacja jest w celu, skoro celem NBP jest utrzymanie inflacji na poziomie 2,5 proc. (z dopuszczalnym pasmem wahań +/- 1 punkt procentowy) w średnim okresie, a nie tylko przelotnie. Tu jednak odsyłam do artykułu ekonomistów mBanku.
W każdym razie, wszystko wskazuje na to, że w najbliższych miesiącach inflacja odbije. Według najnowszych projekcji Narodowego Banku Polskiego, stanie się to wskutek wycofania przez rząd antyinflacyjnych działań osłonowych. Już wiadomo, że od kwietnia powróci 5-procentowy VAT na żywność (zamiast 0 proc.). Według wyliczeń analityków NBP, podbije to inflację o około 0,9 punktu procentowego. Nie wiadomo dokładnie, co stanie się od lipca z cenami energii, gazu i ciepła. Rząd nie planuje przedłużać obecnego zamrożenia cen w tym zakresie, ale jednak zakłada jakąś formę innego ograniczenia wzrostów. Prawdopodobnym jest m.in. scenariusz wezwania spółek energetycznych przez Urząd Regulacji Energetyki do obniżenia taryf.
Według takiej najbardziej pesymistycznej wersji projekcji NBP - braku żadnej interwencji jeśli chodzi o ceny nośników energii - inflacja pod koniec roku może sięgnąć nawet około 8,4 proc. W rzeczywistości, o ile oczywiście nie stanie się nic przełomowego, powinna być wyraźnie niżej.
***
Zapraszamy do wysłuchania rozmów ze "Studia Biznes" Gazeta.pl w dużych serwisach streamingowych, np. tu: