Straż Miejska poszukuje kierowców, którzy w ubiegłym roku przyjechali nad Jezioro Tarnobrzeskie, ale nie dokonali obowiązkowej w sezonie letnim opłaty. Na liście poszukiwanych jest około 16 tysięcy właścicieli pojazdów - podaje lokalny portal NadWisłą24.
Od 1 maja do 30 września w godzinach od 8 do 18 jednorazowa opłata za wjazd nad Jezioro Tarnobrzeskie wynosi 80 zł. Natomiast jeśli dokonana zostanie w dniu wjazdu i wypoczynku, obowiązuje już cena promocyjna, która wynosi 20 zł. Zapłacić można za pomocą aplikacji, jak i w znajdujących się na miejscu automatach. Okazuje się, podczas ubiegłorocznego sezonu letniego tysiące kierowców nie wywiązało się z tego obowiązku. Straż Miejska uruchomiła właśnie procedurę, która ma pozwolić na ustalenie danych niesfornych kierowców. Ma w tym pomóc CEPiK, czyli system centralnej ewidencji kierowców i pojazdów. Komendant Straży Miejskiej w Tarnobrzegu dodaje, że Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji rozpoczął już wysyłanie pism do CEPiK-u w celu ustalenia właścicieli pojazdów, którzy wjechali bez opłat. - To się będzie toczyć systematycznie, mamy na to pięć lat - mówi Robert Kędziora. Mandatu natomiast nie muszą obawiać się przedsiębiorcy i instytucje dzierżawiące tereny nad akwenem oraz ich goście.
Blisko 16 tysięcy kierowców musi liczyć się nie tylko z mandatem, ale także z tym, że poniosą koszty opłaty za ustalenie ich danych z Centralnej Ewidencji Pojazdów. Szef tarnobrzeskiej Straży Miejskiej wyjaśnia, że kierowca który nie dokonał opłaty za wjazd nad jezioro, będzie musiał teraz zapłacić 80 zł, a następnie dochodzą koszty związane właśnie z CEPiK-iem. To koszt ponad 30 zł. Do tego trzeba doliczyć koszty upomnienia, które wynoszą ok. 17 złotych. Zatem łącznie kierowcy, którzy nie uiścili opłat nad Jeziorem Tarnobrzeskim, będą musieli liczyć się z wydatkiem blisko 130 zł.