Emmanuel Macron w poniedziałek 24 czerwca udzielił wywiadu w podcaście "Generation Do It Yourself". Prezydent Francji odniósł się w nim do opublikowanego przez partię Marine Le Pen manifestu w sprawie ograniczenia imigracji. Polityk ostrzegał, że programy "dwóch skrajności", którymi są prawicowa partia Zgromadzenie Narodowe i lewicowa La France Insoumise, grożą doprowadzeniem do "wojny domowej" w kraju.
Zdaniem prezydenta Francji Zgromadzenie Narodowe opiera swoje rozwiązania w sprawie migracji głównie na "stygmatyzacji i podziale". Emmanuel Macron zaznaczył, że nie wchodzą one w grę, ponieważ kategoryzują ludzi ze względu na religię lub pochodzenie, co prowadzi do podziałów i "wojny domowej". Polityk odniósł się również do lewicowej partii La France Insoumise, wchodzącej w skład Nowego Frontu Ludowego, za której planami również ma stać ryzyko wojny domowej. Prezydent ocenił, że partia ma kategoryzować ludzi na podstawie poglądów religijnych lub społeczności.
Wypowiedź polityka wywołała reakcję jego przeciwniczki Marine Le Pen, związanej ze Zjednoczeniem Narodowym. Polityczka na antenie radia RTL stwierdziła, że ostrzeżenia Emmanuela Macrona świadczą o jego świadomości przegranej. Jej zdaniem prezydent Francji prowadzi kampanię, w której wskazuje: "ja albo chaos". - To słaby argument, uosabia on chaos od czasu swoich pierwszych wyborów - stwierdziła Marine Le Pen. Jak przekazał Bloomberg, według opublikowanego w poniedziałek najnowszego sondażu Ifop-Fiducial partia Le Pen wygrałaby pierwszą turę wyborów parlamentarnych we Francji z wynikiem 36 procent. Sojusz partii lewicowych otrzymałby 29,5 procent, a partia Macrona 20,5 procent.