Doug Mills, fotoreporter "The New York Times" miał zrobić zdjęcia Donald Trumpa, który przemawia na wiecu w Butler w Pensylwanii. Podczas niego przeprowadzono jednak zamach na byłego prezydenta USA (a obecnie kandydata w listopadowych wyborach prezydenckich w USA) i oddano w jego kierunku kilka strzałów. Fotograf, który miał uwiecznić wystąpienie Trumpa jakich wiele, uchwycił moment gdy został on postrzelony przez zamachowca.
"The New York Times" opublikowało serie zdjęć zrobionych przez Millsa. Na pierwszym z nich widać jak pocisk zbliża się do głowy Donalda Trumpa. Na kolejnym zdjęciu uwieczniono moment, gdy były prezydent USA chwyta się za postrzelone ucho, a na trzecim zdjęciu widać jego zakrwawioną rękę.
Gdy dobrze się przyjrzeć, na jednym ze zdjęć widać lecący pocisk, który ze względu na prędkość, z którą został wystrzelony, jest rozmazany i na fotografii wygląda jak czarna kreska.
Zaraz po tym Donald Trump schował się za mównicą, a agenci Secret Service otoczyli go i sprowadzili ze sceny. Z zakrwawioną twarzą i uchem Donald Trump wstał na nogi o własnych siłach, machając pięścią w stronę tłumu. Zdjęcia z tego momentu niektórzy już teraz uważają za historyczne. W wydanym oświadczeniu Trump powiedział, że "wszystko z nim w porządku" i jest badany w placówce medycznej.
W strzelaninie na wiecu Donalda Trumpa w Pensylwanii zginęła jedna osoba z widowni - poinformowała amerykańska Secret Service. Dwie inne osoby z publiczności, zostały ranne, a ich stan jest krytyczny. "Strzelec został zabity" - czytamy w komunikacie agencji na portalu X.
Napastnik znajdował się poza wiecem na podwyższonej pozycji, z której wielokrotnie oddał strzały. "U.S. Secret Service szybko zareagowało (...). Były prezydent jest bezpieczny" - czytamy we wpisie.