Komisja Europejska zapowiedziała w środę procedurę nadmiernego deficytu wobec siedmiu krajów, w tym Polski. Powodem jest przekroczenie dopuszczalnego poziomu 3 proc. PKB. Komisja opublikowała raporty dotyczące sytuacji gospodarczej w poszczególnych krajach.
- Zakładam, że to będzie perspektywa czteroletnia i powolne schodzenie do 3 proc. Polska jest krajem przyfrontowym i zmienił nam się układ przy władzy od 15 października, dlatego myślę, że Komisja Europejska nie będzie stawiała nam ostrych warunków i nie będzie nas to bardzo dużo kosztowało - ocenił w środę w "Studiu Biznes" Piotr Kuczyński, analityk z domu inwestycyjnego Xelion.
Z kolei Marta Petka-Zagajewska z PKO Banku Polskiego wyjaśniła w rozmowie z Informacyjną Agencją Radiową, że procedura nadmiernego deficytu będzie nakładała na rząd obowiązek regularnego obniżania sektora finansów publicznych w kolejnych latach. Dodała, że w porównaniu z procedurami stosowanymi przed wybuchem pandemii COVID-19 ta obecna będzie dużo łagodniejsza. Państwa objęte procedurą będą miały więcej czasu na dostosowanie.
Ekonomistka zakłada, że maksymalne tempo dostosowania będzie wynosiło ok. 0,5 proc. PKB obniżki deficytu w każdym kolejnym roku, co, jak oceniła Marta Petka-Zagajewska, nie jest bardzo bolesne z punktu widzenia finansów publicznych. Z danych Komisji Europejskiej wynika, że w 2024 r. deficyt w Polsce przekroczy 5 proc., a w przyszłym jeszcze wzrośnie. Polska była raz objęta taką procedurą w 2009 roku. Komisja zakończyła ją po sześciu latach.
Według ekonomistki Alicji Defratyki w przypadku objęcia Polski procedurą nadmiernego deficytu "temat CPK w tej wersji z giga lotniskiem powinien zostać zakończony". W jej ocenie Centralny Port Komunikacyjny mógłby powstać, ale po ograniczeniu wydatków, bo "na wszystko przy tej procedurze nie wystarczy".
Z kolei ekonomista Marcin Piątkowski uważa, że CPK nie trzeba będzie ograniczać. "Odwrotnie, chodzi o to, żeby je zwiększyć. Procedura EDP pozwoli porzucić absurdalne pomysły, jak podwyższenie kwoty wolnej od podatku, zwiększyć dochody i zmultiplikować inwestycje takie jak CPK" - dodał.
Minister finansów Andrzej Domański przypomniał w środę, że w 2015 r., gdy PiS przejmował władzę w Polsce, deficyt był na poziomie 2,6 proc. PKB, ale w 2023 r. wzrósł do 5,1 proc. PKB. "Procedura nadmiernego deficytu została uruchomiona z powodu wysokiego deficytu w ostatnim roku rządów PiS" - podkreślił szef resortu finansów.
Na jego wpis zareagował były premier w poprzednim rządzie PiS Mateusz Morawiecki. "Gdy planowaliśmy budżet na 2024 rok, było jasne, że taka próba (procedury nadmiernego deficytu) ze strony KE może być podjęta, więc natychmiast rozpoczęliśmy wskazywanie na źródła zwiększonego deficytu. Źródło naszego deficytu było jedno: wyższe wydatki na obronność. Walczyłem w KE o uznanie tego powodu za wystarczający dla elastycznego podejścia do polskiego deficytu. Jestem pewien, że gdyby nie zmiana rządu, nie doszłoby do uruchomienia procedury nadmiernego deficytu wobec Polski" - ocenił.