Po fatalnym występie Bidena w debacie i zamachu na Donalda Trumpa ocena szans tego ostatniego na powrót na fotel prezydenta wzrosła według badań z 52 do 69 proc. Umocniły się wtedy akcje tzw. "papierów Trumpa" czy "transakcji Trumpa". Mowa o inwestycjach, które mogą zyskać na jego zwycięstwie. Wycofanie się Bidena i poparcie Kamali Harris obniżyło wspomniane szanse do 60 proc. Jednocześnie inwestowanie w rzeczone "papiery Trumpa" stało się mniej pewne.
- Myślę, że jest trochę za wcześnie, aby rynki ogłaszały zwycięstwo Trumpa. Sądzę, że będzie to dla niego prawdziwym wyzwaniem - mówił w rozmowie z CNBC Charles Myers, założyciel i dyrektor generalny firmy doradczej Signum Global Policy. Według niego "papiery Trumpa" (przynajmniej w krótszej perspektywie) są zagrożone, a ich dobra passa się skończyła. - Byłbym bardzo ostrożny, zakładając zwycięstwo Trumpa - przewidywał.
Także Michael Brown, starszy strateg ds. badań w australijskim brokerze Pepperstone, powiedział w rozmowie z CNBC, że po rezygnacji Joe Bidena może dojść do dużych przetasowań na rynkach. Zwycięstwo Trumpa wiązałoby się z większym zainteresowaniem bezpiecznymi inwestycjami. Dlatego mniejsza szansa na jego zwycięstwo oznacza m.in. osłabienie się dolara. Brown także przewiduje spadek akcji, ale według niego należy traktować to jedynie jako okazję do kupna w średnim terminie.
Analitycy przewidują, co może się wydarzyć, bo na razie wielkich ruchów na rynkach nie ma. Wynika to m.in. ze wcześniejszych spekulacji na temat takiego scenariusza oraz oczekiwania na oficjalną nominację Kamali Harris.
"Rezygnacja prezydenta Joe Bidena ze startu w jesiennych wyborach nie wywołała silnej reakcji na większości rynków finansowych, choć może chwilowo powstrzymać inwestorów przed uczynieniem z powrotu Donalda Trumpa głównego tematu letnich notowań" - pisze Grzegorz Dróżdż, analityk Conotoxia, w komentarzu przesłanym Next.gazeta.pl. Zauważalny ruch nastąpił za to na rynku kryptowalut, które Trump wydaje się wspierać bardziej. Kurs bitcoina najpierw spadł o 2,5 proc., ale następnie wzrósł o 4 proc.
Analityk zwraca za to uwagę, że w najbliższych dniach inwestorzy mogą skupić się na amerykańskiej polityce zagranicznej, zwłaszcza na protekcjonistycznych praktykach Trumpa. Jego ostatnie wypowiedzi na temat Tajwanu, Chin i Japonii już wpłynęły na rynek. Przypomnijmy, że Donald Trump mówił chociażby, że Tajwan powinien zapłacić Stanom Zjednoczonym za obronę.
"W wyniku tego fundusz iShares Semiconductor ETF spadł o 11,5 proc. od swoich szczytów, ponieważ Tajwan ma znaczący udział w globalnej produkcji półprzewodników. Podobna reakcja miała miejsce na japońskim Nikkei 225, który spadł o 7 proc. Jednak negatywny trend może się kończyć, gdyż znaczna część złych wiadomości została już uwzględniona w cenach aktywów" - stwierdził Grzegorz Dróżdż.