Holendrzy mają dość klientów Polskiego Sklepu "Swojska Chata". Od 10 lat skarżą się u władz gminy na ich zachowanie. Zarzucają naszym rodakom picie alkoholu na chodniku, oddawanie swoich potrzeb na podjazdach i przy ogrodzeniach oraz ignorowanie przepisów ruchu drogowego. Pod sklep wielokrotnie dochodziło też do bójek.
Miasto Roosendaal, w którym znajduje się sklep, od lat próbuje rozwiązać jakoś ten "problem". Jednym z zaproponowanych rozwiązań było zatrudnienie pracownika, którego zadaniem jest rozmowa z klientami i trzymanie ich w ryzach. Właściciel sklepu wielokrotnie w mediach zapewniał, że dotrzymuje zawartych z gminą umów, które miały doprowadzić do rozwiązania problemu.
Problem jednak narastał. Aż w końcu gmina zdecydowała się na najszybsze, najprostsze, ale też najbardziej kosztowne rozwiązanie. Radni uznali, że przeznaczą 5 i pół miliona euro na wykup budynku, w którym mieści się sklep oraz trzech sąsiadujących z nim domów. Budowle zostaną zburzone, a na ich miejsce mają powstać nowe.
- Oczywiście, że nie chcę stąd wyjeżdżać. W ten sklep włożono wiele lat pracy. I dużo pieniędzy. Wykup jest obecnie najmniej złym rozwiązaniem. Ale tak naprawdę nie chcę w ogóle stracić tego sklepu - mówił menadżer sklepu w rozmowie z holenderskimi mediami.
Tak naprawdę ten "kompromis" nie do końca zadowala żadnej ze stron. Co prawda mieszkańcy odetchnęli z ulgą, ale według radnych głosujących przeciwko uchwale, to nagroda za powodowanie utrudnień.