Biały Dom nie miał wcześniej wiedzy o ukraińskich planach bezpośredniego ataku w głąb Rosji. - Podejmuję ten temat wraz z moimi współpracownikami co kilka godzin od samego początku tych wydarzeń. To stwarza prawdziwy dylemat dla Władimira Putina, a my jesteśmy w bezpośrednim i stałym kontakcie z Ukraińcami. To wszystko, co mogę w tej sprawie powiedzieć - tak po raz pierwszy oficjalnie skomentował ukraiński atak na terytorium Rosji prezydent USA Joe Biden. - Popieramy Ukrainę w wojnie, która jest wojną obronną i nie ma tu o czym dyskutować - powiedział z kolei we wtorek dziennikarzom w Warszawie premier Polski Donald Tusk cytowany przez Bloomberga.
Bloomberg podkreśla, że będąca od dłuższego czasu w defensywie Ukraina już od dłuższego czasu planowała atak na pas transgraniczny. Po zaskakującym ataku na obwód kurski Kijów twierdzi, że ma pod kontrolą blisko 1000 km kwadratowych rosyjskiego terytorium, a wizerunek Władimira Putina został obciążony widokiem blisko 200 tysięcy Rosjan ewakuujących się w panice z terenów walk. Aleksiej Smirnow, pełniący obowiązki gubernatora obwodu kurskiego, oszacował, że siły ukraińskie przejęły kontrolę nad 28 miejscowościami - informuje Reuters. Sojusznicy z NATO nie mają zastrzeżeń co do inwazji, choć uważają za mało prawdopodobne, że Ukraińcy będą w stanie utrzymać terytorium Rosji.
Eksperci podkreślają także ryzyko, jakie wiąże się z utrzymaniem sił bojowych na froncie rozciągniętym w tej chwili na długość ponad 1000 kilometrów - od wschodniego Donbasu do ujścia rzeki Dniepr. Ukraińskich żołnierzy może po prostu brakować w innych strategicznych miejscach. "Mimo że atak na obwód kurski zaskoczył zarówno Moskwę, jak i zachodnich partnerów, zaplanowanie takiej inwazji wskazuje, że jest ona częścią szerszego planu strategicznego" - podkreśla Bloomberg. - Rosja musi zostać zmuszona do zawarcia pokoju - stwierdził prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski.
"Władimir Putin znów nie ma wystarczającej liczby żołnierzy na wojnę" - cytuje Bloomberga portal The Moscow Times. Media podają, że na przestrzeni ostatnich trzech miesięcy rosyjska armia mogła stracić nawet 100 tys. żołnierzy. Tymczasem operacja ukraińska w obwodzie kurskim zmusza Moskwę do "szukania" nowego rekruta. "Ze względu na największe straty od początku wojny liczebność armii rosyjskiej zmniejsza się szybciej, niż rekrutuje ona nowych żołnierzy" - cytuje Bloomberg trzy źródła bliskie Kremlowi i Ministerstwu Obrony Rosji.
Tym samym w Rosji wraca temat ogłoszenia mobilizacji. Miałaby ona zostać ogłoszona pod koniec tego roku. - Brak nowych żołnierzy i ogromne straty na froncie coraz bardziej utrudniają armii rosyjskiej trzymanie się dotychczasowej strategii powolnego, ale stałego natarcia - mówi jedna z osób zaznajomionych z sytuacją. Dodaje, że "ze względu na brak żołnierzy rosyjscy przywódcy nie dyskutują już o planach zajęcia Kijowa i innych miast".