Galeon San José został zatopiony przez brytyjską Royal Navy w 1708 roku na Morzu Karaibskim. Rząd Kolumbii ustanowił wokół okrętu chroniony obszar archeologiczny. Jak podkreśla BBC, San Jose przewoził jeden z największych ładunków kosztowności, jakie kiedykolwiek zaginęły na morzu.
Wrak został odnaleziony w 2015 r. Zdaniem ekspertów, na pokładzie ma znajdować się 200 ton skarbów, w tym złota, srebra i szmaragdów. Wartość ładunku szacuje się na ok. 20 mld dolarów. Kosztowności były przeznaczone dla króla Hiszpanii, aby pomóc mu w opłaceniu wojny z Brytyjczykami. W wyniku zatopienia San Jose śmierć poniosło 600 członków załogi.
W pierwszym etapie kolumbijskiego projektu badawczego czujniki wygenerują obrazy miejsca i sporządzą inwentaryzację materiału archeologicznego na dnie morskim. - Podwodne roboty będą również dokonywać odczytów wokół wraku, co zostanie wykorzystane w badaniach akademickich. Dalsze etapy będą zależeć od tego, co wyjdzie na jaw w pierwszej fazie projektu - przekazał Kolumbijski Instytut Antropologii i Historii. Tytuł projektu można przetłumaczyć jako "W stronę serca galeonu San José".
Prezydent Kolumbii Gustavo Petro chce, aby wrak galeonu jak najszybciej wydobyto z dna Morza Karaibskiego. Najlepiej jeszcze przed końcem jego kadencji, która upływa w 2026 r. Jednak do wraku jest dłuższa kolejka chętnych. Trwają w tej sprawie spory prawne. Amerykańska firma ratownicza Sea Search Armada jest jedną ze stron zgłaszających roszczenia. Wcześniej uczyniła to także Hiszpania. Pretensje do wraku zgłasza również rdzenny naród Boliwii Qhara Qhara, który twierdzi, że złoto i metale szlachetne należą do nich.