Rosja wzmacnia swoją pozycję kluczowego dostawcy nawozów do Unii Europejskiej. Od momentu wybuchu wojny w Ukrainie drastycznie zwiększyła eksport. Stowarzyszenie Fertilizers Europe, zrzeszające producentów nawozów, podaje, że pomiędzy sezonem rolniczym 20/21 a 22/23 import z Rosji wzrósł o 103 proc. i w roku 22/23 wyniósł 137,8 tys. ton. Przykładowo według danych Eurostatu w latach 2022-2023 import mocznika wzrósł o 53 proc. Rosja odpowiadała za 40 proc. tego importu.
Na alarm bije m.in. Hubert Kamola prezes Grupy Azoty "Puławy", która zajmuje się m.in. produkcją nawozów. - W tej chwili prowadzimy z przedstawicielami naszego rządu działania lobbystyczne w tym zakresie, żeby wytłumaczyć znaczenie destabilizacji sektora rolnego, nawozowego, przemysłowego i gazowego - mówił na konferencji prasowej, cytowany przez money.pl. Zabiega m.in. o ograniczenia w imporcie nawozów. Proponuje nałożenie 30-procentowego cła.
Obecna sytuacja na rynku nawozów to jednak wynik kilku czynników, które destabilizują finanse Grupy Azoty. W I kwartale tego roku spółka zanotowała stratę w wysokości 146 mln zł. - Płynność jest niezagrożona - zapewniał jednak wiceprezes spółki Wojciech Szmyła, cytowany przez money.pl.
Grupa Azoty nie jest osamotniona w problemie. Stowarzyszenie Fertilizers Europe uważa, że "ogromny wzrost importu rosyjskich nawozów wyrządził szkody przemysłowi UE".
"We wrześniu 2021 r. tymczasowo zamknięto 70 proc. przemysłu amoniaku w UE. Na początku 2023 r. 40-50 proc. wszystkich zakładów amoniaku w UE było nadal zamkniętych i dopiero obecnie sytuacja prawie wraca do normy, chociaż 10–20 proc. produkcji UE jest nadal zawieszona. W ostatnich miesiącach zakłady produkujące amoniak w UE również zostały zmuszone do całkowitego zamknięcia" - czytamy.
Svein Tore Holsether, dyrektor naczelny Yara International, jednego ze światowych największych producentów nawozów, alarmuje w rozmowie z "Financial Times", że uzależnianie się od Rosji może odbić się na Europie. - Nawozy to nowy gaz - mówił. - Rosja mogłaby wykorzystać swoją zwiększoną dominację na rynku nawozów do wywierania nacisku politycznego, tak jak zrobiła to w przypadku dostaw energii. Kiedy produkujesz coś tak ważnego dla produkcji żywności, jest to potężne narzędzie. Naiwnością byłoby sądzić, że na pewnym etapie nie zostaną one wykorzystane do celów politycznych - przestrzegał.
Co więcej, przychody z rosyjskich nawozów mają wprost wspierać rosyjską inwazję w Ukrainie. Stowarzyszenie Fertilizers Europe dowiedziało się, że Rosja wprowadziła tymczasowe cło wywozowe na nawozy w wysokości do 10 proc., którego konkretnym celem jest finansowanie "wysiłku" wojennego. "Oznacza to, że każda tona nawozów eksportowana do UE przyczynia się bezpośrednio do finansowania wojny na Ukrainie" - donoszą producenci.