We wtorek 2 lipca rusza ostatnie przed wakacyjną przerwą decyzyjne posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej (kolejne odbędzie się na początku września). W środę poznamy decyzję w sprawie stóp procentowych, ale już dziś w ciemno można powiedzieć, jaka ona będzie: brak zmian.
Główna stopa NBP pozostaje na poziomie 5,75 proc. od października 2023 r. i byłoby megasensacją, gdyby RPP ją teraz zmieniła. Nikt z RPP (poza Joanną Tyrowicz, która miesiąc w miesiąc samotnie wnioskuje o podwyżkę stóp aż o 200 punktów bazowych, do 7,75 proc.) nie sygnalizuje takiej potrzeby, a na czerwcowej konferencji prasowej prezes NBP prof. Adam Glapiński mówił najjaśniej, jak się da: prawdopodobieństwo obniżki stóp w związku z przewidywanym wzrostem inflacji jest zerowe.
Jeszcze w czerwcu inflacja była na poziomie 2,6 proc., czyli niemal idealnie w celu inflacyjnym NBP (2,5 proc. +/- 1 punkt procentowy), ale w lipcu po podwyżkach cen energii i gazu urośnie w okolice 4 proc. i przez kolejnych przynajmniej 12 miesięcy poniżej tego poziomu nie powinna spaść (a wręcz może urosnąć nawet w okolice 6 proc. na początku przyszłego roku, po możliwych kolejnych wzrostach rachunków za prąd).
Obecna dominująca retoryka z RPP to jakieś szanse na niewielkie obniżki w (drugiej) połowie 2025 r., a część ekonomistów uważa, że nie będzie ich nawet do końca przyszłego roku. O przewidywaniach na przyszłość RPP napisze w komunikacie po posiedzeniu, a w czwartek o 15:00 będzie mówił też o nich prezes NBP.
Komunikat i konferencja będą o tyle ciekawe, że poznamy wtedy zręby najnowszej, lipcowej projekcji inflacyjnej ekonomistów Narodowego Banku Polskiego. To dokument wskazujący przewidywania co do kształtowania się inflacji i wzrostu gospodarczego przez najbliższe dwa lata. Będzie (a przynajmniej powinien być) jedną z kluczowych podstaw dla najbliższych decyzji Rady i prowadzonego forward guidance (czyli sugestii dotyczących ścieżki stóp w kolejnych kwartałach).
Dziś widać, że poprzednia, marcowa projekcja była wyraźnie przestrzelona w kwestii inflacji w drugim kwartale br. (prognoza 3,4 proc., rzeczywistość 2,5 proc.) oraz PKB (prognoza 3,7 proc., wynik zapewne w okolicach 2-2,5 proc.). Teoretycznie niższa inflacja i gorszy wzrost gospodarczy od przewidywań mogłyby być podstawą do myślenia o łagodzeniu polityki pieniężnej, ale w obliczu retoryki m.in. Glapińskiego z ostatnich miesięcy wydaje się to nieprawdopodobne. Ta retoryka to podkreślanie szerokiej niepewności, w tym obaw o wyraźny wzrost inflacji po częściowym (a od stycznia 2025 r. możliwe, że całkowitym) odmrożeniu cen energii i stabilizację lub nawet wzrost inflacji bazowej (tj. bez cen energii) m.in. z powodu bardzo wysokiej dynamiki wynagrodzeń.
Projekcja potwierdzi wzrost inflacji w okolice 5 proc. na koniec roku i zapewne jeszcze lekko wyżej na początku 2025 r., i prezes NBP będzie wyjaśniał, że to dyskwalifikuje myślenie o jakimkolwiek luzowaniu stóp. Ciekawe będą prognozy dotyczące inflacji w drugiej połowie 2025 r. i dalej, oraz tendencji dla inflacji bazowej. Jeśli będą wskazywały na spadek inflacji poniżej 3,5 proc. (górna granica celu inflacyjnego NBP), a najlepiej też spadkowy trend inflacji bazowej, to nadzieje na cięcia w połowie przyszłego roku będą coraz większe.