Poznaliśmy pełny zestaw danych z gospodarki w kwietniu. W środę Główny Urząd Statystyczny podał, że produkcja przemysłowa urosła o 7,9 proc. rok do roku - najmocniej od półtora roku. Wprawdzie dużo zrobił tu efekt kalendarza (więcej dni roboczych niż rok temu), ale mimo wszystko dane wypadły lepiej od oczekiwań. W czwartek GUS dodał do tego sprzedaż detaliczną, która urosła o 4,1 proc. rok do roku oraz produkcję budowlano-montażową, która była w kwietniu niższa niż rok temu o 2 proc. Kluczowe pytanie: i co z tego?
Dane za kwiecień są o tyle ciekawe, że ich odbiór jest zupełnym odbiciem względem marcowych. Wtedy sprzedaż detaliczna zaskoczyła pozytywnie (względem konsensusu prognoz), a produkcja przemysłowa i budowlanka na minus. Teraz było na odwrót i to sprzedaż wypadła gorzej od prognoz. Przyczyn można upatrywać m.in. w efekcie kalendarza (Wielkanoc). W tym roku była ona wcześnie (31 marca - 1 kwietnia), a więc to w marcu skumulowały się świąteczne wydatki. Dodatkowo możliwe, że część konsumentów przyspieszyła jakieś zakupy (robiła zapasy) w związku z podwyżką VAT na żywność z 0 do 5 proc. od kwietnia.
Nie zmienia to natomiast faktu, że konsumpcja ma być w 2024 r. motorem napędowym polskiej gospodarki w 2024 r. Na razie wygląda jednak, że wyniki gospodarcze w górę "ciągnie" bardziej odbicie w usługach niż zakupach. Czyli trochę trywializując: są to np. w wyjścia do kosmetyczki niż w zakupy telewizorów. Acz w sprzedaży dóbr trwałych (m.in. meble, sprzęt RTV/AGD) też w kwietniu delikatny wzrost był.
"Podłoże" pod solidne wzrosty sprzedaży jest żyzne: to duże wzrosty dochodów do dyspozycji na skutek wyższych wynagrodzeń (plus dobra sytuacja na rynku pracy). Płaca minimalna poszła w górę o ponad 15 proc. od stycznia, mieliśmy 20-30 proc. podwyżki w edukacji i szerzej w budżetówce. Przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej urosło w pierwszym kwartale br. aż o 14,4 proc. rok do roku (drugi najwyższy wynik w XXI wieku) i 8,1 proc. kwartał do kwartału (największy wzrost w tym wieku). Jeśli do tego dodamy podwyżkę 500 plus o 60 proc. do 800 zł i wysoką waloryzację emerytur, to dostajemy obraz konsumentów, którzy mogą sobie pozwolić na więcej.
Z drugiej strony otwartym pytaniem pozostawało to, czy te wyższe dochody będziemy prędzej wydawać, czy oszczędzać. Pierwsze miesiące wskazują, że choć mamy do czynienia z ożywieniem, to zdecydowanie nie z boomem konsumpcyjnym.
Ciut dziegciu dolały też środowe dane GUS o nastrojach konsumenckich, które w maju nieco pogorszyły się względem kwietnia. Nasze nastroje są na dość wysokich poziomach na tle ostatnich czterech lat, ale triumfalny pochód w górę z 2023 r. został już odwrócony albo przynajmniej zahamowany. Od kilku miesięcy (lekko, ale jednak) pogarszają się przewidywania co do przyszłej sytuacji ekonomicznej kraju i gospodarstw domowych. Rośnie cały czas skłonność do oszczędzania pieniędzy. Tzw. wyprzedzający wskaźnik koniunktury konsumenckiej jest najniżej od jesieni 2023 r. (choć nie mówimy o drastycznych zmianach!). Słowem - króluje względna ostrożność, która nie służy eksplozji konsumpcji.
Dane za kwiecień i generalne tendencje wskazują, że do silnika "konsumpcyjnego" powinny z biegiem czasu śmielej dołączać przemysł i inwestycje.
W pierwszym przypadku na horyzoncie są nadzieje m.in. na odbicie w UE, skutkujące wyższym poziomem zamówień dla naszych fabryk. Nadziei można upatrywać np. w najnowszych danych o PMI w strefie euro oraz w prawdopodobnym rychłym (już w czerwcu) luzowaniu stóp procentowych w strefie euro. To oczywiście powinno służyć też naszemu importowi.
W drugim przypadku zaś: cóż, jesteśmy w inwestycyjnym dołku, po zakończeniu wydatków z poprzedniej perspektywy unijnej, a przed uruchomieniem środków z KPO (oraz z nowego budżetu unijnego). Dlatego, choć zdaniem ekonomistów polską gospodarkę czeka w tym zakresie bardzo solidne ożywienie, to dopiero bliżej końca 2024 r., a szczególnie w 2025 r. Inwestycje ciągnie i powinno ciągnąć dalej budownictwo mieszkaniowe, także w obliczu zapowiadanego startu programu #naStart.
Przypomnijmy, że szybki szacunek za pierwszy kwartał 2024 r. wskazał, że polska gospodarka urosła o 1,9 proc. rok do roku i 0,4 kwartał do kwartału. Ten wzrost o 1,9 proc. był najwyższy od końcówki 2022 r. (czyli ponad roku), no ale jednak nie był rewelacyjny. Prognozy na kolejne kwartały są lepsze i generalnie w całym 2024 r. PKB Polski powinien realnie urosnąć o około 3-3,5 proc., czyli solidnie.