35 proc. - tyle firm w Polsce planuje zwiększyć zatrudnienie w trzecim kwartale 2024 r. Tak przynajmniej wynika z najnowszej edycji raportu "Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia", opracowanego na podstawie wywiadów wśród reprezentatywnej grupy 525 pracodawców. O konieczności zwolnień mówi 19 proc. organizacji, 44 proc. nie planuje zmian kadrowych.
Co to oznacza? Tzw. prognoza netto zatrudnienia, czyli różnica między odsetkami firm planującymi zwiększenie i uszczuplenie kadry, wynosi 14 proc. (po korekcie sezonowej). To symbolicznie, bo o dwa punkty procentowe, ale jednak lepiej niż kwartał i rok temu.
Jak wyjaśnia Tomasz Walenczak, dyrektor generalny ManpowerGroup w Polsce, "możemy mówić o pewnej stabilizacji".
Już od kilku kwartałów notujemy dwucyfrowe wyniki, co tylko potwierdza odbicie polskiej gospodarki po wielu wcześniejszych perturbacjach i wyzwaniach
- przekonuje. Dodaje, że "nadchodzący trzeci kwartał tego roku przyniesie rozwój wielu branż, będzie czasem nowych planów pracodawców i wzmacniania zespołów".
Raport ManpowerGroup wskazuje, że we wszystkich ośmiu analizowanych obszarach firmy chcą zwiększać zatrudnienie. Na najwięcej ofert pracy mają liczyć kandydaci z obszaru energetyki i usług komunalnych oraz transportu, logistyki i motoryzacji. W tym pierwszym przypadku Walenczak wyjaśnia to efektem wielu nowych inwestycji w ramach transformacji energetycznej. Jeśli chodzi o motoryzację, dyrektor generalny ManpowerGroup w Polsce zwraca uwagę, że wprawdzie z jednej strony słyszymy o dużych zwolnieniach, ale z drugiej: o nowych inwestycjach.
Dzieje się tak, ponieważ obszar ten także przechodzi pewną przemianę, wprowadza dużą dozę automatyzacji, robotyzacji i poszukuje tym samym nieco innych niż dotychczas talentów, wyposażonych w umiejętności z zakresu AI, nowych technologii
- komentuje Walenczak. Z "Barometru" wynika, że najmniej pozytywne (acz wciąż dodatnie!) perspektywy wzrostu zatrudnienia w trzecim kwartale są m.in. w przemyśle, opiece zdrowotnej, finansach i nieruchomościach oraz w handlu i usługach.
Notowane jest też geograficzne zróżnicowanie, jeśli chodzi o popyt na nowych pracowników. Największy, według danych ManpowerGroup, mamy widzieć w trzecim kwartale na wschodzie i północnym zachodzie kraju. W pierwszym przypadku Walenczak widzi tu rezultat wzmożonej logistyki krótkoterminowej firm działających na rzecz odbudowy Ukrainy, w drugim: dużego rozwoju obszaru branży zielonej energii, farm wiatrowych. De facto stagnacja w zatrudnieniu szykuje się z kolei na południowym zachodzie.
Raport ManpowerGroup, podobnie zresztą jak inne podobne opracowania (poniżej choćby świeże dane od Polskiego Instytutu Ekonomicznego), wskazuje, że w Polsce utrzymuje się przewaga firm, które chcą zwiększać zatrudnienie, nad tymi, które chcą pracowników zwalniać.
Dane te dają pewien odpór przekazom o "masowych" zwolnieniach grupowych w Polsce. Owszem, doniesienia z ostatnich miesięcy bywają "widowiskowe" (np. dotyczą dużego lokalnego pracodawcy albo zagranicznej firmy, która wychodzi z Polski) i kryją się za nimi często ludzkie dramaty, więc oczywiście nie można tej kwestii bagatelizować. Niemniej dane wskazują, że skala zwolnień grupowych pozostaje dość podobna jak w poprzednich latach, a wciąż generalnie dużo większym problemem polskiej gospodarki są ręce do pracy niż ryzyko istotnego wzrostu bezrobocia.
Dane z polskiego rynku pracy pozostają dobre. Przykładowo, stopa bezrobocia według Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności wyniosła w kwietniu 3 procent i była niemal najniższa w UE. Z drugiej strony, na tych liczbach jest pewna rysa, bo rok do roku liczba bezrobotnych wzrosła nam o 42 tys. (do 528 tys.). Stopa bezrobocia w badaniu BAEL to odsetek osób aktywnych zawodowo, które nie mają pracy, ale aktywnie jej szukają i są gotowe ją szybko podjąć. Według tej metodologii bezrobotna nie jest osoba, która nie ma pracy, ale też jej nie szuka.
Lekkie negatywne zaskoczenie przyniosły też niedawne dane o tym, że w pierwszym kwartale w Polsce delikatnie spadł wskaźnik aktywności zawodowej (czyli stosunek osób pracujących i szukających pracy do wszystkich osób w wieku 15-89 lat) i wskaźnik zatrudnienia (czyli odsetek pracujących w całej populacji osób 15-89 lat). Wprawdzie głównymi "winowajcami" były tu osoby najmłodsze (15-24 lata) i w wieku emerytalnym, a dane dla osób w wieku produkcyjnym były wyraźnie lepsze, niemniej ekonomiści PKO BP pisali o "pewnym schłodzeniu sytuacji na krajowym rynku pracy".