Jak podaje Reuters, rozmówcy ze strony amerykańskiej mieli obawy, że Chiny mogłyby użyć broni jądrowej lub zagrozić użyciem jej, gdyby pojawiło się ryzyko ich porażki w ewentualnym konflikcie o Tajwan. Przedstawiciele Pekinu mieli przekazać, że nie będą uciekać się do takich środków.
Reuters powołuje się w swojej depeszy na dwóch amerykańskich dyplomatów, którzy uczestniczyli rozmowach. A były to pierwsze takie półoficjalne rozmowy od pięciu lat. - [Chińczycy] Powiedzieli stronie amerykańskiej, że są całkowicie przekonani, że są w stanie zwyciężyć w konwencjonalnej walce o Tajwan, bez użycia broni nuklearnej" - powiedział agencji David Santoro, organizator rozmów.
David Santoro jest ekspertem i naukowcem, założył think tank Forum Pacyficzne, zajmuje się m.in. strategią odstraszania, kontrolą zbrojeń i zagadnieniem nierozprzestrzeniania broni jądrowe. Właśnie na takim poziomie - ekspercko-naukowym - odbywają się rozmowy nuklearne między USA i Chinami w formule nazywanej "Drugą Ścieżką". Poza pracownikami naukowymi i analitykami biorą w nich udział byli przedstawiciele rządowej administracji. Jak wyjaśnia Reuters, są to zatem osoby, które wprawdzie nie są bezpośrednio zaangażowane w proces decyzyjny, ale mają odpowiednią wiedzę do wypowiadania się w tej kwestii. Są też negocjacje na poziomie rządowym, które określane są mianem "Pierwszej Ścieżki".
Rzecznik Departamentu Stanu USA przekazał Reutersowi, że rozmowy, które w marcu odbyły się w Szanghaju, mogą być "korzystne". Kluczowe są jednak spotkania w formule wyższej, rządowej. One również wróciły, w listopadzie, ale na krótko, bo utknęły w martwym punkcie.
Dlaczego dla Amerykanów (a w konsekwencji i reszty świata) to takie ważne? W ostatnich kilku latach rośnie napięcie związane z Tajwanem. Chiny wyraźnie podkreślają, że wyspa jest integralną częścią ich państwa - dla nich to zbuntowana prowincja - i nasiliły działania wojskowe wokół niej. Zaledwie we wtorek w tym tygodniu w pobliżu Tajwanu pojawił się chiński okręt wojskowy - pierwsze doniesienia na ten temat pojawiły się ze strony tajwańskich rybaków, a potwierdził je minister obrony Tajwanu.
Takiego konfliktu obawiają się Stany Zjednoczone, a co jakiś czas pojawiają się szacunki tamtejszych ekspertów i wojskowych (zresztą nie tylko tamtejszych) co do możliwości i daty wybuchu zbrojnego konfliktu. Gdyby do takiego konfliktu o Tajwan doszło, mógłby on przekierować przynajmniej część uwagi USA z Europy na Azję południowo-wschodnią. W kontekście trwającej wojny w Ukrainie jest to scenariusz, o którym z niepokojem myśli także nasza część świata. Na marginesie: Tajwan gospodarczo znany jest teraz chyba przede wszystkim z produkcji mikroproceserów, niezbędnych w nowych technologiach.
Gorąco jest zresztą także od pewnego czasu na linii Chiny-Filipiny. O niepokojących incydentach na Morzu Południowochińskim Maciek Kucharczyk pisze dziś w tym tekście: Siekiery, noże i dzidy w ruch. Bitwa z Chińczykami stosującymi metody piratów.
Chiny to jedno z dziewięciu państw, które mają obecnie broń nuklearną. Poza nimi arsenał jądrowy jest w posiadaniu Rosji, Stanów Zjednoczonych, Chin, Francji, Wielkiej Brytanii, Pakistanu, Indii, Izraela i Korei Północnej. Wielkość tych arsenałów jest mocno zróżnicowana. Sztokholmski Instytut Badań nad Pokojem (SIPRI) kilka dni temu podał, że Chiny zwiększyły liczbę głowic do 500 w styczniu 2024 r. z 410 w styczniu 2023 roku. Według Hansa Kristensena, eksperta SIPRI, "Chiny rozbudowują swój arsenał nuklearny szybciej, niż jakikolwiek inny kraj". Po raz pierwszy też Chiny miały kilka głowic w stanie wysokiej gotowości (czyli umieszczonych w rakietach).
Przeważającą większość głowic na świecie - blisko 90 proc. - mają USA i Rosja, to odpowiednio 3 708 i 4 380 głowic.